Reklama
Reklama

Demonstracja antyaborcyjna przed szpitalem przy Polnej przerwana. "Poznanianki, Miasto Poznań jest z Wami"

Jedna z wcześniejszych manifestacji. | fot. Czytelnik
Jedna z wcześniejszych manifestacji. | fot. Czytelnik

Na wydarzeniu pojawili się nie tylko policjanci, ale też urzędnicy.

Przed Szpitalem Ginekologiczno-Położniczym przy ul. Polnej w Poznaniu od lat odbywają się cykliczne zgromadzenia o charakterze antyaborcyjnym. Kolejna pikieta odbyła się 19 września.
Tym razem zareagowali miejscy urzędnicy. Dzisiejsza demonstracja antyaborcyjna została rozwiązana przez miejskich urzędników.

"Zgromadzenie "antyaborcyjne" przed szpitalem przy ul. Polnej rozwiązane. Poznanianki, Miasto Poznań jest z Wami. Zawsze będziemy dbali o Wasze zdrowie i spokój w tak ważnych chwilach"- komentuje w mediach społecznościowych zastępca prezydenta Poznania Marcin Gołek.

Partia Razem przypomina, że od dłuższego czasu apeluje o ograniczenie takich zgromadzeń. W czerwcu do Urzędu Miasta Poznania trafiła petycja w tej sprawie, pod którą podpisało się ponad 1500 osób.

"Nie wyobrażam sobie, co musi czuć kobieta, która podczas rekonwalescencji słyszy, że jej decyzja o ratowaniu życia i zdrowia zaprowadzi ją do piekła. To co tutaj się dzieje, dzieje się od lat, a Urząd Miasta Poznania dopiero zaczyna się temu przyglądać" - mówiła Aneta Troć podczas porannej konferencji Partii Razem

"W odpowiedzi na naszą petycję, żeby ograniczyć te bulwersujące pikiety miasto napisało, że "priorytetem jest dla nich życie i zdrowie pacjentek". No więc panie Jacku Jaśkowiaku, co Pan robił przez ostatnie 8 lat? Panie Gołku, gdzie Pan był przez ostatnie 8 lat? Te różańce odbywają się cyklicznie, co miesiąc. Wzywam władze miasta Poznania, żeby nie zwlekały kolejnych 8 lat z reakcją" - zaapelowała Anna Pieciul z Partii Razem. Demonstrować można pod urzędem miasta na placu Kolegiackim, a nie tu gdzie są pacjentki w zagrożonej ciąży, także takie które ciążę utraciły, choć tego nie chciały" - dodała.

Razem zarzucała Jackowi Jaśkowiakowi niekonsekwencję i apelowała do prezydenta Poznania o podjęcie działań w tej sprawie. "Te drastyczne obrazy to torturowanie pacjentek. Przypominam, że w polskim prawie przewidziane jest rozwiązanie zgromadzeń, które narażają życie i zdrowie. (...) Miasto Poznań lubi mówić, że z tym się nic nie da zrobić, ale przykłady innych miast pokazują, że można. Jako partia Razem żądamy od Jacka Jaśkowiaka, żeby pokazał, że jego feminizm to nie tylko pojawienie się raz czy dwa na czarnym proteście, ale realne działania. Szpital nie jest miejscem na dyskusje polityczne" - przekonywała Dorota Koszal z Partii Razem

Partia Razem zapowiada dalsze działania na rzecz przyjęcia rozwiązań chroniących pacjentki i mieszkańców okolic szpitala przed demonstracjami.