O krok od tragedii na przystanku pod Poznaniem. Mężczyzna stał oparty o wiatę
Dwie osoby ruszyły na ratunek.
Niebezpieczną sytuację opisuje TVN24. Do zdarzenia doszło w poniedziałek rano w Swarzędzu pod Poznaniem. Wracający z pracy pan Artur zauważył przy przystanku w rejonie Muzeum Pszczelarstwa mężczyznę z rowerem opartym o wiatę, jednak początkowo nie zareagował, widząc w pobliżu inne osoby. Nie dało mu to jednak spokoju więc wrócił. Zauważył sopel lodu wystający mu spod brody. W rozmowie okazało się, że kontakt z nim jest mocno utrudniony.
Dzięki pomocy innych osób z przystanku mężczyznę udało się posadzić. Pan Artur wezwał służby i próbował go ogrzać, oddając kurtkę i szukając folii NRC, jednak mimo zatrzymań kilku kierowców nie udało się jej znaleźć. Na pomoc ruszyła też kierująca autobusem linii nr 490 kobieta. Poczęstowała mężczyznę ciepłym napojem i oddała swoją odzież.
"Jakoś próbowaliśmy pomóc. Starałem się masować ręce i namówić tego pana, żeby ruszał nogami. Przytulałem go też własnym ciałem" - komentuje w rozmowie z dziennikarzami pan Artur, który przyznał, że nie czuje się bohaterem i chce pozostać anonimowy. Podobnie jak kierująca autobusem kobieta.
Mężczyzna, do którego wezwano pomoc, trafił do szpitala. Lekarze zakwalifikowali go jako pacjenta z hipotermią.

