Przy wlewie paliwa w swoim aucie "znalazł" podejrzane urządzenie, postawił na nogi wszystkie służby i doprowadził do ewakuacji okolicy. Sam je podrzucił. Jest więcej informacji

fot. Policja
fot. Policja

Policja podaje więcej szczegółów sprawy z połowy lipca.

Już w czwartek informowaliśmy na epoznan.pl o tym, że zatrzymano właściciela auta, w którym 15 lipca znaleziono podejrzane urządzenie ze zdalnym zapalnikiem. Cała akcja miała miejsce na stacji benzynowej przy drodze krajowej nr 92 w Swarzędzu i wymusiła zamknięcie trasy, a także trasy kolejowej Poznań - Swarzędz. Dodatkowo ewakuowano okolicę i odcięto ciągi gazowe - Do sprawdzenia pojazdu został wykorzystany policyjny dron wyposażony w kamerę o wysokiej rozdzielczości. Następnie wszystkie elementy urządzenia zostały zabezpieczone przez policjantów z zespołu minersko-pirotechnicznego samodzielnego pododdziału kontrterrorystycznego - tłumaczy sierżant Michał Wiśniowski z poznańskiej policji. Wszystko po to, by zapewnić bezpieczeństwo ludziom w okolicy. Policjanci długo pracowali na stacji paliw po tym, jak o nietypowym znalezisku w aucie powiadomił ich właściciel pojazdu. Okazuje się jednak, że to on sam miał podrzucić urządzenie.

Sanatorium Bałtyk w Kołobrzegu to spokój, morze i komfort. Idealne miejsce na regenerację i odpoczynek. Tel. +48 94 355 34 44, info@subaltyk.pl
REKLAMA

Policjanci badający tę sprawę skupiali się m.in. na tym, kto mógł umieścić urządzenie we wlewie paliwa. Do sprawy powołano kilku biegłych z Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu. - Dzięki przeprowadzonym badaniom uzyskali nowe informacje w tej sprawie. Zabezpieczone urządzenie zostało poddane szeregowi eksperymentów procesowych, które potwierdziły, że w pojeździe znajdowało się improwizowane urządzenie zapalające wraz ze zdalnym zapalnikiem. Do urządzenia dołączony był niewielki materiał pirotechniczny. Umieszczenie tego urządzenia w baku paliwa zagrażało życiu i zdrowiu wielu osób będących w pobliżu pojazdu. Tę informację potwierdził biegły z tego zakresu - dodaje.

Zabezpieczony monitoring, przesłuchani świadkowie, a także oględziny pojazdu rzuciły nowe światło na zdarzenie. - 30 lipca do sprawy został zatrzymany 35-letni mężczyzna. Okazał się on właścicielem Audi i osobą, która 15 lipca na terenie stacji BP powiadomiła służby o znalezionym nietypowym urządzeniu w baku auta. Podczas prowadzonego śledztwa miał on wprowadzać w błąd funkcjonariuszy, podawać nieprawdziwe tropy w celu zmylenia policjantów, a także spreparować dowód procesowy - wyjaśnia Wiśniowski. - W jego miejscu zamieszkania policjanci zabezpieczyli półprodukty mogące służyć do stworzenia ładunku wybuchowego. Funkcjonariusze zabezpieczyli również mieszaninę pirotechniczną podobną do tej, która została użyta w samochodzie.

Mężczyźnie postawiono dwa zarzuty: sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa w postaci eksplozji materiałów wybuchowych i łatwopalnych, które zagrażały życiu i zdrowiu wielu osób oraz składania fałszywych zeznań oraz tworzenia fałszywych dowodów. - Mężczyzna podczas przesłuchania odmówił składania wyjaśnień. Za te czyny grozi mu nawet do 10 lat pozbawienia wolności. Na wniosek prokuratora sąd przychylił się do zastosowania wobec zatrzymanego najostrzejszego środka zapobiegawczego w postaci trzymiesięcznego tymczasowego aresztowania.