Po pierwszej rozprawie: Adam Z. raczej bliżej uniewinnienia, fatalny obraz policji [OPINIA]
W Sądzie Okręgowym przy Al. Marcinkowskiego w Poznaniu rozpoczął się proces Adama Z. oskarżonego o zabójstwo Ewy Tylman. Co wynika z pierwszej rozprawy?
Proces Adama Z. jest poszlakowy - nie istnieje żaden dowód popełnienia przestępstwa. Nie ma także jednego, jasnego motywu działania Adama Z. Znaleziono natomiast ciało Ewy Tylman - i to już jak na proces poszlakowy niemało. Klasyczny proces poszlakowy w sprawie zabójstwa często toczy się nie tylko przy braku dowodów na winę oskarżonego, ale także braku ciała, które jest definitywnym potwierdzeniem śmierci. W polskim prawie, a w procesach poszlakowych szczególnie, to nie oskarżony musi udowodnić swoją niewinność, a prokuratura musi przedstawić tak zazębiające się poszlaki, które w ocenie sądu jednoznacznie wskażą na winę oskarżonego. Czy na to wygląda po pierwszym dniu procesu Adama Z.?
Nie bardzo. Adam Z. z odczytanych zeznań jawi się jako człowiek o słabym charakterze, złamany przez policję, którym kieruje strach i łatwo można nim manipulować. Twierdzi, że policja wymuszała na nim zeznania, a on składał je ze strachu. Później się z tych zeznań wycofuje i zapewnia, że w rzeczywistości z feralnej nocy niewiele pamięta. Nie wie jak to się stało, a Ewa to bliska mu osoba, której zaginięcie bardzo przeżywał. Nic nowego podczas pierwszej rozprawy nie ujawniono.
Z pewnością to świadomie wybrana linia obrony Adama Z., ale linia, która na pierwszej rozprawie wydaje się być wiarygodna. Co nie pasuje? Kilkukrotny delikatny uśmiech na twarzy Adama Z. w trakcie procesu, na który zwrócił uwagę także brat Ewy Tylman. W wypowiedzi dla Fakty TVN Piotr Tylman powiedział "chciałbym aby uśmiech z jego twarzy zszedł". Z zeznań sporo dowiadujemy się o życiu intymnym oskarżonego. Jest homoseksualistą, miał wielu partnerów, ale ma za sobą także kilkuletni związek z kobietą. Być może mogłoby to być poszlaką seksualnego motywu zbrodni. Natomiast zgoda na odpowiadanie przez Adama Z. tylko na pytania zadawane przez jego obrońców, podkreśla rolę obrony w reżyserowaniu przebiegu rozprawy. Nomen omen jedno z pytań obrońcy dotyczyło właśnie orientacji seksualnej - aby Adam Z. potwierdził, że jest homoseksualistą i czy jednoznacznie potwierdzają to badania zlecone przez prokuraturę (zapewne obrona wie, że potwierdzają).
Wersja zdarzeń przedstawiona przez prokuraturę nie jest pozbawiona słabych stron, z których najistotniejsza to rozbieżność czasu w jakim Adam Z. miał zepchnąć Ewę ze skarpy i przeciągnąć ją do Warty i wrócić. Wedle zapisu monitoringu z kamer, musiałby to zrobić w 5 minut i 8 sekund. Podczas eksperymentu procesowego, wszystkim pozorantom zajęło to więcej czasu. Najszybszy zrobił to w 7 minut, a nie był pod wpływem alkoholu.
To co uderza z przedstawionych zeznań to fatalny obraz polskiej policji. Przemoc fizyczna ("policjanci uderzyli mojągłową o kant samochodu" ... "kazali mi się rozebrać do naga, po czym jeden z policjantów zrzucił mnie z krzesła"), poniżanie ("jeden z policjantów powiedział, że taki śmieć jak ja nie ma adwokata" ... " policjantka powiedziała taka ciota w pierdlu długo nie wytrzyma") i spożywanie alkoholu na służbie to najgorszy obraz policji. Zarzuty stawiane przez Adama Z. w kierunku policji są mocne, a także brzmią wiarygodne. Adam Z. podał konkretne nazwiska, wskazani funkcjonariusze zostaną przesłuchani. Wpisuje się to w linię obrony.
Co grozi Adamowi Z.? Za zabójstwo grozi dożywocie, choć takie kary wydawane są najczęściej, gdy sąd nie widzi szans na resocjalizację oskarżonego. Jeżeli resocjalizacja jest prawdopodobna, może to być kara 25 lat lub nawet 15 lat pozbawienia wolności. Wysokość kary nie zależy od prawdopodobieństwa popełnienia zarzucanego czynu - aby sąd nałożył jakąkolwiek karę, musi być pewny winy oskarżonego. Mimo, że postawione w tym przypadku przez prokuraturę zarzuty dotyczą zabójstwa, sąd może uznać, że nie ma dowodów na zabójstwo, ale są dowody na nieudzielenie pomocy osobie w stanie zagrożenia życia przez oskarżonego (Adam Z. nie neguje, że widział Ewę Tylman w wodzie i jej nie pomógł, ani nie wezwał pomocy - jak deklaruje "ze strachu"). W takiej sytuacji, za nieudzielenie pomocy, Adamowi Z. groziłaby kara do 3 lat pozbawienia wolności.



Najpopularniejsze komentarze