Reklama
 Pogoda jutro  Pogoda Poznań
26 15
Reklama

Zapomniana katastrofa kolejowa. Urodziny dyżurnego ruchu zakończone czołowym zderzeniem pociągów

BS
poniedziałek, 12.03.2018 r.
godz. 15.30
BS | poniedziałek, 12.03.2018 r., godz. 15.30
Zapomniana katastrofa kolejowa. Urodziny dyżurnego ruchu zakończone czołowym zderzeniem pociągów
fot. Agnieszka Ignaszak

Latem 1945 roku Poznań podnosił się z gruzów po zawierusze II Wojny Światowej. Działalność wznowiły już niektóre przedsiębiorstwa, działały też kina i teatry, ale trudno powiedzieć, że życie miasta toczyło się spokojnie. Z jednego tylko raportu Milicji Obywatelskiej wynika, że w okresie od 10 do 20 sierpnia 1945 roku zatrzymano blisko 500 osób. W tym okresie doszło też do katastrofy kolejowej, o której informacje na długie lata ukryto w archiwum.

zakładka
POGODA
DZISIAJ
pogoda
23°C 1015 hPa
JUTRO
pogoda
26°C 1018 hPa
POJUTRZE
pogoda
29°C 1017 hPa
NAJPOPULARNIEJSZE WIADOMOŚCI

Parowóz zagwizdał po Polsku

Choć  walki o Poznań zakończyły się 23 lutego zdobyciem poznańskiej Cytadeli, to już na początku lutego zawiązała się pierwsza powojenna Dyrekcja Kolei Państwowych w Poznaniu, która 5 II 1945 wydała odezwę do kolejarzy przebywających w Poznaniu, aby stawili się do pracy. Pierwsze prace polegały na uprzątnięciu terenów kolejowych i przywróceniu sprawności infrastruktury zniszczonej przez Niemców - Każdą pracę trzeba rozpoczynać od usuwania trupów, gruzu i niewypałów. Coraz więcej kolejarzy zgłasza się do pracy. Bez wynagrodzenia pracują po kilkanaście godzin dziennie - możemy przeczytać w artykule Parowóz zagwizdał po Polsku, który w dwunastą rocznicę wyzwolenia Poznania opublikowano w Gazecie Poznańskiej. W tym czasie dokonano między innymi inwentaryzacji terenów kolejowych. Okazało się, że tylko jedna nastawnia przetrwała działania wojenne, a sterowanie ruchem pociągów możliwe było tylko przy ręcznym sterowaniu zwrotnicami. Na początku lutego reaktywowane koleje dysponowały w Poznaniu 72 parowozami, 152 wagonami towarowymi oraz 132 osobowymi.

Mimo trudnych warunków i toczących się cały czas walk, prace posuwały się szybko do przodu. Równocześnie z pracami przy infrastrukturze, zakłady Cegielskiego remontowały przejęte parowozy. 17 lutego nastąpiło przekazanie pierwszych sześciu parowozów, a już dzień później uruchomiono pierwszy stały pociąg na trasie Poznań - Czempiń - Jarocin - Orzechowo. Jako pierwsze uruchomiono pociągi towarowe zapewniające dostawy węgla i zboża do Referatu Aprowizacji Miasta.  Rozkład jazdy dla pociągów osobowych wprowadzono 25 marca i początkowo obejmował on tereny przedwojennej Dyrekcji Okręgowej, ale zgodnie z rozporządzeniem marszałka Konstantego Rokossowskiego poznańscy kolejarze zajęli się też organizacją kolei na Ziemiach Odzyskanych. Do DOKP Poznań należało uruchomienie linii kolejowych w kierunku Stargardu, Szczecina, Piły i Chojnic. Wśród pracowników kolei, którzy w 1945 roku odbudowywali kolej był Stefan Gazecki - Ojciec był w czasie wojny wywieziony do Niemiec i jak tylko wrócił po wojnie, to podjął pracę na kolei. To były warsztaty elektrotechniczne, ale wyjeżdżał też w teren i pracowali przy… Jak oni to mówili są szyny i szwele i tam coś robili, ale ja szczegółów nie pamiętam. Wiem, że raz w tygodniu, raz na dwa tygodnie przyjeżdżał do domu - opowiada jego córka Barbara Stróżyńska - Obst.

Życie miasta

Zakończenie walk o Poznań było nie tylko sygnałem do odbudowy miasta, ale również wznowienia życia społecznego. Łamy Głosu Wielkopolskiego pełne są wezwań skierowanych do członków przedwojennych organizacji, stowarzyszeń o wznowienie działalności. Bardzo szybko działalność wznowiły choćby kluby piłkarskie. Głos Wielkopolski z 8 maja donosił o meczu pomiędzy Wartą Poznań a Polonią Poznań, który popularni Zieloni wygrali 5:0. Rozrywkę w powojennym Poznaniu zapewniały też instytucje kultury. W kwietniu działały już kina Jedność i Wanda, w których można było obejrzeć francuski film “Jastrząb”, a w Teatrze Polskim odbyła się premiera spektaklu “Uciekła mi przepióreczka”. Zainteresowani innego rodzaju doznaniami mogli natomiast wziąć udział w wieprzobiciu z dancingiem, które 18 sierpnia odbyło się w pawilonie na Rynku Wildeckim.

Szybko reaktywowało się też harcerstwo, a wśród pierwszych reaktywowanych drużyn była 2 Poznańska Drużyna Harcerzy ze Śródki - Natychmiast gdy wolna była nasza Śródka w sprawie drużyny rozpoczął się ruch jak w mrowisku. Gromadzono wszystko co mogło być przydatne w harcach i ćwiczeniach terenowych. Pałatki, tornistry, saperki, chlebaki itp. Wszystko to składano w jednym z dziurawych pomieszczeń szkolnych - niby harcówki - czytamy we wspomnieniach opublikowanych w kalendarium 2PDH wydanym z okazji 95 rocznicy drużyny. W pierwszych powojennych miesiącach harcerze skupiali się na odbudowie drużyny, a ich działalność koncentrowała się w najbliższej okolicy Śródki. Prawdziwym testem harcerskich umiejętności był pierwszy powojenny obóz. Harcerze 2 PDH wyjechali 21 lipca na obóz żniwny w Pietronkach koło Chodzieży - Te kilka tygodni związało nas, chłopców z miasta z ludźmi wsi. Związało nas jakąś niewidzialną nicią przyjaźni i zrozumienia. Rozumiemy już pracę chłopa polskiego, bo sami ją wykonaliśmy. Nie szło nam nadzwyczajnie, ale w dużej mierze zdolności zastępowały dobre chęci. I myślę, że wielu dzięki obozowi temu poznało, że jesteśmy jednej krwi. My wieś i miasto polskie - zanotował 13 sierpnia dh Jan Cofta, kronikarz obozu. Trzy dni później zakończył się pierwszy powojenny obóz - Żegnamy Pietronki, mimo okropnej pogody zbiera się wiele gości. Żegnają nas kwiatami i nawet bardziej realnymi podarunkami. […] Zmoknięci przychodzimy do Chodzieży. Jeszcze żegnamy się przez dwie godziny z Chodzieżą i pakujemy się w wagony. I tu znów uprzejmość ze strony PKP. Wagon dla nas zarezerwowany - relacjonował kronikarz.

Stuk kół po podkładach. Brzęk szyb. Cisza. Katastrofa!

Powrót z obozu przebiegał spokojnie, harcerze wspominali zakończony obóz, snuli plany na kolejne dni i miesiące, a kiedy na horyzoncie pojawiła się panorama Poznania zaśpiewali piosenkę o Poznaniu.

"Wszak każda wie istota, że Paryż słynie z mód.

Polesie słynie z błota, a Druskienniki z wód. 

Wenecja ma gondolę, Warszawa słynie z ciast.

Zgadnijcie, które wolę z tych najpiękniejszych miast.

To Poznań. Znad bystrej Warty fal

Poznań! W nim co dzień koncert, bal.

Poznań! Kochany Poznań. [...]"

Radosną atmosferę przerwało zderzenie pociągów - Nagle trach! Jak nożem ucięta przerywa się pieśń. Stuk kół po podkładach. Brzęk szyb. Cisza. Katastrofa! Zderzenie pociągów. Po chwili krzyk, ruch i rwetes. Są ranni? Zabici? Wyszliśmy z katastrofy dosłownie bez szwanku. Chłopcy poddenerwowani rozmawiają, że byli o włos od śmierci. Znoszą bagaż i czekają. Nadjeżdżają wozy i pełni wrażenia, pakują bagaże, formują kolumny i ruszają - zapisał kronikarz obozu.

O wypadku, do którego doszło praktycznie w centrum miasta, z całą pewnością mówił cały Poznań. Mimo to Głos Wielkopolski dzień po zdarzeniu zamieścił jedynie lakoniczną notatkę. Dowiadujemy się z niej, że krótko po godzinie dziewiętnastej za wiaduktem kolejowym przy ulicy Libelta doszło do zderzenia pociągu jadącego do Chodzieży z pociągiem jadącym ze Szczecina. Z relacji Głosu Wielkopolskiego wynika, że zginęły dwie osoby, a kilka zostało rannych. Jedna z poszkodowanych kobiet miała stracić nogi.

To jedyna informacja, która oficjalnie dotarła wówczas do mieszkańców miasta. W ciągu następnych miesięcy Głos Wielkopolski nie informował o toczącym się śledztwie i jego efektach, a z biegiem lat sprawa została zapomniana. Dziś nawet rodziny poszkodowanych niewiele wiedzą o zdarzeniu - Tak jak mówiłam ojciec pracował wtedy na kolei i często wyjeżdżał w delegacje. Możliwe, że wtedy również jechał do lub wracał z pracy. Niestety nie pamiętam zbyt wiele na ten temat. Wiem tylko, że rzeczywiście ojciec brał udział w takim wypadku i leżał po nim przez jakiś czas w szpitalu - opowiada Stróżyńska - Obst.

Śledztwo

Dziś trudno ustalić, co dokładnie się wydarzyło i jak przebiegało śledztwo, ale dokumenty zachowane w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej rzucają nieco światła na wydarzenia tego sierpniowego wieczora.

Pierwszym z zachowanych do dziś dokumentów jest "Raport Sytuacyjny za czas od 10 do 20 VIII 1945", który datowany jest na 21 VIII 1945. Czytamy w nim:

 "Dnia 16 VIII 45 o godz. 19:46 w pobliżu mostu kolejowego przy ulicy Poznańskiej na stojący na niewłaściwym torze pociąg numer 1524 jadący w kierunku Obornik wjechał pociąg nr. 523 zdążający do Szczecina. Ofiarami wypadku są: zabity bagażowy Hałas Franciszek, strażnik ochrony kolei Snopczyk Franciszek, który w drodze do szpitala zmarł oraz ciężko ranny kierownik pociągu numer 1524 Drogowski Jan. Poza tym lekkie obrażenia odnieśli Gazecki Stefan i Szymański Franciszek. Wszyscy z Poznania. Dochodzenie prowadzi prokuratura P.K.P".

Dokładnie te same informacje znajdujemy w notatce dołączonej do raportu miesięcznego z działalności komisariatu kolejowego, który przygotowany został 1 IX 1945 roku. Wątpliwości budzą relacje pociągów wymienione w milicyjnych notatkach. Wynika z nich, że doszło do najechania na siebie dwóch pociągów wyjeżdżających z Poznania. Z relacji zawartej w kronice obozowej wiemy jednak, że pociąg z harcerzami jechał z Chodzieży, a o zderzeniu czołowym mówi też artykuł z Głosu Wielkopolskiego. Choć również w nim pojawia się informacja, która budzi pewne wątpliwości. Jako pociąg zdążający do Poznania, wskazany jest pociąg jadący ze Szczecina. Naturalną trasą dla takiego pociągu jest trasa przez Krzyż i Wronki. Jednak jest możliwe skierowanie pociągu relacji Szczecin - Poznań przez Chodzież, a przyczyną takiej zmiany trasy mogły być choćby powojenne uszkodzenia infrastruktury kolejowej. Trudno natomiast wyjaśnić pomyłkę zawartą w dokumentach milicyjnych. Mimo podjętych starań nie udało się dotrzeć do rozkładów jazdy z sierpnia 1945 roku i ustalić dokładnej relacji pociągów numer 523 oraz 1524.

Warto też wyjaśnić, dlaczego śledztwo prowadziła prokuratura PKP. Kolej została zmilitaryzowana 4 listopada 1944 na podstawie dekretu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, a decyzja ta została później potwierdzona rozporządzeniem Ministra Obrony Narodowej z 22 marca 1945 roku. Prokuratura PKP była w istocie prokuraturą wojskową, a pracownicy kolei byli sądzeni przez sądy wojskowe.

Przed takim też sądem stanął sprawca katastrofy kolejowej z 16 sierpnia. Jego imię i nazwisko poznajemy dzięki Raportowi Dekadowemu za okres od 11 sierpnia do 20 sierpnia, który przygotowano 27 sierpnia i przesłano do Komendy Głównej Milicji Obywatelskiej w Warszawie. Czytamy w nim:

 "Wynik śledztwa przeprowadzonego przez komórkę śledczą Komisariatu Dworcowego w Poznaniu łącznie z prokuratorem PKP Poznań, w sprawie meldowanego w poprzednim raporcie dekadowym zderzenia pociągów, stwierdzili, że głównym winowajcą jest ob. Rypiński Jan, pełniący w dniu 16 VIII 1945 służbę dyżurnego nastawni PO."

Niestety nie zachowała się dokumentacja śledztwa, a o losach Jana Rypińskiego dowiadujemy się jedynie z zachowanych rejestrów wymiaru sprawiedliwości. W archiwach IPN zachowały się Rejestr Skazanych przez Wojskowy Sąd PKP, Repertorium Prokuratury Kolejowej na rok 1945 oraz Spis więźniów ubyłych Centralnego Więzienia w Poznaniu. Podejrzany został zatrzymany w dniu katastrofy przez podporucznika Wągrowskiego i osadzony w Więzieniu Karno-Śledczym w Poznaniu, a dochodzenie prowadził oficer śledczy Wegner. 31 sierpnia podjęto decyzję o aresztowaniu Jana Rypińskiego, a 11 września trafił on do Centralnego Więzienia w Poznaniu i został przekazany do dyspozycji sądu. Dyżurny ruchu usłyszał zarzut z art. 38 pkt. 2 Ustawy o komunikacjach w służbie ochrony państwa z dn. 30 III 1939. Mówi on:

 "Art. 38 pkt. 1 Funkcjonariusz lub pracownik komunikacji, który w czasie podporządkowania komunikacji interesom obrony państwa dopuszcza się czynu obniżającego sprawność lub zagrażającego ruchowi komunikacji, podlega karze więzienia do lat 10. pkt. 2 Jeżeli czyn określony w ustępie 1 spowodował wielką szkodę w zakresie utrzymania sprawności komunikacji, sprawca podlega karze więzienia do lat 15 lub dożywotnio".

Repertorium prokuratury informuje, że rozprawa główna odbyła się 29 X 1945. Jan Rypiński został wówczas skazany na karę trzech lat pozbawienia wolności, ale wykonanie kary zostało warunkowo zawieszone na okres jednego roku. Ze spisu więźniów wynika, że w dniu ogłoszenia wyroku sprawca katastrofy opuścił więzienie. Więzienne akta Jana Rypińskiego zostały zniszczone w marcu 1971 roku.

Nie wiemy, jakie były ustalenia śledztwa, w jaki sposób Jan Rypiński doprowadził do katastrofy, ale zachowane dokumenty zawierają jeszcze jedną - być może istotną - informację. Okazuje się, że dyżurny ruchu urodził się 16 sierpnia 1890 roku, a w dniu katastrofy obchodził 55. urodziny. Czy miały one związek z katastrofą? Co tego dnia działo się w budynku nastawni? Te pytania prawdopodobnie już na zawsze pozostaną pytaniami bez odpowiedzi. Nieznane są losy Jana Rypińskiego po wyjściu z więzienia. Wiadomo jedynie, że zmarł w lipcu 1972 roku i został pochowany na Cmentarzu Junikowskim. Mimo podjętych prób nie udało się skontaktować z jego rodziną.

Epilog

Historia katastrofy kolejowej z sierpnia 1945 pełna jest znaków zapytania. Nie tylko nie znamy głównej przyczyny wypadku, ale nieznany jest ostateczny bilans ofiar katastrofy, nic nie wiadomo o taborze uczestniczącym w zdarzeniu i szczegółach akcji ratunkowej. Nie zachowały się też żadne zdjęcia dokumentujące zdarzenie, a trudno uwierzyć, że nie zostały wykonane. Zdziwienie może budzić stosunkowo niski wyrok wydany przez Sąd. Jan Rypiński usłyszał zarzut "spowodowania wielkiej szkody w zakresie sprawności komunikacji", za co mógł zostać ukarany karą nawet dożywotniego pozbawienia wolności, a już w listopadzie 1945 roku chodził po ulicach Poznania. W tym samym czasie na terenie Chodzieży odbył się proces pokazowy Marty Kruger i Agaty Ciesielskiej, które oskarżone zostały o niezdanie świadczeń rzeczowych. Jak relacjonował Głos Wielkopolski z 31 X 1945 chodziło o zabicie świni, która powinna być dostarczona w ramach świadczeń rzeczowych na rzecz państwa. Proces obserwowała dwutysięczna publika, a obie Panie skazano na kary dziesięciu lat bezwzględnego pozbawienia wolności, utratę praw obywatelskich i publicznych oraz zajęcie całego mienia - W motywach wyroku Sąd podał, że uchylanie się od złożenia nałożonego kontyngentu godzi bezpośrednio w życie gospodarcze państwa i musi być bezwzględnie tępione - czytamy na łamach gazety.

Warto też przypomnieć, że w tym samym miejscu, w którym doszło do katastrofy w sierpniu 1945, dwanaście lat wcześniej zderzyły się dwa pociągi. Zginęło wówczas osiem osób.

Osoby, które posiadają informacje na temat opisywanej katastrofy, proszone są o kontakt pod adresem mailowym: b.standa@wtk.pl.

Reklama