Reklama
Reklama

Wielkopolanka uzbierała 400 tysięcy złotych na leczenie rzekomego nowotworu. Darczyńcy odkryli, że mijała się z prawdą

Zdjęcie ilustracyjne | fot. Scott Webb / unsplash.com
Zdjęcie ilustracyjne | fot. Scott Webb / unsplash.com

Historia 38-letniej wolsztynianki może bulwersować.

Portal natemat.pl opisał poczynania Eweliny R. Kobieta podająca się za dziennikarkę, pisarkę i prawniczkę dwa lata temu w mediach społecznościowych ogłosiła, że przeszła udar. Zbiórkę na jej rehabilitację i leczenie na portalu pomagam.pl założyła "przyjaciółka" kobiety. Jak "przyjaciółka" zapewniała w mediach społecznościowych, Ewelina R. kiedyś jej pomogła i teraz postanowiła się jej odwdzięczyć.

Jedną z osób, która wsparła zbiórkę, była Elżbieta. Wpłaciła 200 złotych. Uzbierano założoną kwotę - kilka tysięcy złotych. Gdy ta zbiórka się zakończyła, powstała kolejna. Tym razem Ewelina R. zbierała na operację glejaka III stopnia, którego u niej rzekomo wykryto. Do uzbierania było około pół miliona złotych. Kobieta twierdziła, że pomoże jej tylko prywatna operacja, a do tego nie ma ubezpieczenia i nie może liczyć na opiekę na NFZ. "Przyjaciółka" mocno zagrzewała darczyńców do tego, by wpłacali pieniądze. Po pewnym czasie uzbierano zawrotne 400 tysięcy złotych. W tym czasie Elżbieta oraz inna z kobiet, która wsparła Ewelinę, zauważyły nieścisłości w jej historii.

Niepokój wzbudziło rzekome żydowskie pochodzenie kobiety. Ewelina R. na facebookowej grupie zrzeszającej polskich Żydów twierdziła, że jest wziętą Żydówką, ale w rzeczywistości nie znała podstawowych pojęć z tego zakresu. Podawała się raz za wnuczkę, a innym razem za inną krewną pianisty Artura Rubinsteina. Opowiadała też, że miała wziąć ślub z zamożnym polskim Żydem, ale ostatecznie do ślubu nie doszło, bo zginął w zamachach w Turcji. Miał być pochowany na bardzo prestiżowym cmentarzu w Jerozolimie, ale jak sprawdziła wyczuwająca podstęp kobieta, nikogo o wskazanym nazwisku nie pochowano na tym cmentarzu, a co więcej - nikt taki nie zginął w zamachach w Turcji.

Nieścisłości jest więcej - Ewelina R. twierdzi, że ukończyła prawo na Uniwersytecie Warszawskim i jest tam adiunktem. Uczelnia temu zaprzecza. Jak odkryły kobiety interesujące się sprawą R., zdjęcie wykonane rzekomo w szpitalu i umieszczone na FB było stockową fotografią amerykańskiego szpitala z doklejoną głową Eweliny. W końcu kobiety zapytały Ewelinę dlaczego zmyśla. Przyznała, że chce ożywić zbiórkę i nie widzi w tym nic złego. Gdy Ewelina próbując uwiarygodnić swoją historię wrzuciła do sieci zdjęcie rzekomej karty choroby, kobiety sprawdziły jej wiarygodność. Okazało się, że we wrocławskim szpitalu nie leczy się taka osoba, a lekarz widniejący w dokumentach w ogóle tam nie pracuje i być może nie istnieje.

Ostatecznie Elżbieta zgłosiła sprawę na policję. Od funkcjonariuszy dowiedziała się, że "przyjaciółka" Eweliny zakładająca jej zbiórki i zachęcają do wpłat... w ogóle nie istnieje. Z ustaleń natemat.pl wynika, że na pomagam.pl uzbierano sporo pieniędzy, ale Ewelinie R. zarzuca się wyłudzenie zaledwie niespełna 9000 złotych. Wielu z darczyńców nie uważa bowiem, że zostało oszukanych. Kobiety, które zgłosiły sprawę policji zdają sobie sprawę, że ludzie wpłacali na zbiórkę po 5 czy 10 złotych i nie będą w związku z tym składać zeznań na policji, bo po prostu im się nie chce.

Ewelina R. ma odpowiadać za oszustwo, a także fałszowanie szpitalnej dokumentacji. Grozi jej do 8 lat więzienia. Kobieta utrzymuje, że jest ofiarą zniesławienia, a braki w dokumentacji medycznej zrzuca na lekarzy. Od połowy maja nie ma jej już na Facebooku.

Najczęściej czytane w tym tygodniu

Dziś w Poznaniu

Przed nami kolejna zimna noc, jest ostrzeżenie meteo
8℃
0℃
Poziom opadów:
0 mm
Wiatr do:
17 km
Stan powietrza
PM2.5
4.50 μg/m3
Bardzo dobry
Zobacz pogodę na jutro