Reklama
Reklama

Pomysł anarchistów na budżet Poznania

Poznańscy anarchiści chcą współtworzyć kasę miasta. Domagają się rewolucji w sposobie uchwalania budżetu na 2011 r. Ich propozycja to "budżet partycypacyjny", konstruowany na drodze demokratycznej dyskusji, w której każdy mieszkaniec miasta może zadecydować o przeznaczeniu części publicznej kasy. Pomysł pochodzi z Porto Alegre.

Wieść o zorganizowaniu w ubiegły czwartek na squocie Rozbrat "debaty budżetowej" wywołała w redakcji Epoznan.pl lekkie zakłopotanie. "To anarchiści dyskutują o pieniądzach?!" - rozbrzmiało pytanie. "No tak, przecież to poznańscy anarchiści!" - rzucił szybko ktoś inny. Dowiedzieliśmy się, że środowiska związane z Rozbratem, Federacją Anarchistyczną i Inicjatywą Pracowniczą interesują się sposobem tworzenia poznańskiego budżetu nie od dziś.

Na zmiany w kasie miasta na 2010 r. jest już w zasadzie za późno. 24 listopada na sesji Rady Miasta odbyło się pierwsze czytanie projektu. Obywatelskie wnioski do budżetu można było składać do połowy września. Teraz mają do tego prawo jedynie radni, ich kluby i komisje Rady Miasta. 22 grudnia budżet musi być przyjęty. Jako, że w przyszłym roku Poznań ma się mocno zadłużyć i dokonać bolesnych cięć wydatków, nie jest to najszczęśliwszy moment na lobbowanie w komisjach za rewolucyjnymi pomysłami.

- Chodzi nam o poważne konsultacje społeczne przed uchwalaniem budżetu miasta na 2011 r. Przy okazji prac nad tegorocznym chcemy po prostu wykazywać wynikłe absurdy i przedstawić inne spojrzenie na wydatki. - powiedział dla Epoznan.pl związany z Rozbratem Jarosław Urbański, lider związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza. Środowiska związane z Rozbratem chcą prowadzić główną kampanię społeczną na rzecz budżetu partycypacyjnego w nadchodzącym roku wyborczym. Jarosław Urbański zastrzegł, że ludzie związani z Rozbratem nie utworzą ruchu politycznego. Anarchiści wciąż nie chcą brać udziału we władzy, ale będą ostro krytykować. Przede wszystkim zadłużenie miasta i wydatki na Euro 2012 kosztem polityk społecznych. - Jeżeli budżet się załamie i spadną dochody, a sytuacja w wielu krajach pokazuje, że to się zdarza, obetną pieniądze nauczycielom. Wydatki na infrastrukturę są sztywne, drogi są już budowane. (...) Transport publiczny traci pasażerów, ale chcą nadal podwyższać ceny biletów. (...) Budżet na 2010 r. nie bierze pod uwagę wszystkich możliwych wydatków na zwolnionych ze spółek Cegielskiego. - wyliczał Jarosław Urbański.

Budżet partycypacyjny to rozwiązanie wypróbowane m.in. w Mekce alterglobalistów, brazylijskim Porto Alegre. Powstaje na drodze szerokiej publicznej debaty, w której każdy mieszkaniec ma realny wpływ na sposób wydania części publicznych pieniędzy. Konsultacje zaczynają się od przedstawienia priorytetów budżetowych opinii publicznej. Debacie i głosowaniu nad priorytetowymi wydatkami zwykle służą lokalne zgromadzenia. Najpopularniejsze projekty zyskują odpowiednią liczbę punktów, szeregujących je w hierarchii ważności. Zgromadzenia korzystają z technicznego wsparcia władz miasta. W Porto Alegre, po ustaleniu przez nie priorytetów, zasiadający w nich delegaci wybierają przedstawicieli do Rady Budżetu Partycypacyjnego, uchwalającej budżet miasta. Proces dyskusji powtarza się co roku. - W tej chwili obowiązujący w Poznaniu system nie jest partycypacyjny, tylko technokratyczny i biurokratyczny. (...) Urzędnicy nie mają wyczucia społecznego. - twierdzi Jarosław Urbański. Budżetowi partycypacyjnemu poświęcona jest m.in. książka Rafała Górkskiego "Bez Państwa".

Na czwartkowej "debacie budżetowej" na Rozbracie była także obecna Arleta Matuszewska, prezes Stowarzyszenia "My Poznaniacy", jednego z głośniejszych krytyków polityki władz miasta. Spytaliśmy ją, jak w praktyce miałoby wyglądać wciągnięcie mieszkańców w proces decyzyjny. - Widzimy możliwość partycypacji społecznej w ustalaniu budżetu. (...) Chodzi o to, by głosy społeczeństwa dotyczące budżetu były słuchane, a jakich narzędzi do tego użyć, to jeszcze trzeba wypracować. - mówiła dla Epoznan.pl. Arleta Matuszewska zwróciła uwagę, że w stolicy Wielkopolski jest kilkadziesiąt organizacji pozarządowych. - Może zacząć od spotkań tych stowarzyszeń w celu utworzenia bazy potrzeb poznaniaków? Warto też dyskutować z radami osiedli. - powiedziała prezes "My Poznaniacy".

Organizacje społeczne żalą się, że ich głos wyrażany podczas konsultacji społecznych jest często pomijany przy podejmowaniu decyzji przez polityków. Spytaliśmy Przewodniczącego Komisji Budżetu i Finansów oraz Rozwoju Gospodarczego, radnego PO Wojciecha Majchrzyckiego, czy da się jakoś sztywniej powiązać proces tworzenia budżetu z wolą tych organizacji. - W sprawie budżetu nawet głos radnych nie jest obligatoryjny. Żaden z radnych nie może pewnych rzeczy przeforsować lub zablokować. (...) Budżet jest na tyle złożonym dokumentem, że tu nie może być dowolności. Nawet w przypadku najlepszych pomysłów. Musi być zbilansowany. - odpowiedział Wojciech Majchrzycki.

Pomysł budżetu partycypacyjnego dla Poznania w samym środowisku anarchistów jest wciąż dyskutowany. Co z niego wyniknie i w jaki sposób Rozbrat będzie chciał dotrzeć z nim do poznaniaków, mamy się dowiedzieć już wiosną.

Reklama

Najczęściej czytane w tym tygodniu

Dziś w Poznaniu

17℃
11℃
Poziom opadów:
0.1 mm
Wiatr do:
11 km
Stan powietrza
PM2.5
15.69 μg/m3
Dobry
Zobacz pogodę na jutro