Reklama
Reklama

Region. Policjanci uratowali bielika? Czytelnik opisuje, jak osobiście wiózł go do fundacji

fot. Policja
fot. Policja

Historia z powiatu czarnkowsko-trzcianeckiego.

- 1 lipca 2026 roku, około godziny 15:20, dyżurny czarnkowskiej jednostki otrzymał zgłoszenie o dużym ptaku drapieżnym, który znajdował się przy leśnej drodze na trasie Romanowo Dolne - Kruszewo i nie był w stanie samodzielnie się poruszać. Na miejsce skierowano patrol policji - przekazuje mł. asp. Hubert Zawadzki z czarnkowskiej policji.

Na miejscu okazało się, że w zaroślach znajduje się osłabiony bielik. Nie umiał rozłożyć skrzydeł, a przez to nie mógł odlecieć. - Rannego ptaka ostrożnie owinięto kocem i umieszczono w kartonie, aby zapewnić mu bezpieczeństwo oraz ograniczyć stres. Po konsultacji z placówką specjalizującą się w pomocy dzikim zwierzętom ustalono, że ptak zostanie przewieziony do Dzikiego SOR-u w Poznaniu, gdzie otrzyma specjalistyczną opiekę weterynaryjną. Do czasu zorganizowania transportu ptak pozostawał pod opieką osoby wyznaczonej do jego zabezpieczenia - dodaje.

Po publikacji informacji od czarnkowskiej policji na epoznan.pl napisał do nas Czytelnik, który osobiście zaangażował się w pomoc bielikowi. Okazuje się, że sprawa wyglądała nieco inaczej i nie wszystko poszło idealnie. - Bielik nie trafił od razu do ośrodka rehabilitacji. Przez kilkanaście godzin pozostawał pod opieką osoby prywatnej, która zgodziła się go zabezpieczyć i zapewnić mu możliwie najlepsze warunki do czasu zorganizowania transportu. W tym czasie Fundacja Z Dzikiej Strony zajmująca się pomocą dzikim zwierzętom gorączkowo szukała kogokolwiek, kto mógłby przewieźć rannego ptaka do specjalistycznego ośrodka. Ani Gmina Czarnków, ani Policja, ani inne instytucje publiczne nie zapewniły takiego transportu - wyjaśnia Filip Faliński. - Ostatecznie zgłosiłem się ja. W swoim prywatnym czasie, za własne pieniądze i własnym samochodem pojechałem po bielika spod Czarnkowa. Następnie przewiozłem go do ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt w Spytkówkach pod Kościanem. Cała akcja zajęła mi ponad sześć godzin w środku dnia roboczego. Gdyby nie człowiek, który przez kilkanaście godzin opiekował się rannym ptakiem, gdyby nie fundacja organizująca pomoc i gdyby nie mój prywatny transport, istnieje duże prawdopodobieństwo, że bielik nie doczekałby specjalistycznej pomocy. Dzisiaj już wiemy, że będzie zdrowy i wróci do pełni sił - dodaje.

Ale to nie koniec. - Tego samego dnia w okolicy znaleziono również drugiego ptaka wymagającego pomocy. Niestety, on nie miał tyle szczęścia - nie doczekał transportu ani leczenia i padł. Dzisiaj (6.07) Wielkopolska Policja opublikowała komunikat, z którego wynika, że dzięki sprawnej interwencji policjantów ranny bielik otrzymał pomoc, a policjanci zorganizowali transport do Dzikiego SOR-u w Poznaniu. Transport nie został zorganizowany przez policję, a ptak nie trafił do Poznania - został przewieziony przeze mnie do Spytkówek pod Kościanem. Komunikat pomija również fakt, że przez kilkanaście godzin odpowiedzialność za los rannego bielika spoczywała na osobach prywatnych i fundacji, które własnymi siłami organizowały pomoc. Nie odbieram policjantom zasług za początkowe zabezpieczenie zwierzęcia. Zrobili to, co do nich należało. Nie można jednak przemilczeć tego, że dalsza organizacja pomocy zawiodła, a ciężar ratowania chronionego gatunku został przerzucony na zwykłych ludzi. Ta historia to pytanie o to, jak w praktyce działa system ratowania dzikich zwierząt i dlaczego, gdy liczy się każda godzina, pomoc zależy od dobrej woli przypadkowych osób, a nie od instytucji publicznych - podkreśla.

Najczęściej czytane w tym tygodniu

Dziś w Poznaniu

21℃
13℃
Poziom opadów:
0 mm
Wiatr do:
23 km
Stan powietrza
PM2.5
6.00 μg/m3
Bardzo dobry
Zobacz pogodę na jutro