Reklama
Reklama

Sprawa uszkodzonej szyby w policyjnym BMW. Mieli wrobić niewinnego kierowcę. Przesłuchano funkcjonariuszy

fot. WTK/ Archiwum

Sprawa miała miejsce w 2019 roku, kiedy to policjanci zauważyli, że w policyjnym radiowozie uszkodzona została przednia szyba.

O sytuacji informowaliśmy na łamach naszego portalu tutaj . Dwaj policjanci chcieli załatwić sprawę uczciwie, więc sporządzili notkę dotyczącą pękniętej szyby. Nie było to na rękę innym kolegom z pracy, którzy mieli świadomość, że koszt naprawy szyby w takim modelu BMW, to równowartość trzech ich pensji.

Jesteś zdolnym fryzjerem? Dołącz do Zespołu Wonderland! Zadzwoń do nas: Salon Poznań tel. 607 608 867, Salon Swarzędz tel. 512 526 525 lub napisz [email protected]
REKLAMA

Funkcjonariusze, którzy chcieli być uczciwi usłyszeli, że mają poszukać kierowcę, na którego zrzucą winę. Najlepiej na kierowcę samochodu ciężarowego, któremu mieli zarzucić, że kamień odbił się z ich opon wprost na szybę radiowozu, w wyniku czego miałby ją uszkodzić.

Proces w tej sprawie ruszył już w lutym tego roku. Wówczas dotychczasowy naczelnik poznańskiej drogówki kom. Przemysław Kusik zrezygnował ze stanowiska. - Argumentował to tym, że w kontekście zbliżającego się procesu chce aby wydział ruchu drogowego pracował bez zakłóceń i żeby jego sytuacja nie wpływała na funkcjonowanie jednostki. Wczoraj Komendant Miejski Policji w Poznaniu inspektor Robert Kasprzyk przeniósł go do Sztabu Policji w Poznaniu - powiedział nam wtedy Andrzej Borowiak z wielkopolskiej policji.

Ta z pozoru błaha historia odsłoniła patologię w poznańskiej drogówce. Doprowadziła do posadzenia na ławie oskarżonych jej byłego naczelnika Przemysława Kusika (zgadza się na podawanie swoich danych) oraz jego trzech byłych podwładnych. W poznańskim sądzie trwa teraz ich proces - podaje Onet.pl i informuje, że podczas czwartkowej rozprawy przesłuchano dwóch kluczowych świadków.

Policjant Krzysztof G, zeznał, że sądził, iż koledzy z pracy nie zdecydowali się na żadne mataczenie - Jednak cztery miesiące po odkryciu przez nas pękniętej szyby, we wrześniu 2019 r., dowiedziałem się, że jeden z kolegów z pracy jest wzywany przez Biuro Spraw Wewnętrznych (BSW). Postanowiłem wtedy porozmawiać w cztery oczy z naszym naczelnikiem Przemysławem Kusikiem. Spotkaliśmy się w niedzielę w pobliżu jego miejsca zamieszkania. Chciałem mu powiedzieć, że doszło do mataczenia, że inni zrobili ustawkę. Powiedziałem mu, że jeśli BSW mnie oraz Jacka o coś zapyta i do nas się dokopie, to powiemy prawdę. Sądziłem, że Kusik o niczym nie wie i że zrobi z tym porządek. Jednak okazało się, że nasz naczelnik wiedział o sprawie. Stwierdził, że sytuacja zaszła już za daleko i on musi w to brnąć. Przekonywał, bym nie przejmował się postępowaniem BSW, bo ono niewiele ustali i sprawa zostanie zamknięta. Zawiodłem się wtedy na naczelniku. Chciałem jak najszybciej skończyć z nim rozmowę - zeznawał w trakcie rozprawy Krzysztof G i relacjonował również, że po tej rozmowie z naczelnikiem Kusikiem zniknął notatnik, w którym zapisana była prawda dotycząca uszkodzonej szyby w policyjnym BMW. Krzysztof G. kontynuując zeznania wyjawił, że kiedy był w pracy, z kolei po jego notatnik przyszedł inny policjant - Zabrał mój notatnik, a ja mu powiedziałem, że nie chcę wiedzieć, co oni robią i że ja niczego nie będę przepisywać. On stwierdził, że tylko wykonuje polecenia innych osób.

Policyjne Biuro Spraw Wewnętrznych zaczęło dokopywać się coraz głębiej już we wrześniu 2019 roku. Wzywani byli kolejni świadkowie, a Krzysztof G. odbył kolejną rozmowę z naczelnikiem drogówki. Kusik powiedział mi wtedy, że mojego notatnika nie ma i byłoby dobrze, gdybym za wiele nie pamiętał - zeznał Krzysztof G - zeznawał policjant.

Drugi świadek, to policjant Jacek L, który zgłosił pękniętą szybę w radiowozie. - Policjant Paweł S. mówił nam wtedy, żeby pojechać za miasto i poszukać okazji, by komuś postronnemu zarzucić uszkodzenie szyby. My z Krzysztofem powiedzieliśmy, że niczego nie sfingujemy, że napisaliśmy już notatki. On z kolei stwierdził, że te notatki możemy gdzieś schować. Polecił mi zrobienie duplikatu dokumentu. Zrobiłem to, wpisałem tam nasz wyjazd, ale już bez adnotacji o pękniętej szybie. Jednak zachowałem także oryginalne dokumenty, gdzie napisaliśmy prawdę o uszkodzeniu szyby - zeznawał Jacel L.

Cała sprawa trwała trzy godziny i oskarżeni nie przyznawali się do winy i wskazywali, że Krzysztof G. był słabo oceniany za swoją pracę. Naczelnik Kusik zadawał mu nawet pytania, czy kiedy przenosił go kilka razy, bo nie dawał sobie rady, to czy nie miał do niego pretensji. Na to Krzysztof G. odpowiedział, że przenoszony był na własne żądanie, a w pracy dobrze sobie radził. Sugerował również, że miedzy nim, a naczelnikiem nie było osobistych konfliktów.

Jeden z oskarżonych Paweł S. wspomniał, że nie mógł nakazać policjantom szukać samochodu ciężarowego, którego kierowcę mieliby wrobić, ponieważ nie był ich przełożonym, aby wydać im takie polecenie. Miały to być tylko luźne sugestie.

Przypomnijmy, że Paweł S. jako jedyny z czwórki oskarżonych na początkowym etapie sprawy przyznał się do winy. Stwierdził również, że dwaj inni oskarżeni, którzy w czwartek nie pojawili się w sądzie, rzeczywiście szukali "jelenia", niewinnego kierowcy, któremu fałszywie zarzucili zbicie szyby. Potem Paweł S. wszystko odwołał. Tłumaczył to tym, że przesłuchanie w prokuraturze było chaotyczne, a prowadząca je pani prokurator gdzieś wychodziła - podało Onet.pl.


Reklama

Najczęściej czytane w tym tygodniu

Dziś w Poznaniu

21℃
10℃
Poziom opadów:
0 mm
Wiatr do:
20 km
Stan powietrza
PM2.5
9.32 μg/m3
Bardzo dobry
Zobacz pogodę na jutro