Reklama
 Pogoda jutro  Pogoda Poznań
26 13
Reklama

Matka Stefana W.: "Tyle osób skrzywdził [...] A ja nadal jestem matką. To najtrudniejsze uczucie, jakie można sobie wyobrazić"

BS
poniedziałek, 21.01.2019 r.
godz. 12.06
BS | poniedziałek, 21.01.2019 r., godz. 12.06
Matka Stefana W.: Tyle osób skrzywdził [...] A ja nadal jestem matką. To najtrudniejsze uczucie, jakie można sobie wyobrazić
fot. Adam Warżawa/PAP

Dziennikarze Gazety Wyborczej dotarli do matki Stefana W., który w trakcie 27. finału WOŚP wtargnął na scenę i zaatakował prezydenta Gdańska.

zakładka
POGODA
DZISIAJ
pogoda
25°C 1016 hPa
JUTRO
pogoda
26°C 1021 hPa
POJUTRZE
pogoda
26°C 1020 hPa

Przypomnijmy, że do ataku doszło w trakcie światełka do nieba na gdańskim Targu Węglowym. Stefan W. wtargnął na sceną i zadał prezydentowi Pawłowi Adamowiczowi kilka ciosów nożem, a następnie zabrał mikrofon i powiedział - Halo! Halo! Nazywam się Stefan W., siedziałem niewinny w więzieniu, siedziałem niewinny w więzieniu, Platforma Obywatelska mnie torturowała, dlatego właśnie zginął Adamowicz. Niestety mimo wielogodzinnej operacji i starań zespołu lekarzy, prezydent Gdańska zmarł w poniedziałek.

Teraz dziennikarze dotarli do matki Stefana W.. Okazuje się, że kobieta wcześniej miała okazję poznać prezydenta Gdańska - Tak. Pracuję w placówce oświatowej, pan prezydent był u nas kiedyś na rocznicy. Ciepły, dobry człowiek. Nieraz widywałam go na ulicy, w centrum miasta, pewnie szedł do pracy. Mówiliśmy sobie dzień dobry. Gdy pan prezydent był operowany, cały czas myślałam, że z tego wyjdzie. Następnego dnia, w poniedziałek, składałam na policji zeznania i byłam pewna, że okaże się, że już wszystko dobrze - powiedziała Jolanta w rozmowie z gazetą.

W rozmowie pojawia się też wątek informacji, które kobieta przekazała policji chwilę przed wyjściem Stefana W. na wolność - Uważałam, że nie powinien wychodzić albo ktoś powinien go obserwować. Ale usłyszałam, że nie ma podstaw, że zgłoszą tylko swoje wątpliwości zakładowi karnemu. Nikt się ze mną później nie kontaktował. Skończyłam resocjalizację, rozumiałam, co się dzieje, ale skoro mój syn został wypuszczony, nie wińcie mnie, proszę, ani moje dzieci. Co mieliśmy zrobić? - pyta kobieta.

Kobieta wyjaśnia też, że chciałaby przeprosić rodzinę Pawła Adamowicza za to, co się stało, ale wie, że jest na to zbyt wcześnie. Dlatego zgodziła się na jeden wywiad, aby choć w ten sposób przeprosić. Kobieta mówi też o swojej własnej sytuacji - To jest najtrudniejsze. Jako matka wciąż go kocham. Tylko rozpaczam, że zrobił coś strasznego. Tyle osób skrzywdził, prezydenta, jego rodzinę, nas… A ja nadal jestem matką (płacze). To najtrudniejsze uczucie, jakie można sobie wyobrazić. Urodziłam syna, który zabił człowieka, i muszę z tym żyć. Ale nigdy się go nie wyrzeknę. Będę z tym cierpieniem już do końca życia, choć syna straciłam na zawsze. Na wolności najpewniej już go nie zobaczę.

Reklama