Reklama
Reklama

Dramat w pociągu relacji Poznań - Berlin. Pies odszedł w męczarniach, klimatyzacja nie działała

Zdjęcie ilustracyjne | fot. Tha1uw4nt / Wikipedia
Zdjęcie ilustracyjne | fot. Tha1uw4nt / Wikipedia

Do tragedii doszło w niedzielę.

Historię opisał w mediach społecznościowych pisarz Jakub Żulczyk, który był świadkiem tej śmierci. Jego post ma ponad 21 tysięcy rekacji na Facebooku. Z naszą redakcją skontaktował się tata właściciela psa.

Misiu, bo tak wołano na psa rasy American Bully, w listopadzie skończył 8 lat. Jego właściciel mieszka w Berlinie, ale w Poznaniu odwiedza swojego tatę. Ponieważ Misiu to oczko w głowie właściciela, w podróże jeździli razem. W ostatnich dniach właściciel z psem byli w naszym mieście. - W niedzielę odwiozłem ich na Dworzec Zachodni, około 15:00 mieli pociąg do Berlina - relacjonuje tata.

Jak zaznacza, pies został przygotowany do podróży. - Syn go wykąpał, był zlany chłodną wodą, na dworzec jechaliśmy z włączoną klimatyzacją. Syn miał kupiony bilet dla psa, legowisko do pociągu, miał też dla niego wodę - wymienia. - Niestety okazało się, że w pociągu nie działa klimatyzacja, czego nie można było wcześniej przewidzieć. W trakcie podróży pies najpierw zaczął wymiotować, później miał drgawki, ostatecznie odszedł na rękach mojego syna - opisuje.

- Facet wysiadł w Świebodzinie, próbował tam pewnie zadzwonić po pogotowie weterynaryjne, ale było już myślę po frytkach. Nie widziałem nic smutniejszego niż ten biedny, zapłakany gość wynoszący z pociągu swojego martwego psa. Może to wina kolei; w przedziale było, oceniam to jako doświadczony sauniarz, grubo powyżej czterdziestu stopni. Dość powiedzieć, że wysiadając na peronie w Berlinie gdzie było 39 stopni poczułem ulgę, że jest chłodniej. Może też ten facet nie powinien w taką pogodę podróżować z psem, który miał osiem lat i nadwagę. Nie wiem czy roztrząsanie tego ma większy sens - napisał na Facebooku Żulczyk.

Tata właściciela potwierdza, że syn wysiadł z pociągu w Świebodzinie. - Misiu już nie żył. Gdy się o tym dowiedziałem, byłem tak zdenerwowany, że musiałem poprosić kolegę o zawiezienie mnie do Świebodzina po syna. Czekał przed dworcem, zapuchnięty, to był armagedon. Pan Żulczyk opisał to bardzo trafnie - ja też nie widziałem nic smutniejszego niż mój syn stojący przed tym dworcem. Zabraliśmy Misia i wróciliśmy do Poznania. Czekamy na kremację psa, który był uwielbiany przez rodzinę, ale też przez naszych sąsiadów - podkreśla.

- Ja nie mam do nikogo pretensji, bo to nie zwróci nam Misia, ale może ta sytuacja zwiększy świadomość ludzi. Może jeśli w pociągu klimatyzacja nie działa, nie powinien on jechać z pasażerami? A co by było, gdyby podróżowała nim matka z niemowlakiem? Innym tematem jest to, że mimo posiadania biletu dla psa, nie ma on w pociągu swojego miejsca. Trzeba go trzymać na rękach lub pod nogami. Nie chciałbym żeby taka historia się powtórzyła i nikomu tego nie życzę - kończy.

Najczęściej czytane w tym tygodniu

Dziś w Poznaniu

Znowu ostrzeżenie przed burzami dla Poznania. Drugiego stopnia!
29℃
19℃
Poziom opadów:
9 mm
Wiatr do:
19 km
Stan powietrza
PM2.5
6.70 μg/m3
Bardzo dobry
Zobacz pogodę na jutro