Zebraliśmy najciekawszych myśli z Impactu. Dlaczego tu dokładniej wyciera się prawą rękę?
Gdy przed rokiem wychodziłem po spotkaniu z Barackiem Obamą na Impact (a to było dokładnie rok po spotkaniu z Michelle Obamą), wyczuwało się atmosferę, że jeśli w 2026 roku nie pojawi się Michael Jackson, to "impreza się kończy". Jackson pojawił się tylko w formie zdjęcia porcelanowej figurki "Michael Jackson and Bubbles" wykonanej przez Jeffa Koonsa, jako jedna z ilustracji do rozmowy z nim, a jednak wydarzenie trudno uznać za nieudane. Swoją drogą ta porcelanowa rzeźba Jacksona została sprzedana w 2001 roku za 5,6 mln $, a dziś może być warta i 20 mln $ - tak się skacze.
Światopoglądowo to impreza zwolenników liberalnej demokracji i pośród prelegentów nikt nie myśli inaczej. Ale to nie jest zarzut. Jest tyle kłótni dookoła, że to komfort wysłuchać, co mają do powiedzenia bez krzyku. A poza tym w twardych danych nic nie wskazuje na to, aby istniała lepsza droga. Noblista Daron Acemoglu pokazał czytelne statystyki: państwa stając się demokratycznymi, znacząco się bogacą, a gdy mechanizmy demokratyczne słabną - bogactwo narodu wyraźnie spada. Donald Tusk przytoczył dane, z którymi nam, Polakom, nie sposób polemizować: w 1989 roku PKB Polski wynosiło 70 mld $, dziś przekracza 1 bln $ - wzbogaciliśmy się ponad 14 krotnie dzięki transformacji. A gdybyśmy nie byli częścią wspólnego rynku (co daje nam członkostwo w UE) nasz wzrost gospodarczy byłby dziś o 40% niższy - to już szacunki przytoczone przez Radosława Sikorskiego.
Justin Trudeau twierdzi, że dziś nie mierzymy się z problemem biedy, lecz niesprawiedliwego podziału naszego bogactwa (i to myśl obecna była także w ubiegłorocznym wystąpieniu Baracka Obamy). Łatwo powiedzieć, trudniej to bogactwo podzielić. Swoją drogą Trudeau mówi, że z tą izolacją Putina niekoniecznie jest tak, jak się wydaje - jest przekonany, że nie tylko Donald Trump rozmawia z Putinem, ale także liderzy europejscy zachowują kontakt z Moskwą. Geopolityczni goście zachwycali się zwycięstwem Petera Magyara na Węgrzech i byli zaniepokojeni Trumpem. Poza tym w panelach politycznych słyszeliśmy mniej więcej to, co już znamy.
Jedną z gwiazd konferencji była prawniczka Amal Clooney, która jeszcze zanim została znaną żoną George'a Clooneya, walczyła o wolność dziennikarzy, prawa kobiet i reprezentowała ofiary zbrodni wojennych. To bardzo ciekawa osoba. A jeśli widząc atrakcyjną żonę celebryty, myślisz, że jej zainteresowania mają głębię "walki o delfiny" uczestniczek wyborów miss - nic bardziej mylnego. Ta kobieta, jeszcze zanim poznała George'a, pro bono broniła choćby Nadię Murad, porwaną przez bojowników Państwa Islamskiego, zabito jej matkę i 6 braci, a ją zgwałcono. Rozmowa z Amal zeszła na nieco lżejsze tematy, gdy na scenie - niespodziewanie dla uczestników - dołączył do niej George Clooney. Oczywiście miło się słucha wspomnień o tym, jak się poznali przez wspólnych znajomych, po czym on wysłał jej wiadomość w imieniu swojego psa, twierdząc, że "potrzebuje pomocy".
Bardzo ciekawy był wykład Scotta Gallowaya, profesora NYU Stern School of Business. Temat: kryzys mężczyzn. Dziś 85% samobójców to mężczyźni, 92% osadzonych w zakładach karnych to mężczyźni i ponad 80% bezdomnych to mężczyźni. Kobiety są dziś lepiej wykształcone, silniejsze i szczęśliwsze, a te różnice się pogłębiają. Do tego coraz więcej ludzi jest samotnych. Co radzi profesor? Obniżyć wiek uprawniający do umiarkowanego spożywania alkoholu w USA z 21 do 18 lat. Może 'jedno piwo' (ale nie więcej!) zachęci młodych do "zagadania" kogoś w barze zamiast klikania na Tinderze lub sięgania po pornografię w internecie. Przewrotne? Zapewne, ale skutki samotności być może są dziś gorsze niż wpływ umiarkowanego spożywania alkoholu. Alkohol - oczywiście wyłącznie spożywany w umiarkowanej ilości - pomaga nawiązać pierwszy kontakt, a każde małżeństwo musi zacząć się od pierwszego kontaktu. Badania przytoczone przez Gallowaya pokazują, że ludzie w związkach małżeńskich są szczęśliwsi, a także rzadziej bankrutują niż osoby, które nigdy w małżeństwie nie były.
Za warte odnotowania postrzegam także przemyślenia Joe Schoendorfa z Accel Partners (to inwestor, który dał 19-letniemu Zuckerbergowi pierwsze pieniądze na założenie Facebooka). Mówi, że inwestuje zarówno w USA, jak i w UE, i przeraża go liczba przepisów w naszym regionie. To niby banał, ale podaje konkretny przykład: w USA, gdy startup się nie rozwija, po prostu informuje się pracowników o zamknięciu firmy, wypłaca dwutygodniową odprawę i koniec. W Europie regulacje nie pozwalają na proste zwolnienie pracowników i zamknięcie firmy, więc i znacznie ostrożniej się je zakłada. "Wrogiem innowacji jest regulacja" - twierdzi Schoendorf. Polemizował z nim Martin Wolf, redaktor naczelny "Financial Times", argumentując, że dzięki regulacjom w Europie trudniej jest działać, ale trudno jest też działać "wyjątkowo głupio", co jego zdaniem ma miejsce w państwach sterowanych centralnie, jak dziś USA czy Chiny. Schoendorf wspomniał też spotkanie z Rudym Giulianim (byłym burmistrzem Nowego Jorku, który w 2008 chciał zostać prezydentem USA). Gdy Giuliani zapytał go, co ma zrobić dla Doliny Krzemowej, jeśli zostanie prezydentem, Schoendorf odpowiedział: "Nigdy tu nie przyjeżdżaj, a będąc w Waszyngtonie, nigdy nie rób nic, co wydaje ci się, że może nam pomóc".
Francuska biochemiczka Jessie Inchauspe przestrzegała przed skokami glukozy. Choć to główne paliwo organizmu, jej gwałtowne skoki powodują nadwagę i wahania nastroju (bardzo ciekawy jest mechanizm dlaczego tak się dzieje - polecam poczytanie o tym). Co radzi Inchauspe? Zaczynać posiłek od warzyw - błonnik tworzy w jelitach "filtr", przez który kolejne dania muszą się "przecisnąć", co nawet o połowę spowalnia wyrzut glukozy do organizmu. Doskonały jest też sos winegret - zawarty w nim ocet spowalnia opróżnianie żołądka i pomaga mięśniom szybciej wychwytywać cukier. Po posiłku warto się poruszać, bo mięśnie spalają glukozę. Jeśli nie ma takiej możliwości (wszyscy przecież po lunchu w garniturze idziemy na spotkanie biznesowe), można choćby dyskretnie podnosić kolana pod stołem przez kilka minut.
Kompozytor Jimek w rozmowie z Anją Rubik stwierdził, że AI robi już tak dobre popowe piosenki, iż coraz bardziej interesujące staje się to, co niedoskonałe. Do zachwyconych AI należy też Jeff Koons (ten od figurki Jacksona), który jednak zauważa, że w sztuce, ograniczeniem tej technologii jest brak odczuwania przez nią przyjemności i brak lęku przed śmiercią. Pojawiła się Grażyna Kulczyk, martwiąc się o przyszłość swojej kolekcji. Obecnie wszystkie obiekty wywiozła z Polski do swojego muzeum w Susch w Szwajcarii, ale bardzo chciałaby, aby jakieś polskie miasto - może Poznań lub Warszawa - przejęło kolekcję, zapewniając utrzymanie takiej placówce gdy jej zabraknie.
Na tegorocznej konferencji Impact pojawiły się firmy, których dotąd nie kojarzyliśmy z wydarzeniami "premium" - Biedronka i McDonald's. Biedronka zaproponowała uczestnikom kosze owoców i sałatki, a McDonald's ograniczył stoisko do kawy. Może obecność McDonald's to lekka hipokryzja, bo kto jak nie gigant fast food przyczynił się do plagi otyłości? Z drugiej strony, może hipokryzją jest wytykanie tego, skoro pewnie każdy z nas czasem tam bywa, choć wie, że to niezdrowe. I to byłaby może i puenta relacji z tegorocznej konferencji Impact, ale w toalecie zauważyłem, że po umyciu rąk goście znacznie dokładniej wycierają tu prawą rękę niż lewą. Wiadomo - w końcu zaraz może się tu przydać.


