Pawilon Nowej Gazowni to był zły pomysł
Estradzie wygasa umowa na prowadzenie Pawilonu Nowej Gazowni, półroczny obiekt zawiesił działalność kilka dni temu. Trzeba powiedzieć jasno - pawilon NG w tej formie był złym pomysłem.
Kiedy w lipcu 2009 Sławomir Hinc został zastępcą prezydenta, jak do każdego nowego polityka na stanowisku do jego drzwi ustawiły się kolejki. Kolejki ludzi z pomysłami, ludzi po "kasę". Sławomir Hinc to sympatyczny, dobrze wychowany człowiek. Przypuszczam, że każdego z uwagą wysłuchał, ale chyba nie najlepiej wybrał projekty pod którymi się podpisał. I już nie będę analizował absurdalnego pomysłu Rock in Rio o którym szczęśliwie udało nam się już zapomnieć. Hinc zainicjował pomysł powstania Pawilonu Nowej Gazowni. Sama idea budowy obiektu w tym miejscu nie była najgorsza - pierwszy krok ku rewitalizacji gazowni i nadbrzeża Warty. Wszystko pod pretekstem kultury. Świetnie. Ale właśnie mija pół roku od otwarcia pawilonu. W tym czasie nie odbyło się tam żadne spektakularne wydarzenie kulturalne. Roczne koszty utrzymania obiektu sięgają 200 tysięcy, i nikt nie ma już na ten obiekt pomysłu. Jego działalność została zawieszona.
Z dużym niepokojem czytałem w prasie opinie na temat zamknięcia pawilonu. Ja rozumiem ogólną postawę roszczeniową dziennikarzy, że wszystko nam się należy, ale są granice. Kiedy w czerwcu ubiegłego roku Hinc przedstawił pomysł dzierżawy obiektu artystom, artyści fakt, że Hinc chce za to pieniądze nazwali "kuriozalnym". Rozumiem, że pewne środowiska uważają, że na sale koncertowe powinny być ogłaszane przetargi, takie jak na Strefę Kibica Euro - gdzie operator dostaje miejsce i jeszcze kilkanaście milionów złotych na program rozrywkowy. Tylko, że ja jako osoba płacąca podatki mówię nie. Dlaczego? Bo niewiele trzeba, żeby akurat taka sala żyła własnym oddechem, a nie ciągłą reanimacją przy pomocy publicznych pieniędzy.
Artyści są bezdomni - całe życie w trasie. Znam wielu organizatorów koncertów w Poznaniu. Prawie żaden z nich nie ma swojej sali czy klubu. Jeżeli któryś z nich chce sprowadzić do Poznania artystę na koncert, salę po prostu wynajmuje - od miasta, od teatru, od osób prywatnych. Jeśli chce wynająć teatr, musi wydać na to co najmniej kilkanaście tysięcy złotych. Eskulap jest tańszy, ale to nadal kilka tysięcy złotych. I te pieniądze płaci organizator za każdym razem z własnej kieszeni, bez względu czy uda mu się sprzedać wystarczającą ilość biletów, czy nie. Jestem pełen największego szacunku dla tych ludzi. Kiedy z nimi rozmawiam - a rozmawiam często, bo staramy się wszystkie takie inicjatywy wspierać - dość jasno rysuje się ich problem. W Poznaniu brakuje dużych sal koncertowych. Wynagrodzenie artysty generalnie nie zależy od ilości osób na widowni, nagłośnienie i ochrona też nie. A od tego przez ile miejsc na sali podzielimy łączne koszty koncertu, pojedynczy bilet staje się albo tani - jeśli miejsc jest dużo, albo tak drogi, że koncertu nie opłaca się robić. Pawilon Nowej Gazowni mieści 200 osób. Ma bardzo skromną infrastrukturę - szatnie, garderoby. To najmniejsza sala tego typu w Poznaniu. Nie dziwi mnie fakt, że nikt nie chce tam organizować wydarzeń. Bez względu na to, kto będzie operatorem, ten obiekt zawsze będzie mieścił tylko 200 osób, więc nie mydlmy oczu wskazując co jest problemem tej sali.
Jeśli chcemy angażować publiczne pieniądze w budowę obiektów kulturalnych, angażujmy je z głową. Kilka tygodni temu wojsko ogłosiło przetarg na sprzedaż sali dawnego Kina Grunwald. Przetarg formalnie ogłoszono teraz, ale informacje o tym, że wojsko szuka nabywcy na obiekt pojawiały się od paru lat. Sala kina wprawdzie wymaga remontu, ale ta sala może pomieścić 600 osób, i jest jedną z najzgrabniejszych widowni w mieście (szeroka kaskada). Właśnie takiej dużej sali w Poznaniu brakuje. Wojsko chce za salę nieco ponad 2 miliony - czyli mniej więcej tyle, co kosztowała budowa i dotychczasowe utrzymanie Pawilonu Nowa Gazowania. A gdyby tak zamiast budować pawilon, miasto przejęłoby i wyremontowało salę Kina Grunwald? Do tego prosty przekaz dla agencji koncertowych w całej Polsce "W Poznaniu czeka na Ciebie sala na 600 osób i 550 tysięcy mieszkańców - potencjalnych jej gości. Jeśli zapełnisz salę - za jej wynajem zapłacisz złotówkę". Jestem przekonany, że sala zapełniałaby się kilka razy w tygodniu najlepszymi widowiskami, a budynek Kina Grunwald nie podzieliłby losów Kina Wilda.
Witold Kundzewicz



Najpopularniejsze komentarze