Ptaki są w stanie przetrwać siarczyste mrozy. Sekret tkwi w piórach. Ornitolog z poznańskiego uniwersytetu wyjaśnia niesamowite zjawisko i informuje, jak pomóc ptakom
Prof. Piotr Tryjanowski z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu wyjaśnia, jak to się dzieje, że ptaki potrafią przetrwać siarczyste mrozy, nawet do - 20 stopni Celsjusza.
Profesor Tryjanowski podkreśla, że w Polsce ptaki stosują podobne triki do pingwinów. Ze wszystkich ptaków na Ziemi to właśnie pingwiny są najlepiej przystosowane do ekstremalnych temperatur, osiągających nawet -60 C - Sekretem ich sukcesu jest unikalny system krążenia krwi w kończynach, tzw. rete mirabile (sieć cudowna). Ciepła krew tętnicza oddaje ciepło zimnej krwi żylnej wracającej do serca, dzięki czemu minimalizuje się utrata ciepła, a stopy pozostają zimne, ale nie zamarzają. Gęste, natłuszczone pióra tworzą niemal idealną izolację wodoodporną, a gruba warstwa tłuszczu pod skórą działa jak naturalny kombinezon termiczny - wyjaśnia prof. Tryjanowski.
W Polsce ptaki również potrafią na podobnych zasadach przetrwać siarczyste mrozy. Jak tłumaczy prof. Tryjanowski, pióra, a zwłaszcza puch podkonturówkowy, gdzie uwięzione jest powietrze działa jak termos. Ptaki natłuszczają je wydzieliną z gruczołu kuprowego, co chroni przed wilgocią i mrozem. W ekstremalnych warunkach sikory, wróble czy mysikróliki tulą się do siebie w dziuplach, krzakach czy szczelinach.
- Sikory bogatki w jednej dziupli mogą obniżyć nocną utratę ciepła nawet o 30-40 %. Inne gatunki, jak gile, jemiołuszki czy czeczotki, przylatują do nas z północy i traktują polską zimę jako "ciepłe południe", siedzą na oszronionych jarzębinach i dodają kolorytu szaremu krajobrazowi - informuje prof. Tryjanowski.
Profesor zwraca również uwagę na fakt, że ptaki oczywiście odczuwają zimno, mimo doskonałej osłony termicznej - Odczuwają zimno, podobnie jak my, dzięki receptorom termicznym w skórze i dziobie. Ich metabolizm jest jednak znacznie szybszy, temperatura ciała wynosi 40-42 C, co daje im spory zapas.
Okazuje się, że ostatnie, w miarę łagodne zimy, spowodowały, że niektóre ptaki przestały odlatywać z Polski do ciepłych krajów. Gdy nagle przychodzi klasyczna, siarczysta zima sprzed kilkudziesięciu lat, część z tych "nowych osiadłych" populacji może znaleźć się w trudniejszej sytuacji niż ich przodkowie/migranci.
- To ważna lekcja. Przyroda nie lubi jednostronnych założeń. To, co przez dekady było korzystne, w ekstremalnych odstępstwach może stać się pułapką. Jak możemy pomóc? Najprostsze i najbardziej skuteczne to: dobrze założyć karmnik (słonecznik, łuskany owies, orzechy, niesolone łój), nie dokarmiać chlebem, nie niszczyć zadrzewień i krzewów owocowych. Ptaki, to doskonały barometr stanu środowiska, a ich los w dużej mierze zależy właśnie od nas - radzi prof. Tryjanowski.


