Reklama
Reklama

Lasek Marceliński: kot już bezpieczny

fot. Tomasz Szwajkowski

Przynajmniej od niedzieli przy ulicy Kiemliczów w Lasku Marcelińskim na wysokim drzewie siedział kot. Od tygodnia jedna z mieszkanek osiedla walczyła w tej sprawie z biurokracją. Przegrała. Z pomocą przyszedł jej alpinista, który przed godziną 16.00 ściągnął zwierzę z drzewa.

Joanna z os. Sienkiewiczowskiego załamuje ręce. Pomocy dla uwięzionego kota szukała wszędzie - bezskutecznie. Zaczęło się w niedzielę - mówi. Chodzimy na spacer z naszym psem do Lasku Marcelińskiego. Właśnie w niedzielę zauważyliśmy przerażonego kota siedzącego na drzewie - dodaje. W poniedziałek rano zadzwoniłam na Straż Pożarną. Strażacy poinformowali mnie jednak, że nie przyjadą ściągnąć zwierzęcia. Poradzili, by położyć pod drzewem jedzenie i nie robić tam hałasu. Zwierzak miał sam zejść. Tak się jednak nie stało - kontynuuje.

We wtorek ponownie zadzwoniłam do Straży Pożarnej. Znowu odesłano mnie z kwitkiem. W środę kot wciąż siedział na drzewie. W czwartek zaczęłam więc wydzwaniać do schroniska dla zwierząt i przeróżnych fundacji zajmujących się zwierzętami - kończy.

W efekcie w piątek na miejscu pojawiła się grupa alpinistów. Mężczyźni weszli na drzewo, ale przerażony kot wspiął się jeszcze wyżej. Jest przerażony, więc był agresywny - mówi Joanna.

To nie koniec akcji z kotem. Około godziny 15.00 na ulicy Kiemliczów ma się pojawić kolejny alpinista, który specjalizuje się w chodzeniu po wysokich drzewach. Mężczyzna nie chce jednak obiecywać, że kota uda się ściągnąć. Zapewnił jednak, że jest na to szansa.

Joanna nie jest właścicielką kota, który utknął na drzewie. Sytuacja zwierzęcia nie dała jej spokoju. Walka z biurokracją okazała się jednak walką z wiatrakami. Co robić, gdy taka sytuacja nas spotka?

Przemysław Piwecki ze Straży Miejskiej powiedział nam, że nie dotarła do nich informacja o kocie siedzącym na drzewie. Nikt nam tego nie zgłaszał - zapewnia. Dodaje również, że w takich przypadkach Straż Miejska jest bezradna. Jeśli ktoś nam zgłosi, że kot siedzi na drzewie, nic z tym nie zrobimy, bo nie możemy - mówi. To nie jest w zakresie naszych obowiązków - kończy.

St. sekc. Michał Kucierski z miejskiej Straży Pożarnej jest dziś niedostępny, jednak podczas rozmowy z reporterem Telewizji WTK w czwartek przyznał, że strażacy nie zajmują się takimi sprawami, gdyż koty chodzą po drzewach, a straż nie będzie ingerować w naturę.

Jerzy Duszyński z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami skierował nas jednak na stronę internetową programu VULPES - programu zintegrowanego reagowania na zagrożenia dla przyrody i środowiska (ZOBACZ TUTAJ) koordynowanego przez Polskie Towarzystwo Ochrony Przyrody "Salamandra". Z informacji tam zamieszczonych wynika, że to Straż Pożarna podejmuje interwencje w przypadku "zwierząt uwięzionych w trudnodostępnych miejscach". Podczas spotkania dotyczącego programu przedstawiciele Straży Pożarnej byli bardzo otwarci w tej kwestii - mówi Duszyński. Jestem więc trochę zaskoczony - kończy.

Po godzinie 15.00 na miejscu pojawił się zapowiadany wcześniej alpinista. Mężczyzna jest już na drzewie i próbuje wsadzić kota do worka, by bezpiecznie zejść z nim na dół - relacjonowała reporterka Telewizji WTK po 15.00. Przed godziną 16.00 kota udało się ściągnąć na ziemię. Był odwodniony i głodny. Trafił do weterynarza.

Reklama

Najczęściej czytane w tym tygodniu

Dziś w Poznaniu

16℃
6℃
Poziom opadów:
0 mm
Wiatr do:
9 km
Stan powietrza
PM2.5
32.29 μg/m3
Dobry
Zobacz pogodę na jutro