Reklama
Reklama

Relacje ocalonych z katastrofy kolejowej na Jeżycach. Osiem osób zginęło, a kilkadziesiąt zostało rannych

Władysław Lehmann z Chludowa | fot. Jlustracja Polska nr 25/1933

15 grudnia 1933 roku doszło na Jeżycach do największej katastrofy kolejowej w czasach II RP. Relację uczestników tego wydarzenia opublikował tygodnik Jlustracja Polska.

O głośnej katastrofie kolejowej z lat trzydziestych pisaliśmy już na naszych łamach. Przypomnijmy jednak, że 15 grudnia około godziny 7:23 w rejonie dzisiejszej ulicy Poznańskiej doszło do najechania pociągu z Wronek na pociąg z Rogoźna, który oczekiwał na wjazd na stację Poznań Główny -Wskutek zderzenia ostatnie trzy wagony spiętrzyły się i oderwawszy się od reszty wagonów runęły z wysokiego kilkunastometrowego nasypu w dół. Dwa wagony zrywając przewody telefoniczne przekoziołkowały w dół, a pół trzeciego zawisło na górze, wtłoczone w przód parowozu - relacjonował wówczas Dziennik Poznański. W wyniku zdarzenia śmierć poniosło osiem osób, a według różnych relacji prasowych od 40 do 74 zostało rannych. Winnym wypadku uznano nastawniczego nastawni Jeżyce Franciszka Wawrzyniaka, który ręcznie przestawił przekładnię semafora wjazdowego i wpuścił pociąg na zajęty tor. Mężczyzna po krótkim procesie został skazany na karę czterech lat pozbawienia wolności.

Sprawą jednak długo żyli poznaniacy, a materiał na temat katastrofy opublikował 24 grudnia tygodnikJlustracja Polska. Dziennikarz tygodnika nie tylko zrelacjonował przebieg zdarzenia, ale odwiedził też poszkodowanych, którzy trafili do poznańskiego szpitala. Wśród nich był między innymi dwudziestoletni Władysław Lehmann, mieszkaniec Chludowa dojeżdżający każdego dnia do Poznania. W chwili zdarzenia znajdował się on w ostatnim wagonie pociągu z Rogoźna - Podniosłem się o własnych siłach i zacząłem iść ku gromadce ludzi, którzy się zbiegli. Ludzie cofnęli się ze zgrozą, miałem zakrwawioną całą głowę... Nadjechał samochód ciężarowy, zatrzymał się i zabrał mnie do szpitala... - relacjonował Lehmann, przyznając, że niewiele pamięta z wypadku.

O sporym pechu może mówić Stanisław Kapturski - Zawsze jeżdżę drugą klasą. Tego dnia jednak, sam nie wiem dlaczego, wsiadłem do czwartej. Gdybym był postąpił tak jak codzień, byłbym dziś zdrów: druga klasa znajdowała się bliżej lokomotywy i w katastrofie nie poniosła uszczerbku - opowiada mieszkaniec Golęcina. Wspomina on też rozmowę, którą odbył na peronie ze swoim znajomym Władysławem Rujna - Taki ostry mróz. Lepiej niech pan każe dzieciom zostać w domu - miał zasugerować Kapturski. Władysław Rujna zbagatelizował uwagę. W wypadku zginęła jego młodsza córka, a on sam zmarł w szpitalu.

Samego wypadku Kapturski nie pamięta - Nie słyszałem żadnego huku, żadnych odgłosów. Odzyskałem przytomność, jakiś ciężar straszny ugniatał mnie. Nie mogłem się zorjentować, gdzie jestem i co się ze mną dzieje... Zdawało mi się przez chwilę, że ktoś urządza sobie jakieś potworne dowcipy, że ludzie, którzy jechali razem zemną w przedziale cisną mnie teraz i tłoczą się na mnie. Wołałem nawet, zdaje mi się: Ludzie, puśćcie mnie... Wreszcie odzyskałem pełną świadomość tego gdzie jestem i co się zemną dzieje. Ktoś pomógł mi wydostać się z gruzów wagonów i wsiąść do samochodu, który zawiózł mnie do szpitala...

Uroczysty pogrzeb ofiar katastrofy odbył się 19 grudnia 1933 na cmentarzy świętego Wojciecha. W kondukcie żałobnym wzięło udział nawet trzydzieści tysięcy poznaniaków.

Wszystkie cytaty pochodzą z Dziennika Poznańskiego oraz tygodnika Jlustracja Polska i zostały przytoczone w oryginale.

Reklama
Maksymalna liczba znaków: 1000
Nie jesteś anonimowy, Twoje IP zapisujemy w naszej bazie danych. Dodając komentarz akceptujesz Regulamin Forum

Najczęściej czytane w tym tygodniu

Dziś w Poznaniu

Przed nami kolejna fala upałów: "miasto i mieszkańcy powinni adaptować się do zmian klimatu"
24℃
17℃
Poziom opadów:
1.9 mm
Wiatr do:
17 km
Stan powietrza
PM2.5
26.36 μg/m3
Dobry
Zobacz pogodę na jutro