Tragiczny finał skoku spadochronowego w regionie. Jest oświadczenie organizatora
Przyczyna zdarzenia wciąż jest wyjaśniana.
Do tragedii doszło 1 maja przed południem na lotnisku w Lesznie. "Ze wstępnych ustaleń policjantów wynika, że podczas wykonywania komercyjnych skoków spadochronowych z wysokości 4000 metrów, jeden ze skoczków w trakcie lądowania uderzył o ziemię. Był to 39-letni mieszkaniec powiatu wrocławskiego" - relacjonowała podkom. Monika Żymełka, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Lesznie.
Życia mężczyzny nie udało się uratować.
Dzień po tragedii organizator skoków Strefa Leszno wydał w mediach społecznościowych oświadczenie. "W dniu wczorajszym odbywały się rutynowe skoki spadochronowe z wysokości 4000 m. Pogoda była słoneczna, z lekkim wiatrem około 6 m/s. Można powiedzieć, że były to bardzo dobre warunki do wykonywania skoków. Na lotnisku odbywała się również impreza "Rowerowa Majówka", ale w części dla publiczności i nie stanowiło to zagrożenia dla lądujących skoczków. Po wyrzucie skoczków czwartego wylotu wszystkie spadochrony były poprawnie otwarte. Czterech skoczków wylądowało w wyznaczonym miejscu do lądowania, natomiast jeden ze skoczków podczas lądowania wykonał agresywny zakręt na zbyt małej wysokości, co skutkowało silnym uderzeniem w ziemię. Pogotowie ratunkowe i inne służby były na miejscu zdarzenia około jednej minuty po całym zajściu. Skoczek poniósł śmierć" - poinformował w oświadczeniu Markiz Białecki ze "Strefy Leszno".
"Pragnę poinformować, iż skoczek spadochronowy był doświadczony. Wykonywał swój 1070-ty skok. Sprzęt spadochronowy, na którym skakał, był sprawny i spełniał wszelkie wymagania dotyczące bezpieczeństwa skoków. Chcę również nadmienić, iż całe zdarzenie lotnicze było wynikiem błędu skoczka przy lądowaniu" - dodano.
Po tragicznym zdarzeniu wyjaśnianiem okoliczności wypadku zajęły się policja pod nadzorem prokuratury oraz Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych. Organizator zapewnił też, że współpracuje ze służbami.
