Reklama
Reklama

W Teatrze Polskim pokazano śmierć Jana Pawła II

fot. Teatr Polski

Zapowiadało się prowokacyjnie, ale to zupełnie nie jest sztuka obrazoburcza. To pytanie o sens uporczywych terapii i równości wszystkich wobec biochemii. Ani słowa o kremówkach, czy pedofilii w kościele.

Na scenie poznajemy Jana Pawła II, gdy jest już bardzo chory, w ostatnich dniach swojego życia. Michał Kaleta, grający papieża, przez półtorej godziny spektaklu, z wielkim trudem wypowie na scenie co najwyżej kilka, niezrozumiałych zresztą słów. Autorzy w najmniejszym stopniu nie próbują oceniać pontyfikatu Jana Pawła. Obdzierają go natomiast całkowicie z patosu i narosłej w naszej kulturze mitologii, pozostawiając człowiekiem. Tylko i aż człowiekiem. I co nie jest bez znaczenia, człowiekiem otoczonym już za życia niespotykanym kultem.

Doskonale pamiętam, co sam robiłem, gdy dotarła do mnie informacja o śmierci Karola Wojtyły 2 kwietnia 2005 roku. Całkowicie bez związku ze spektaklem, rozmawiałem o tym niedawno z kilkoma znajomymi. Wszyscy, bez względu na to, czy są częścią Kościoła, czy są daleko od niego, doskonale pamiętają ten moment swojego życia. To świadczy o tym, jak silne wrażenie wywarła na nas informacja, która przecież nie była tak zupełnie niespodziewana - wszyscy wiedzieliśmy, że papież był już bardzo chory. Kult papieża sięgał daleko poza kościelne bramy. W spektaklu zobaczymy nagrania osób wspominających ten moment. Jedni płakali bardziej niż po śmierci własnego małżonka, inni puścili 'Kill 'em all' zespołu Metallica. Ale nikt nie pozostał obojętny.

W 2002 roku, czyli na 3 lata przed śmiercią Karola Wojtyły, Jerzy Urban napisał o papieżu tak: "Kochany staruszku! Połóż się do łóżka. Przykryj kołderką. (...) Wyrzuć te starcze środki dopingowe, którymi Cię szpikują jak byczków hodowanych na olimpiadę, żebyś mógł przez godzinę ruszać nogą i mniej trząść ręką. Trują Cię przecież okrutnie i jesteś po tym podwójny kapeć. Nie rób widowiska z ludzkiej agonii, powściągnij więc chętkę, żeby paść na stanowisku. Choruj z godnością, gasnący starcze". Cały tekst, zatytułowany 'Obwoźne sado-maso' budził, delikatnie mówiąc mieszane uczucia. Także moje uczucia, uważałem to za profanację.

Co takiego się stało, że dziś oglądając spektakl Teatru Polskiego trudno nie wyciągać podobnych wniosków? Papież był męczony ponad miarę. Na ostatnią pielgrzymkę zagraniczną wybrał się kilka miesięcy przed śmiercią. Wytaczano go w niemal agonalnym stanie w okno przy placu świętego Piotra by 'pozdrowił' przybyłych. Najbliżsi współpracownicy podstawili mu mikrofon na 4 dni przed śmiercią, aby cały świat usłyszał krępujące charknięcie. Po co dokładano mu nieludzkiego i zbędnego cierpienia? Czy naprawdę w przypadku 85 latka na łożu śmierci, ma sens pasyjna pieśń o tym, że "każde cierpienie prowadzi do pełni życia"?

Myślę, że działo się tak dlatego, że miliony osób na całym świecie oczekiwały tego 'spektaklu', a ani papież, ani nikt z otoczenia nie chciał 'opuszczać kurtyny'. Ale z katolickiego folkloru autorzy sztuki dworują sobie tyle o ile. Zaledwie go dostrzegają. Jak dyskretna scena, gdy ze słoikiem krwi od ciała papieża odchodzi kardynał Stanisław Dziwisz. Dziś wiemy, że po śmierci inkasował tysiące dolarów za oprawione krople krwi, jako relikwie po zmarłym papieżu.

Gdy ta znakomita sztuka dobiegała do końca, zacząłem się zastanawiać, jak sam spektakl się zakończy. Czułem, że gdy opadnie kurtyna, a Michał Kaleta wstanie z katafalku i się ukłoni publiczności z kwiatami w rękach, to coś pryśnie. Bałem się tego. Nawet przez myśl mi przyszło dyskretne wyjście, aby nie widzieć ukłonów i nie słyszeć braw. Ale w tym spektaklu nie ma miejsca na ukłony ani brawa. Kończy się genialnie (nie opiszę jak, aby nie umniejszyć wrażeń tym Czytelnikom, którzy się wybiorą). I właśnie dlatego, że nie było braw skreśliłem tych kilka słów, aby uznanie dla twórców wybrzmiało - brawo Michał Kaleta, brawo Teatr Polski.

Witold Kundzewicz

Reklama

Najczęściej czytane w tym tygodniu

Dziś w Poznaniu

17℃
8℃
Poziom opadów:
0.9 mm
Wiatr do:
23 km
Stan powietrza
PM2.5
4.57 μg/m3
Bardzo dobry
Zobacz pogodę na jutro