Problemy toaletowe
Dwa toitoje zamiast murowanego szaletu. Lejek Łazarski przeszedł rewitalizację, ale potrzeby okoliczni kupcy muszą załatwiać w przenośnych toaletach. Mieszkańcy narzekają na bałagan, a miasto mówi - szalet będzie... wiosną.
Szalet na lejku łazarskim szpecił okolicę, więc został zrównany z ziemią, a potrzeby można załatwiać w kabinach przenośnych. Więc teraz na Łazarzu panuje tłok. Choć do toitoja kolejek raczej nie ma. Skandal trwa, bo miasto nie zorganizowało jeszcze publicznej toalety w pobliskiej kamienicy.
Skarżą się też przyjezdni i politykę Poznania oceniają jednoznacznie. Na "stan przejściowy" miasto wydaje 3 tysiące miesięcznie. Na tych kabinach nie zarabia ani grosza. Ale obiecuje, że potrzeby tego rynku bierze sobie do serca, a kabiny sprząta i to raz dziennie.
Miasto się jednak "poczuwa" i jeszcze w tym roku będzie remontować również toaletę na Placu Wolności. Łazarskim kupcom do wiosny poleca szalet na Berwińskiego. Choć biorąc pod uwagę pustki przy parku Wilsona, do korzystania z tej propozycji chętnych zbyt wielu nie będzie.


