Reklama

Skandal w poznańskim szpitalu. Młoda pacjentka obudziła się bez macicy i jajników

zdjęcie ilustracyjne | fot. fernando zhiminaicela z Pixabay
zdjęcie ilustracyjne | fot. fernando zhiminaicela z Pixabay

Ginekolog usłyszał zarzuty.

Sprawę opisuje "Gazeta Wyborcza". Pacjentka została przyjęta do szpitala w kwietniu 2024 roku z powodu nasilonych dolegliwości bólowych w obrębie jamy brzusznej. W trakcie diagnostyki stwierdzono obecność niepokojącej zmiany zlokalizowanej w obrębie prawego jajnika. Jeszcze przed planowaną operacją 24-latka korespondowała z przyjaciółką, której matka wykonuje zawód lekarza. Wynika z tego, że kobieta spodziewała się usunięcia jednego jajnika. Liczyła na to, że po takim zabiegu jest szansa, iż zostanie matką.

Podczas operacji lekarz usunął jej oba jajniki, macicę i jajowody. Z przekazanych informacji wynika, że lekarz ginekolog nie wstrzymał się z dalszymi decyzjami do czasu uzyskania wyników śródoperacyjnego badania histopatologicznego, lecz samodzielnie zdecydował o poszerzeniu zakresu interwencji chirurgicznej. Dodatkowo pojawiły się zastrzeżenia, iż w dokumentacji medycznej odnotowano dane, które nie odpowiadały rzeczywistemu przebiegowi operacji. Pacjentka o jej przebiegu miała dowiedzieć się po czterech dniach.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu Łukasz Wawrzyniak potwierdza, że policja prowadziła dochodzenie w sprawie błędu medycznego, ale gdy wpłynęła opinia biegłych, czynności przejęła prokuratura. Mężczyzna został przesłuchany w charakterze podejrzanego i usłyszał formalne zarzuty, do winy się nie przyznał. Za spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu grozi kara pozbawienia wolności do 20 lat. Prokuratura nie zastosowała wobec lekarza żadnych środków zapobiegawczych. Jak wyjaśnia prokurator Wawrzyniak, podejrzany regularnie stawia się na wezwania i nie utrudnia prowadzenia postępowania.

Decyzje lekarza ocenił krajowy konsultant w dziedzinie ginekologii onkologicznej, prof. Mariusz Bidziński. W rozmowie z GZ zaznaczył, że postępowanie poznańskiego ginekologa było "nieprawidłowe i nieprofesjonalne". "Podkreślam z całą stanowczością: bez badania histopatologicznego nie da się rozpoznać, czy guz jajnika lub jakikolwiek inny jest złośliwy, czy nie. Lekarz powinien był zaszyć pacjentkę, wybudzić i poczekać na końcowy wynik badania histopatologicznego. Pośpieszył się, wskutek czego okaleczył pacjentkę. Błąd po stronie lekarza jest jednoznaczny" - uważa prof. Bidziński. "Ta kobieta prawdopodobnie nie wymagałaby nawet leczenia uzupełniającego" - dodaje.

Pomimo postawionego zarzutu prof. Dariusz S. wciąż przeprowadza zabiegi chirurgiczne w Szpitalu Miejskim im. Raszei. "Możemy dyskutować nawet godzinę, czy prof. Dariusz S. powinien tak zrobić, czy nie powinien, a to była jego indywidualna decyzja. W końcu jest szefem oddziału, mamy do niego zaufanie" - komentuje dla "Wyborczej" Elżbieta Wrzesińska-Żak, dyrektorka szpitala miejskiego im. Raszei w Poznaniu. "Do czasu prawomocnego wyroku obowiązuje domniemanie niewinności. Pan profesor pracuje. Będzie wyrok, będziemy myśleć, co dalej" - dodała.

Jak podkreślono, Wiktoria pochodzi z Białorusi i od kilku lat mieszka w Polsce. Jej znajomość języka polskiego jest bardzo ograniczona - posługuje się jedynie kilkoma słowami, nie potrafi czytać ani pisać. Personel oddziału wręczył jej do podpisania dokumenty w języku angielskim, którego pacjentka również nie była w stanie zrozumieć. O pomoc poprosiła prawnika, który po przejrzeniu dokumentacji zgłosił sprawę organom ścigania.

Najczęściej czytane w tym tygodniu

Dziś w Poznaniu

Pierwsze uderzenie wiosny w Poznaniu. Na termometrach nawet kilkanaście stopni
15℃
2℃
Poziom opadów:
0 mm
Wiatr do:
14 km
Stan powietrza
PM2.5
31.90 μg/m3
Dobry
Zobacz pogodę na jutro