blog background
 
Pojznerjeke: Pojzner Jeke
mniejszość, Poznań, historia, współczesność, przyroda, zieleń
metka_epoznan
A giten erew Pejsech!
ok
26
not ok
2
liczba odsłon: 211
Pamiętam, jak Tate czynił biur chamec. Sąsiedzi nie chcieli kupić chamecu, więc pakował wszystko na wózek, zasłaniał brezentem, albo szmatami i wiózł daleko. Najczęściej nad Wartę za Szelągiem, albo przy Elektrowni, czasem daleko na pola za Wzgórze Winiarskie. Tam bawiliśmy się wokół ogniska. Dolewał spirytu z niedużej butelki i tlący się wcześniej niemrawo płomień skakał w górę, ku naszej radości.

Lubiłam to nasze wysprzątane mieszkanko w suterenie na Bóżniczej, a potem na Flisaczej. Czasem pomagała nam Pani W. Przychodziła chyłkiem, bo nieraz stała już pod bramą straż uliczna. Tate nie godził się jej (straży) opłacać, choć niektórzy ziomkowie to czynili i mieli zapewniony chwilowy spokój. Ale nikt nie mógł być pewien, że podczas Sederu przez okno nie wpadnie kamień. 



Sąsiadka, Pani K. "święciła" potajemnie nasze drzwi wodą przyniesioną z tajnego źródełka na dawnej Sukienniczej. Wiedzieliśmy to, bo gdy po nią szła, zawsze taka frechkunda, jej dziatki, Staś i Terenia przychodziły do nas potajemnie podjadać macę. Och, jak ona smakowała! Tate dostawał ją od pana B., któremu przekazywał ją Rebe Dawid.

Czy w oknach na Żydowskiej, Dominikańskiej, Szewskiej, w zaułkach Szyperskiej, Bóżniczej, Małych Garbar płonie jeszcze sederowy świecznik, wybrzmiewają wersy Hagady, wychylane są kielichy pesachowego wina?

Chag Pesach Sameach!  
WASZE KOMENTARZE
Autor bloga wyłączył możliwość komentowania tego wpisu