Taki widok na poznańskim niebie zaniepokoił mieszkańców. "Coś chyba spada. Co to może być?"
Już wszystko jasne.
Sytuacja miała miejsce w piątek późnym popołudniem. Taki widok na poznańskim niebie zwrócił uwagę naszych Czytelników. Pierwsze informacje otrzymaliśmy po godzinie 18. Później wpływały kolejne. "Nad Kiekrzem jakby samolot się palił. Co to?" - pisał jeden z Czytelników, a po chwili dodał, że lecą kolejne trzy. "Coś się pali na niebie w Poznaniu. Wygląda jakby samolot spadał" - mogliśmy przeczytać w kolejnej nadesłanej wiadomości. "Coś chyba spada. Co to może być? Poznań 13.03.2026 godz. 17:55 na zachód. Zniknęło za chmurami" - pytała kolejna osoba.
Zgłoszeń i pytań było więcej. Służby tego dnia nie odnotowały żadnych niepokojących zdarzeń. Zapytaliśmy więc eksperta, który każdego dnia obserwuje, co dzieje się na niebie również w Poznaniu. Jak się okazuje, to nic nadzwyczajnego. Jak odpowiada Patryk Oko, poznański popularyzator astronomii z serwisu "Oko na Gwiazdy", to tylko smuga kondensacyjna i samolot pasażerski. Jak mówi, sam również dostaje bardzo często takie zdjęcia. Taki widok nie powinien nikogo niepokoić.
"Z naszej perspektywy - jeśli samolot się od nas oddala, to wydaje nam się, jakby coś spadało - bo leci w stronę horyzontu. Z kolei jeśli leci do nas, wydaje nam się, że się wznosi do góry. Efekt jeszcze potęguje światło, które akurat w tym momencie zaszło" - mówi.
"W ciągu dnia słońce jest wysoko nad horyzontem i ta smuga byłaby po prostu biała i tonęłaby w błękicie nieba. Natomiast na nadesłanych zdjęciach widać, że słońce już zaszło i to tak jak z chmurami, które w ciągu dnia są białe, a gdy słońce zachodzi, stają się ciemne - ta smuga też stała się ciemna. Na tle jasnego jeszcze nieba wydawało się, jakby faktycznie coś spadało i się paliło" - wyjaśnia.
Podaje też inny przykład. "Kiedyś jeden Poznaniak też wysłał do mnie takie zdjęcie, słońce wówczas było jeszcze dość nisko nad horyzontem i jeszcze oświetlało taką smugę, przez co ona była bardzo pomarańczowa. Jemu przypominało to startującą rakietę, bo ten samolot leciał w jego stronę, czyli można powiedzieć, że z jego perspektywy się wznosił coraz wyżej na niebie i do tego ta smuga była jeszcze pomarańczowa - to tak jak gazy wylotowe z rakiety" - tłumaczy Patryk Oko.
"W tamtym przypadku i w tym to był tylko samolot pasażerski, który leci albo w naszym kierunku, albo od nas się oddala. My jako obserwator i samolot jesteśmy ustawieni w tym wypadku w jednej linii. Rzadko to się zdarza, dlatego wywołuje tyle emocji" - podkreśla.


