Ruszył proces w sprawie śmierci poznańskiego zapaśnika. "Nie mogę pogodzić się z tym, że uderzyłem Dominika Sikorę"
Podejrzany po 4 latach od zdarzenia stanął przed sądem.
Do tragicznego zdarzenia doszło w styczniu 2020 roku na Starym Rynku. Pod jednym z lokali wywiązała się sprzeczka kilku osób. Jeden z uczestników uderzył Dominika Sikorę, który natychmiast upadł na ziemię. Mężczyzna zmarł po kilku dniach w szpitalu. Nagranie z tego zdarzenia trafiło do internetu.
Podejrzanym o pobicie Dominika Sikory od początku był 42-letni Olgierd M. Mężczyzna był poszukiwany. Sąd wystawił za nim list gończy. Po blisko roku od zdarzenia, śledztwo w tej sprawie zdecydowano się zawiesić ze względu na niemożność ujęcia podejrzanego. W połowie listopada poinformowano, że mężczyzna został zatrzymany. Sprawę poszukiwawczą prowadzili poznańscy "Łowcy Głów" z Wydziału Poszukiwań i Identyfikacji KWP w Poznaniu.
"Kilka dni temu policjanci z poznańskiej grupy pościgowej otrzymali wiadomość od Policji hiszpańskiej, że ścigany przez nich Olgierd M. został zatrzymany w miejscowości Elche koło Alicante. Mężczyzna był poszukiwany od ponad trzech lat" - informował wówczas mł. insp. Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji. Kilka dni później mężczyzna był już w poznańskim areszcie. Usłyszał zarzut spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu ze skutkiem śmiertelnym.
Dziś ruszył proces. Zeznawał brat Dominika Sikory i podejrzany Olgierd M. "Bardzo żałuję tego wszystkiego, co wydarzyło się tamtej feralnej nocy. Nie mogę pogodzić się z tym, że uderzyłem Dominika Sikorę. Nie chcę obarczać tego człowieka winą za zdarzenie. Nie miałem zamiaru zrobić mu krzywdy. Nigdy nie chciałem, aby doszło do tak nieszczęśliwego zdarzenia" - mówił przed sądem Olgierd M. cytowany przez "Głos Wielkopolski". Mężczyzna nie przyznał się do winy i skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień.
Jak przekazuje "Głos Wielkopolski" obrońca Olgierda M. adwokat Artur Tarnawski, powiedział dziennikarzom, że mężczyzna sam miał się zgłosić na policję. "Nieprawdą jest, że jacyś "łowcy" go odnaleźli. Sam się zgłosił. Nie potrafił żyć z tym, że musi się zmierzyć z przeszłością, z tym co się stało. To była jego samodzielna decyzja" - mówił. Odniósł się też do nagrania ze Starego Rynku. "Jeżeli ktoś uważa, że ten film daje podstawę do przyjęcia odpowiedzialności klienta, to przy tak postawionym zarzucie my się z tym nie zgadzamy" - mówił.
Do sprawy odniósł się też biegły Czesław Żaba, lekarz który przeprowadził sekcję zwłok Dominika Sikory. Mówił, iż pokrzywdzony doznał między innymi stłuczenia mózgu. "Stłuczenie jest bardzo niebezpieczne, z reguły kończące się zgonem. Sporadyczne są sytuacje, że pacjent uniknie śmierci mózgu" - mówił cytowany przez gazetę Żaba.



Najpopularniejsze komentarze