Reklama
 Pogoda jutro  Pogoda Poznań
0 -4
zakładka
POGODA
DZISIAJ
pogoda
1°C 1029 hPa
JUTRO
pogoda
0°C 1021 hPa
POJUTRZE
pogoda
1°C 1021 hPa
zakładka
WIADOMOŚCI
NAJPOPULARNIEJSZE WIADOMOŚCI

Piotr Kuźniak, czyli zwierzenia długodystansowca

MERKURIUSZ: Marek Zaradniak
sobota, 31.05.2008 r.
godz. 10.56

Poznański wokalista, kompozytor i multiinstrumentalista Piotr Kuźniak to aktualnie jeden z najdłużej działających artystów rodzimej sceny rozrywkowej. W 1962 roku brał udział w I Szczecińskim Festiwalu Młodych Talentów, potem wchodził w skład grupy „Waganci”, a na początku lat 90. zastąpił Krzysztofa Krawczyka w „Trubadurach”.

Jak większość polskich muzyków, choć nie wszyscy chcą o tym mówić, zaliczył sporo restauracji, klubów i promów w Skandynawii, gdzie spędził kilkanaście lat. Jest wciąż aktywnym solistą oraz prowadzi studio nagrań. Sporą popularność przyniosły mu interpretacje piosenek Czesława Niemena. 15 kwietnia ukończył 60 lat.


Akordeon i „Słowiki”
Jego przygoda z muzyką rozpoczęła się gdy miał 4 lata, po tym jak mama zaprowadziła go do Zygmunta Woźniewicza. Nauka gry na akordeonie szła mu nieźle. Dwa lata później jako solista razem z orkiestrą akordeonistów Woźniewicza nagrywał dla Programu II Polskiego Radia. W 1956 roku wziął udział w egzaminie do „Poznańskich Słowików”. Nie od razu trafił do chóru. Najpierw trzeba było przejść przez szkołę śpiewania, prowadzoną przez Leodegardę Schechtel.
Po roku trafił do chóralnej rezerwy. Trzeba było teraz czekać, aż któryś ze starszych kolegów przejdzie mutację. Piotr Kuźniak wymienił Wojtka Kędziorę, znanego później jako Wojtek Korda. Po pół roku został solistą. W chórze śpiewał do wiosny 1963 roku. Brał m.in. udział w nagraniu płyty „Poznańskie Słowiki Śpiewają”, z utworami Mozarta, Chopina i Paderewskiego. Ze „Słowikami” koncertował też w Bułgarii, Rumunii oraz we Francji. Była to pierwsza podróż słynnego chóru na Zachód.
– Mieliśmy dobre koncerty w Strasburgu, Paryżu, Nancy i Arras. Aby śpiewać u Stuligrosza, trzeba było mieć same bardzo dobre oceny, inaczej szkoła nie zwalniała na wyjazdy, które potrafiły trwać nawet miesiąc. Profesor sprawdzał stopnie, regularnie trzeba było przynosić wyciąg z dziennika. „Słowiki” dały mi bardzo wiele. Profesor Stuligrosz był znakomitym wychowawcą i nauczycielem. Dla każdego z chórzystów był prawie jak drugi ojciec. Potrafił przekazać swoją wiedzę, a także nauczyć kindersztuby.


Duet, tercet, talent
„Słowiki” nie były jedynym polem działalności Kuźniaka. W szkole założył duet ze swoją siostrą, grającą na marakasach. Dołączył do nich gitarzysta, Leszek Patalas i w 1962 roku wystartowali w kategorii duetów i tercetów na Szczecińskim Festiwalu Młodych Talentów. Byli najlepsi. Dodajmy, że w duecie z siostrą Piotr Kuźniak występował w programach Telewizji Poznań. Można ich było usłyszeć w „Klubie Pijących Tran” Mariana Tokłowicza, „Spotkaniach z Kajtusiem” Marii Stengert, ale także na imprezach dziecięcych organizowanych przez Estradę Poznańską. Zanim znaleźli się w szczecińskim finale, musieli przejść przez eliminacje: najpierw poznańskie, a potem wielkopolskie. Z poznańskich solistów w Szczecinie wystąpili także Wojtek Kędziora oraz Ryszard Kania.
Obaj weszli do Złotej Dziesiątki. Poznałem też wtedy Cześka Wydrzyckiego, późniejszego Niemena, Michaja Burano i innych. W kategorii zespołów wygrali Niebiesko–Czarni, którzy zaangażowali Cześka i Wojtka. My przez całe wakacje graliśmy na imprezach Estrady Poznańskiej. We wrześniu 1962 roku zacząłem się uczyć w Technikum Łączności. Ponieważ wygrałem Festiwal Młodych Talentów, zaproponowano mi założenie zespołu. Tak powstały „Szafiry” – wspomina Piotr Kuźniak.
Na początku była to bardzo liczna grupa. Jej opiekunem był Jerzy Dabert, nauczyciel wychowania muzycznego. Na wzór „Filipinek” utworzył zresztą wtedy zespół „Pogodynki”. Z czasem Piotr Kuźniak pozostawił w zespole tylko najbardziej uzdolnionych kolegów i sięgnął do utalentowanych muzyków z innych szkół.
– Perkusistą nadal był Stefan Elikowski. Ja występowałem z gitarą solową i śpiewałem. Na gitarze basowej grał Wojtek Pluta z Technikum Budowlanego, a na gitarze rytmicznej jego kolega Jurek Korynt – mówi Piotr Kuźniak. Po dwóch latach do zespołu trafiła Anna Szmeterling, znana później jako Anna Jantar.
– Zaczęliśmy grać w klubie Zakładów Odzieżowych „Modena” przy Kraszewskiego, a potem „Gąsieniczce”, przemianowanej na „Kwadrat” przy ulicy Dojazd. Graliśmy dużo, najczęściej jednak na stadionie Olimpii, na meczach bigbitowych. Wygraliśmy też konkurs organizowany przez pawilon czechosłowacki na Międzynarodowych Targach Poznańskich. W nagrodę mieliśmy jechać do Czechosłowacji, ale w Pagarcie coś pomataczono i pojechały szybko zmontowane „Szafiry” z Warszawy – wspomina Piotr Kuźniak.
Wkrótce Kuźniak otrzymał propozycję, aby z zespołem „Tarpany” wystąpić na I Ogólnopolskim Wiosennym Festiwalu Muzyki Nastolatków we Wrocławiu. „Tarpany” nie miały jednak czasu na próby i zaczął on współpracę z wrocławskimi „Nastolatkami”, znanymi później jako „Homo Homini”. Grupa zajęła II miejsce, ale współpraca nie trwała długo – zespół był wrocławski, a Kuźniak chodził jeszcze do technikum w Poznaniu. Wkrótce zaczął śpiewać w „Bardach”, założył też grupę „Manufaktura Czterech Dyrektorów”, w której występowali: basista Henryk Tomczak, perkusista Janusz Maślak oraz wokalista Marek Kopczyński.


Zawodowiec i saksy
Gdy Maślak i Tomczak założyli „Stress”, Piotr Kuźniak, student wychowania muzycznego na Studium Nauczycielskim, otrzymał propozycję współpracy z „Wagantami”.
– Jarek Kukulski przyjechał, aby mnie przesłuchać. Kupił mnie na pniu i zaczęła się praca z zawodowym zespołem Estrady Ziemi Lubuskiej. Po dwóch latach rozpadliśmy się. Wkrótce solistka Anna Szmeterling używała już pseudonimu Jantar. Wylansowaliśmy przebój „Co ja w Tobie widziałam?”. Pół roku później pojechaliśmy do Opola. Byliśmy przekonani, że dobre notowania piosenki w rankingach zagwarantują nam występ na koncercie przebojów. Okazało się jednak, że jako debiutanci mamy zaśpiewać piosenkę żołnierską „Szła noc”, która nigdy nie była przebojem – opowiada Kuźniak.
Po rozpadzie „Wagantów” artysta otrzymał z Pagartu kontrakt do Finlandii. Miał dołączyć do duetu innych poznaniaków: Andrzeja Borowskiego i Sławy Orlewicz. – Do tej pory grałem przeważnie swoje kompozycje, a tu trzeba było uczyć się „Ipanemy” i innych rzeczy. Ale to była dobra szkoła, bo poznawałem zagraniczne przeboje, do których w Polsce nie było dostępu, chyba że ktoś słuchał Radia Luxemburg. Granie w restauracji w Skandynawii było zupełnie inaczej traktowane niż w Polsce. Na przykład w helsińskiej Adrii występował przed nami Tom Jones, gdzie indziej francuskie Pierre Martin Trio. Niebiesko-Czarni też grali w restauracjach, ale się do tego nie chcieli przyznać. Mówili tylko, że pojechali na zaproszenie agencji Scanshow – zauważa Piotr Kuźniak.
Trzynaście lat spędził w Norwegii. Wcześniej, w 1974 roku, Aleksander Maliszewski zaangażował go do zespołu akompaniującego Urszuli Sipińskiej, w którym grał pół roku razem z Jackiem Nowakiem (dziś kontrabasista orkiestry symfonicznej w Trondheim), Januszem Piątkowskim (pianista, kompozytor i właściciel studia), perkusistą Markiem Surdykiem, Aleksandrem Maliszewskim na puzonie oraz Adamem Bardabuszem na trąbce.
– Z Alibabkami oraz Tadeuszem Woźniakiem i Andrzejem Dąbrowskim odbyliśmy trasę po ówczesnym ZSRR. W składzie Alibabek była Basia Trzetrzelewska, z którą dobrze mi się śpiewało w przerwach. Zauważył to Dąbrowski i zaproponował stworzenie duetu męskiego. A razem z Urszulą w lipcu 1974 brałem udział w otwarciu poznańskiej Areny. Śpiewałem z nią przebój „Po ten kwiat czerwony” – mówi Piotr Kuźniak.
Przez pewien czas występował też z Grupą Organową Krzysztofa Sadowskiego i zespołem Andrzeja Dąbrowskiego przy Estradzie Krakowskiej. W jego składzie znaleźli się m. in. perkusista Benedykt Radecki i basista Jan Gonciarczyk. To właśnie ten zespół w 1974 roku zaśpiewał przebój „A ty się bracie nie denerwuj” z płyty „Polska gola”, w którego nagraniu uczestniczyła ówczesna reprezentacja piłkarska. Gdy w grudniu 1974 Andrzej Dąbrowski zachorował i musiał wyłączyć się z działalności artystycznej na dłużej, Kuźniak wyjechał na kontrakt do Norwegii. Zaczynał z najlepszą polską grupą w Skandynawii – „Happy Band”. W jej składzie znaleźli się m.in. perkusista Jan Zieliński, saksofonista Jerzy Karwowski i grający na gitarze i basie Piotr Kuźniak.
– Otrzymaliśmy mnóstwo dyplomów jako najlepszy zespół grający w lokalach gastronomicznych. Mieliśmy dzięki temu spore gaże, za które kupowaliśmy najlepszy sprzęt. Brzmieliśmy tak zawodowo, że podejrzewano, iż nie gramy na żywo. Odwiedzała nas nawet komisja związku muzyków. Szukali magnetofonów, ale nic nie znaleźli, więc przepraszali. Gdy wprowadzono stan wojenny, wróciłem do Polski i z Jerzym Karwowskim stworzyliśmy duet, w którym grałem na instrumentach klawiszowych i automacie perkusyjnym. Kiedy wyjechaliśmy z Jurkiem na następny kontrakt, byliśmy najlepszym duetem i znów były znakomite pieniądze. Pech chciał, że Jurek z przyczyn rodzinnych zrezygnował z wyjazdów i od 1982 roku grałem jako One Man Orchestra. Na statku z Oslo do Kilonii poznałem Ryszarda Poznakowskiego. Przyszedł i gdy zobaczył co i jak robię powiedział: „Panie Kuźniak, pan jest mistrz świata, bo ja bym sobie z tym wszystkim nie poradził”. Napisał wtedy dla mnie piosenkę „Słowa na wiatr” i tak zaczęła się nasza współpraca. Był rok 1987, wziąłem udział w nagraniu płyty Poznakowskiego „Nie umiem zmieniać przyjaciół”. Jako jedyny wokalista wykonywałem tam dwie piosenki. Ostatecznie z Norwegii do Polski zjechałem w 1993, gdy spalił się hotel, w którym pracowałem – wspomina Piotr Kuźniak.


 Czas powrotu
– Nagrałem w mojej aranżacji „Beatę z Albatrosa”. Gdy zawiozłem taśmę do Warszawy, Marek Gaszyński i Piotr Kaczkowski byli zdziwieni. Myśleli, że to gra Gary Moore. Piosenka znalazła się na I miejscu Listy Przebojów Panoramy. W grudniu dowiedziałem się, że mam zastąpić Krawczyka w „Trubadurach”. Myślałem, że skończy się na jednym koncercie podczas Balu Mistrzów Sportu, ale posypały się kolejne propozycje. Byliśmy dwa miesiące w USA. Dużo koncertowaliśmy w Polsce – mówi Piotr Kuźniak.
Przez cały czas Piotr Kuźniak nie zapomniał o działalności solowej. Koncertował w Danii, Holandii, Austrii i aż dwukrotnie w Australii. Niedawno znowu grał w Norwegii, a czekają na niego zaproszenia do Austrii i Holandii. W międzyczasie nagrał płytę z kolędami oraz szczególnie ceniony krążek z jego interpretacjami piosenek Czesława Niemena. Planuje płytę autorską, na którą piosenki napisali m.in. Ryszard Poznakowski i Janusz Piątkowski oraz płytę ze swoimi starymi, a nienagranymi do tej pory piosenkami.   
 

Reklama