Gulczyńska: kukułcze jajo Poznania
Zimny prysznic skutecznie zmywa zbyt duże upojenie. Takim zimnym prysznicem dla władz Poznania mógłby być wczorajszy werdykt dotyczący krótkiej listy miast, które będą dalej walczyły o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku.
Na tej liście, przypomnijmy, Poznania nie ma. No tak, ale na recydywistów zbyt dużego upojenia, zimny prysznic nie może zadziałać leczniczo. Istnieje poważne niebezpieczeństwo, że prezydent Poznania i jego, zajmujący się m.in. kulturą zastępca, mają trwale skrzywione spojrzenie. Konkretnie chodzi o pewną formę krótkowzroczności, która zaburza dystans. Potrzeba bowiem dystansu, żeby spojrzeć krytycznie na własne poczynania. Kiedy spojrzenie jest zaburzone, łatwiej jest jednak szukać spisku, podstępu i innych zewnętrznych przyczyn.
Gdy w XVII wieku, na oczach króla i licznie zebranej gawiedzi zatonął statek "Waza", po ulicach Sztokholmu krążyła plotka mówiąca o tym, że to podstępni Polacy zgotowali Szwedom ten los. W końcu statek miał wyruszyć na wojnę z południowymi sąsiadami, musieli więc maczać palce w tragedii. Prawda była znacznie bardziej prozaiczna, bo - powiedzmy sobie szczerze, zachwiane proporcje statku, czyli błąd konstruktora, to wersja średnio działająca na wyobraźnię.
Dziś rządzący Poznaniem będą być może powtarzali jak mantrę, że decyzja dotycząca krótkiej listy i nieobecności na niej Poznania, jest niezrozumiała. Ba, jest dziwna. Inni, anonimowi, ale w takich chwilach trudni do przecenienia, dorzucą, że Poznań nie ma "swoich" w ważnych ministerstwach, że nie ma swojego premiera, wicepremiera, ani nawet prezydenta (choć podobno trochę ma...). Pytanie, jak tłumaczono by ewentualny sukces? Triumfem na przekór? Zwycięstwem wbrew logice? Zapewne zabraknie poszukiwania w znacznie bliższym środowisku. Spojrzenia krytycznego, które kazałoby dojść do konkluzji, że liczy się też styl. A ten styl mocno podupadł podczas konfliktu na linii prezydent Hinc-Teatr Ósmego Dnia. I nawet, jeśli uwierzymy w powtarzane na korytarzach urzędu miasta sugestywne zapewnienia mówiące o tym, że konflikt wcale nie był czarno biały i sporo w nim było niuansów, niewiele to zmienia. Bo styl oznacza również umiejętność wybrnięcia z twarzą z takich opałów. W przypadku Poznania umiejętność oznaczała jednak podgrzanie atmosfery wokół konfliktu do takiej temperatury, że rumieńce pojawiły się nawet na niektórych twarzach w odległym Lublinie, a pewnym znanym na świecie, który istnieje poza Poznaniem osobom, nagle z największym miastem Wielkopolski zrobiło się nie po drodze.
Ciekawa jestem, co myślą w tej chwili artyści pokroju aktorów Teatru Strefa Ciszy, których problemy lokalowe to temat na niezłą książkę. Czy na wieść o werdykcie odetchnęli z ulgą i pomyśleli: jak dobrze, przecież Poznań na nominację nie zasługuje? Czy też żałują, bo awans oznaczałby może konkretne zobowiązania i sami, niejako rykoszetem, tacy skrzętnie ignorowani artyści też by na tym zyskali?
Sukces zazwyczaj ma wielu ojców. Porażka jest sierotą, kukułczym jajem, które ktoś złośliwie wrzucił nam do gniazdka. Zdążyło się zepsuć i śmierdzi, więc trzeba będzie wytyczyć nową ścieżkę, która to jajo ominie szerokim łukiem.
Agnieszka Gulczyńska



Najpopularniejsze komentarze