Reklama
Reklama

Jechali za pijanym kierowcą przez Poznań, policja dojechała dopiero po obywatelskim zatrzymaniu przez brak wolnego radiowozu. "Sprawa ewidentnego zagrożenia życia nie ma dla policji żadnej wagi"

fot. Policja
fot. Policja

W tej sprawie napisała do nas Czytelniczka.

Jak opisuje, w poniedziałek wieczorem jechała z mężem z podpoznańskiej miejscowości do Poznania. - Zauważyliśmy kierowcę, którego sposób jazdy mocno wskazywał na nietrzeźwość. Od razu zadzwoniłam na 112 i na bieżąco podawałam wszystkie dane potrzebne do lokalizacji poruszającego się samochodu. Jechaliśmy za nim, podjęliśmy próbę wymuszenia opuszczenia przez niego samochodu - bez efektu. Owy kierowca 2 razy był blisko potrącenia pieszych, dwie osobne sytuacje. Kilkukrotnie jechał pod prąd, nawet czołowo względem nadjeżdżającego samochodu. Czas mijał, a dyspozytor cały czas informował, że nie ma wolnego radiowozu i żaden nie został zadysponowany do tego zagrożenia! Prosiłam, błagałam, groziłam - bez efektu - relacjonuje.

Tymczasem kierowca zbliżał się do centrum Poznania. - Na światłach, przed krzyżówką św. Wawrzyńca i Niestachowskiej, po prawie 18 minutach pościgu i braku jakiejkolwiek reakcji ze strony policji, mąż podjął decyzję o próbie ujęcia obywatelskiego. Wybił szybę w samochodzie ściganego kierowcy, wyciągnął go z samochodu i uniemożliwił dalszą jazdę. Ja w tym czasie zatrzymywałam innych kierowców i prosiłam ich o wsparcie, o pomoc, tłumacząc okoliczności. Policja pojawiła się na miejscu po kolejnych 5 minutach, kiedy osoba podejrzana była już zabezpieczona na poboczu, jego samochód przeparkowany na pobocze, a kluczyki zatrzymane...

Nasza Czytelniczka twierdzi, że w trakcie rozmowy z dyspozytorem usłyszała, że jeśli mają własne zobowiązania, to nie muszą jechać za tym kierowcą i informować policji. - W samochodzie mieliśmy dwójkę malutkich dzieci. Owy kierowca prawie doprowadził do potrącenia pieszej 50 metrów od przedszkola. 3 godziny później, kiedy mąż zgłosił się na komendę, proszony o złożenie zeznań, w poczekalni spotkał tego pijanego kierowcę! Mężczyzna, oczywiście nadal pod wpływem, przyszedł z ulicy, jak twierdził, odebrać auto i złożyć skargę na policjantów. W głowie mi się nie mieści, że sprawa tak ewidentnego zagrożenia życia ludzi w przestrzeni publicznej nie posiada dla poznańskiej policji żadnej wagi, żadnego priorytetu - kończy.

Skontaktowaliśmy się z policjantami w tej sprawie. Podkomisarz Łukasz Paterski z poznańskiej policji potwierdza, że do Centrum Powiadamiania Ratunkowego (nr 112) zadzwoniono w tej sprawie. - Osoba telefonująca przekazała informację o tym, że wraz z mężem jadą za prawdopodobnie nietrzeźwym kierującym, który prowadzi VW w sposób niebezpieczny i jedzie w stronę Poznania - tłumaczy. - W chwili przekazania zgłoszenia załogi ruchu drogowego były zaangażowane w obsługę innych interwencji, co czasowo uniemożliwiło natychmiastowe skierowanie patrolu do nowego zdarzenia - dodaje.

Paterski potwierdza też, że kierowca został ujęty obywatelsko na ulicy św. Wawrzyńca. - Po kilku minutach został zatrzymany przez policjantów. Mężczyzna nie stosował się do poleceń funkcjonariuszy, został obezwładniony i zastosowano wobec niego kajdanki. 58-latek odmówił także badania policyjnym alkomatem. Po doprowadzeniu go do szpitala została pobrana od niego krew do badań laboratoryjnych z uwagi na podejrzenie jazdy pod wpływem alkoholu bądź środka działającego podobnie - wyjaśnia. - Jego pojazd natomiast odholowano na policyjny parking. Jeśli badania potwierdzą, że mężczyzna prowadził auto w stanie nietrzeźwości, grozi mu wysoka grzywna, sądowy zakaz prowadzenia pojazdów, a nawet do trzech lat pozbawienia wolności - kończy.