Zapłacił 1350 zł za parking przy poznańskim szpitalu. "Oddałem niemal połowę pensji za to, że walczyłem o życie"
Szpital wyjaśnia sprawę.
Sytuację opisuje nasz Czytelnik, który pojawił się na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym i został w szpitalu dłużej, niż się spodziewał. "Sprawa dotyczy Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Poznaniu przy ul. Grunwaldzkiej oraz operatora tamtejszego parkingu - firmy GREEN Center s.r.o. W dniu 07.07.2026 r. trafiłem na SOR, a stamtąd natychmiast na Oddział Intensywnej Terapii Kardiologicznej z poważnymi problemami z sercem. Spędziłem tam prawie 3 dni podpięty pod aparaturę monitorującą życie. Koszmar zaczął się w dniu wypisu - 10.07.2026 roku" - pisze.
"Gdy podszedłem do kasy biletowej, okazało się, że za niecałe 3 doby postoju system naliczył mi bajońską sumę 1350,00 PLN! Szpitalny parking nie posiada żadnego limitu dobowego dla pacjentów w stanie zagrożenia życia, a cennik przy wjeździe jest celowo odwrócony tyłem/bokiem do kierowców. Gdy o godzinie 09:12 rano po ludzku wyjaśniłem operatorowi, że dopiero co opuściłem reanimację kardiologiczną, nie mam w tej chwili takiej kwoty na karcie i poprosiłem o wystawienie faktury/wezwania z odroczonym terminem, abym mógł pojechać do domu i przyjąć ratujące życie leki - szpitalny parking wziął mnie i mój samochód jako zakładników" - dodał.
"Przetrzymywano mnie przed zamkniętym szlabanem przez ponad 5 godzin (od 09:12 do 14:16)! Jako pacjent po ciężkim incydencie kardiologicznym byłem zmuszony siedzieć w zamkniętym aucie, w ogromnym stresie, bez wody, jedzenia i bez stałych leków, które miałem przyjąć w domu. Podczas tego uwięzienia aż pięciokrotnie kontaktowałem się z operatorem przez interkom na szlabanie, błagając o wypuszczenie ze względu na stan zdrowia. W odpowiedzi spotkałem się z potwornym chamstwem - kobieta po drugiej stronie krzyknęła mi bezczelnie: "To pożycz pieniądze od znajomych!" i się rozłączyła. W akcie desperacji zadzwoniłem na Policję, jednak dyżurny poinformował mnie, że to sprawa cywilno-prawna, oni nie mogą podnieść szlabanu i muszę skarżyć się bezpośrednio do Dyrekcji Szpitala, bo to ich teren i ich odpowiedzialność. W tym całym koszmarze, będąc na skraju wycieńczenia, musiałem wydzwaniać do pracodawcy i pytać, kiedy dokładnie wpłynie moja pensja. Licznik parkomatu w tym czasie bezczelnie naliczał kolejne opłaty za to, że nie chciano mnie wypuścić. Ostatecznie zostałem zmuszony do zapłaty 1350 PLN natychmiast po tym, jak na konto wpłynęło moje miesięczne wynagrodzenie. Oddałem niemal połowę pensji za to, że walczyłem o życie w szpitalu" - dodał.
O komentarz poprosiliśmy przedstawicieli szpitala.
"Sprawa opisana przez pacjenta jest już przez Szpital kontrolowana. Według wstępnych ustaleń ze strony pacjenta nie było próby kontaktu z przedstawicielami Szpitala w momencie zdarzenia. Jeżeli chodzi o sam proces naliczenia opłaty, to w opisanym przypadku pacjent powinien się zwrócić z indywidualnym wnioskiem o obniżenie opłaty do Szpitala i tego typu wniosek po indywidualnym rozpatrzeniu - w przypadku pacjentów przyjętych w trybie ostrym - będzie rozpatrzony pozytywnie"- informuje Ewa Żurowska, kierownik Biura Dyrekcji, Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Poznaniu.
"Informujemy także, że przytoczony przez pacjenta przebieg rozmowy z operatorem uznajemy za niedopuszczalny i w tym zakresie jest przygotowywane wystąpienie do operatora parkingu. Wyrażamy ubolewanie z powodu całej sytuacji i uznajemy ją za niedopuszczalną" - dodaje.
"Ponownie podkreślamy, że celem wprowadzonych opłat jest wyłącznie zapewnienie płynności ruchu na terenie Szpitala i nie blokowanie ograniczonej liczby miejsc parkingowych przez samochody dłużej stojące. Dotychczasowe obserwacje z pierwszego - pilotażowego - okresu wdrożenia wskazują, że zwiększyła się liczba pacjentów mających możliwość wjazdu na teren Szpitala i duża część samochodów wjeżdżających mieści się w czasie "bez opłat" - kończy Żurowska.


Najpopularniejsze komentarze