Koszmar w poznańskim gabinecie weterynaryjnym. Agresywny amstaff zagryzł szpica na rękach opiekunki podczas wizyty
Tragedia rozegrała się w czwartek na poznańskim Nowym Mieście.
W tej sprawie napisało do nas w weekend wiele osób. Z ich relacji wynikało, że w jednym z gabinetów na Nowym Mieście (celowo nie podajemy jego nazwy, bo nie o weterynarza tutaj chodzi) w czwartek doszło do zagryzienia małego psa przez innego czworonoga. Udało nam się dotrzeć do opiekunki zagryzionej Candy, bo tak miała na imię.
Candy była szpicem miniaturowym. Miała 8 lat. Przebywała pod opieką pani Joanny, ale należała do jej synowej. Kobieta wybrała się z suczką na wizytę do weterynarza. Gdy siedziała z nią w gabinecie, trzymając psa na kolanach, nagle została zaatakowana od tyłu przez agresywnego amstaffa, który niespodziewanie pojawił się w gabinecie. - Być może właściciele amstaffa otworzyli drzwi lub były one niedomknięte - relacjonuje Joanna.
Pies wyrwał z kolan kobiety niewielkiego szpica i zagryzł go na jej oczach. Ranił też kobietę - jest posiniaczona i ma ranę na ręce. - Poczułam uderzenie w bark i rękę, to były ułamki sekund - przyznaje. - Ten pies był w jakimś amoku. Jak z horroru - dodaje. Zwierzę nie miało kagańca. Po ataku cały gabinet miał być we krwi. Opiekunka Candy zemdlała, konieczne było wezwanie do niej karetki pogotowia. Na miejscu pojawił się też patrol policji.
Kobieta zaznacza, że właściciele amstaffa, mimo próśb weterynarza, nie zostali na miejscu do przyjazdu policji. Opisuje też, że nie zainteresowali się tym, co stało się z Candy, ani tym, w jakim stanie jest kobieta. - Weterynarz pomagał, jak mógł. Dzwonili, bardzo przepraszali, pytali, jak się czuję. Ten weterynarz był też w szoku. Do tego mnie nie szło docucić ani ciśnienia ustabilizować - opowiada. - U weterynarza chyba trzeba zmienić prawo. Obowiązkowo kaganiec i kontener dla małych psów. Tylko będąc w gabinecie nikt nie spodziewa się ataku - zauważa.
Aktualnie opiekunka Candy jest na zwolnieniu psychiatrycznym, nie może dojść do siebie. - Sprawa została zgłoszona nie tylko policji, ale też do Powiatowego Inspektora Weterynarii, ze zdjęciami moimi i psa, jak wyglądał po zagryzieniu - kończy.
Sierżant Michał Wiśniowski z poznańskiej policji potwierdza interwencję w tym miejscu. - W czwartek około godz. 15:50 policjanci zostali powiadomieni o zdarzeniu na terenie Poznania, podczas którego jeden pies miał zaatakować drugiego oraz jego właścicielkę - mówi. - Ze wstępnych ustaleń policjantów oraz relacji świadków zdarzenia wynika, że pies rasy szpic miniaturowy podczas wizyty u weterynarza został zaatakowany i zagryziony przez psa rasy amstaff. Życia psa nie udało się niestety uratować. Przez tego samego psa w rękę została pogryziona również opiekunka miniaturowego szpica, rana ręki nie wymagała hospitalizacji. Amstaff posiadał wszystkie wymagane szczepienia - dodaje.
- W tej sprawie zostało już złożone zawiadomienie, policjanci są w trakcie wyjaśniania okoliczności zdarzenia oraz zabezpieczają nagrania monitoringu z miejsca zdarzenia. Czynności prowadzone są pod kątem niezachowania środków ostrożności przy trzymaniu psa. Osoba pokrzywdzona może również dochodzić swoich praw na drodze cywilno-prawnej i wnieść sprawę do sądu o odszkodowanie i zadośćuczynienie - kończy.


Najpopularniejsze komentarze