Reklama
Reklama

Bulwersująca sprawa uprowadzenia 16-latka i próby gwałtu pałką wraca na wokandę

fot. Policja
fot. Policja

Chodzi o sprawę z 2025 roku ze Śremu.

Właśnie rozpoczął się proces apelacyjny w sprawie, o której było głośno w ostatnich miesiącach. W kwietniu zapadł wyrok w pierwszej instancji. Mariusz Z., organizator porwania, został skazany na 7 lat więzienia. To uczestnik patroli obywatelskich, wyznawca neonazistowskich i rasistowskich poglądów. Michała L. za uczestniczenie w porwaniu i próbie zgwałcenia nastolatka skazano na 6 lat i 2 miesiące więzienia. 18-letniego Franciszka G. za udział w próbie gwałtu skazano na 5,5 roku więzienia. Jarosław J., kierowca uczestniczący w porwaniu, ale nieuczestniczący w próbie gwałtu, dostał wyrok 1,5 roku więzienia. Wyrok nie był prawomocny. Odwołali się od niego prokurator i obrońcy. Wyroku Sądu Apelacyjnego możemy się spodziewać w listopadzie.

Przypomnijmy, że wszystko rozgrywało się w kwietniu ubiegłego roku w Śremie. Na ulicy Kolejowej około 22.00 zaatakowano 16-latka. Siłą wciągnięto go do auta i zabrano mu telefon. Na przystani Marina wyciągnięto go z auta i próbowano zgwałcić pałką.

Po kilku dniach w związku ze sprawą zatrzymano 6 osób. Jak się okazało, 16-latka "wystawili" jego znajomi, z którymi wyszedł w ten wieczór na spacer. Za całym atakiem na 16-latka stał 43-letni Śremianin, ojciec dziewczyny, która mu opowiedziała, że została skrzywdzona przez 16-latka. - W związku z tym 43-latek postanowił "dać nauczkę" nastolatkowi i przybrał sobie do tego swoich wspólników. Obok córki i jej chłopaka, w zmowie z 43-latkiem, byli jeszcze jego trzej znajomi mający 37, 36 i 17 lat. I to właśnie z tymi znajomymi 43-latek zaatakował 16-latka na ulicy i siłą wrzucił go do samochodu, między tylną kanapę a przednie siedzenia. Tam 16-latkowi założono na głowę torbę foliową oraz zabrano telefon komórkowy. Po dojechaniu w rejon przystani "Marina" nad Wartą pokrzywdzonego siłą wyciągnięto z auta, a następnie popełniono przestępstwo o charakterze seksualnym na jego szkodę. - tłumaczyła Ewa Kasińska ze śremskiej policji.