Reklama
Reklama

Trafiła na SOR z biegunką i wymiotami, po 46 godzinach zmarła. Syn walczy, by sprawy nie zamieciono pod dywan

fot. Materiały rodziny
fot. Materiały rodziny

Mama pana Artura trafiła w lipcu na Szpitalny Oddział Ratunkowy w Szpitalu Wojewódzkim w Poznaniu.

- Mama trafiła na SOR z wielodniową biegunką i wymiotami, znacznym odwodnieniem oraz nasilonym stanem zapalnym. Podczas pobytu jej stan stopniowo się pogarszał. Mimo tego nie była objęta ciągłym monitorowaniem, pomiędzy kluczowymi badaniami laboratoryjnymi upłynęły około 44 godziny, występowały problemy z dostępem dożylnym, a ostatecznie została przekazana na Oddział Chorób Wewnętrznych bez dostępu naczyniowego. Szpital sam potwierdził ciężki stan przy przyjęciu, brak ciągłego monitorowania oraz późniejsze pogorszenie stanu pacjentki. Praktycznie natychmiast po przekazaniu na Internę jej stan oceniono jako krytyczny - z niemierzalnym ciśnieniem i saturacją oraz cechami wstrząsu. Rozpoczęto intensywne leczenie, następnie mamę zaintubowano i przekazano na OIT. Następnego ranka zmarła - relacjonuje syn kobiety.

Studiujesz? Chcesz poznać pracę dla miasta? Urząd Miasta Poznania przyjmuje zgłoszenia na 4-miesięczne płatne staże. Aplikuj do 15 października!
REKLAMA

Postanowił opublikować w internecie, na platformie YouTube nagranie, na którym krok po kroku opisuje, co działo się, gdy jego mama była w szpitalu. Mówi m.in. o tym, że widząc w jakich warunkach przebywa mama (w ciasnej izolatce, która kiedyś prawdopodobnie była magazynem sprzętu, na twardym łóżku), wysłał maile do dyrekcji szpitala, a także rzecznika praw pacjenta, Urzędu Marszałkowskiego i NFZ z błaganiem o pomoc. Nie doczekał się adekwatnej reakcji. Mówi też o, jego zdaniem, niewłaściwym nadzorze personelu nad stanem jego mamy. Dopiero, gdy po 46 godzinach trafiła na Oddział Chorób Wewnętrznych, jego zdaniem lekarze z tego oddziału zaczęli walczyć o jego mamę. Ale na jej uratowanie było za późno. Kobieta zmarła na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej.

- Sprawę zgłosiłem do Prokuratury oraz właściwych instytucji. Szpital stoi na stanowisku, że diagnostyka i leczenie były prawidłowe. Ja uważam, że okoliczności tych 46 godzin wymagają niezależnego i dokładnego wyjaśnienia. Nie chciałbym, aby śmierć mojej mamy i pytania dotyczące jej hospitalizacji zostały zamiecione pod dywan - podkreśla.