"Spieszę się, bo dom mi się pali". Nietypowy finał kontroli drogowej w regionie
Kierująca nie kłamała.
W poniedziałek około 11.00 w Borui Kościelnej na terenie powiatu nowotomyskiego policjanci z drogówki prowadzili kontrolę drogową. Ich uwagę zwróciła kobieta kierująca samochodem osobowym, która przekroczyła dopuszczalną prędkość. Zatrzymali ją do kontroli. - Kobieta, wyraźnie zdenerwowana, poinformowała funkcjonariusza, że spieszy się do domu, ponieważ chwilę wcześniej otrzymała telefon od sąsiada. Mężczyzna miał zauważyć dym wydobywający się z okna jej domu i zaalarmował właścicielkę o możliwym pożarze - wyjaśnia podkom. Barbara Sobieszek z nowotomyskiej policji.
Choć policjanci słyszeli w trakcie swojej kariery wiele wymówek spieszących się kierowców, ta informacja okazała się prawdziwa. - Policjant szybko ocenił sytuację i pomógł kobiecie jak najszybciej dotrzeć do miejsca zamieszkania. Po przyjeździe na miejsce nie było już wątpliwości - z domu rzeczywiście wydobywał się dym - dodaje.
Kobieta wraz z policjantem weszła do obiektu, w którym paliła się podłoga jednego z pomieszczeń. - Sprawcą całego zamieszania był promiennik grzewczy przymocowany do drewnianej skrzyni. Zwarcie elektryczne doprowadziło do zapalenia konstrukcji, która doszczętnie spłonęła. Na szczęście ogień nie zdążył przenieść się na znajdujące się obok meble. Gdyby tak się stało, skutki mogłyby być znacznie poważniejsze.
Kobietę po ugaszeniu okna pouczono za przekroczenie prędkości. - Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że był to jeden z tych przypadków, gdy pośpiech miał wyjątkowo mocne uzasadnienie.


