Poznań: napadał na kobiety... na przepustkach z więzienia
W ubiegłym tygodniu w ręce poznańskich policjantów wpadł 22-letni mężczyzna, który od grudnia 2012 roku dokonał przynajmniej 7 napaści na kobiety na terenie Poznania. Do wszystkich napadów doszło, gdy mężczyzna był... na przepustkach z zakładu karnego. Teraz grozi mu 12 lat więzienia.
Poznańscy policjanci od miesięcy zajmowali się sprawą napadów na kobiety, do których dochodziło na terenie Poznania od grudnia ubiegłego roku. W tym czasie na terenie różnych dzielnic naliczono przynajmniej siedem takich zdarzeń.
- Scenariusz zazwyczaj był podobny. Młody mężczyzna wybierał ofiarę, kobietę w podeszłym wieku. Obserwował ją gdy wracała do domu. Wchodził za nią na klatkę schodową, a tam wykorzystując zaskoczenie atakował. Kradł torbę lub torebkę i uciekał - mówi podinspektor Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji.
Kobiety podczas ataku rabusia często upadały na schody raniąc się. Jedna z nich trafiła nawet do szpitala z poważnymi obrażeniami. Ale napastnik nie ograniczał się tylko do napadów na kobiety. - Na osiedlu Orła Białego zaatakował starszego mężczyznę wyrywając mu z rąk saszetkę. Skopał napadniętego, a ten upadając wybił sobie zęby. Rabuś uciekł z prawie 2500 złotych - dodaje.
Podczas prowadzenia działań funkcjonariusze sprawdzili czy daty napadów nie pokrywają się z terminami przepustek z więzienia 22-letniego mężczyzny. - Znalazł się on w kręgu podejrzanych ponieważ odsiadywał wyrok za pobicia i kradzieże. Za dobre sprawowanie karę odsiadywał w półotwartym zakładzie karnym w Poznaniu. Okazało się, że wychodził dość często na 30-godzinne przepustki. Część z nich pokrywała się ze zgłoszeniami o napadach na kobiety.
W czwartek mężczyzna ponownie wyszedł na przepustkę. Policjanci ustalili, że przebywa na osiedlu Piastowskim na Ratajach. Gdy pojawili się na miejscu okazało się, że 22-latek właśnie wybiega z bloku. - Napadł na kolejną kobietę - tłumaczy Borowiak.
Za serię napadów mężczyźnie grozi 12 lat pozbawienia wolności. Postawiono mu już zarzuty.


