Przy wlewie paliwa w swoim aucie "znalazł" podejrzane urządzenie, postawił na nogi wszystkie służby i doprowadził do ewakuacji okolicy. Sam je podrzucił. Jest więcej informacji
Policja podaje więcej szczegółów sprawy z połowy lipca.
Już w czwartek informowaliśmy na epoznan.pl o tym, że zatrzymano właściciela auta, w którym 15 lipca znaleziono podejrzane urządzenie ze zdalnym zapalnikiem. Cała akcja miała miejsce na stacji benzynowej przy drodze krajowej nr 92 w Swarzędzu i wymusiła zamknięcie trasy, a także trasy kolejowej Poznań - Swarzędz. Dodatkowo ewakuowano okolicę i odcięto ciągi gazowe - Do sprawdzenia pojazdu został wykorzystany policyjny dron wyposażony w kamerę o wysokiej rozdzielczości. Następnie wszystkie elementy urządzenia zostały zabezpieczone przez policjantów z zespołu minersko-pirotechnicznego samodzielnego pododdziału kontrterrorystycznego - tłumaczy sierżant Michał Wiśniowski z poznańskiej policji. Wszystko po to, by zapewnić bezpieczeństwo ludziom w okolicy. Policjanci długo pracowali na stacji paliw po tym, jak o nietypowym znalezisku w aucie powiadomił ich właściciel pojazdu. Okazuje się jednak, że to on sam miał podrzucić urządzenie.
Policjanci badający tę sprawę skupiali się m.in. na tym, kto mógł umieścić urządzenie we wlewie paliwa. Do sprawy powołano kilku biegłych z Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu. - Dzięki przeprowadzonym badaniom uzyskali nowe informacje w tej sprawie. Zabezpieczone urządzenie zostało poddane szeregowi eksperymentów procesowych, które potwierdziły, że w pojeździe znajdowało się improwizowane urządzenie zapalające wraz ze zdalnym zapalnikiem. Do urządzenia dołączony był niewielki materiał pirotechniczny. Umieszczenie tego urządzenia w baku paliwa zagrażało życiu i zdrowiu wielu osób będących w pobliżu pojazdu. Tę informację potwierdził biegły z tego zakresu - dodaje.
Zabezpieczony monitoring, przesłuchani świadkowie, a także oględziny pojazdu rzuciły nowe światło na zdarzenie. - 30 lipca do sprawy został zatrzymany 35-letni mężczyzna. Okazał się on właścicielem Audi i osobą, która 15 lipca na terenie stacji BP powiadomiła służby o znalezionym nietypowym urządzeniu w baku auta. Podczas prowadzonego śledztwa miał on wprowadzać w błąd funkcjonariuszy, podawać nieprawdziwe tropy w celu zmylenia policjantów, a także spreparować dowód procesowy - wyjaśnia Wiśniowski. - W jego miejscu zamieszkania policjanci zabezpieczyli półprodukty mogące służyć do stworzenia ładunku wybuchowego. Funkcjonariusze zabezpieczyli również mieszaninę pirotechniczną podobną do tej, która została użyta w samochodzie.
Mężczyźnie postawiono dwa zarzuty: sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa w postaci eksplozji materiałów wybuchowych i łatwopalnych, które zagrażały życiu i zdrowiu wielu osób oraz składania fałszywych zeznań oraz tworzenia fałszywych dowodów. - Mężczyzna podczas przesłuchania odmówił składania wyjaśnień. Za te czyny grozi mu nawet do 10 lat pozbawienia wolności. Na wniosek prokuratora sąd przychylił się do zastosowania wobec zatrzymanego najostrzejszego środka zapobiegawczego w postaci trzymiesięcznego tymczasowego aresztowania.


Najpopularniejsze komentarze