Reklama
Reklama

Seryjny morderca spod Sierakowa o dziwnych skłonnościach seksualnych. Przypominamy historię sprzed 41 lat

Dom mordercy | fot. Jan Chojnacki, Ciemna Strona Poznania

Zakazany romans

Lata siedemdziesiąte. Józef Pluta to spokojny niczym niewyróżniający się mieszkaniec wsi Marianowo nieopodal Sierakowa. Ma żonę oraz piątkę dzieci. Najmłodsze w wieku trzech lat. Aby utrzymać siebie i swoją rodzinę, pracuje jako robotnik leśny. Mówi się, że był przystojnym i dobrze zbudowanym mężczyzną, przez co podobał się wielu kobietom. Pluta miał jednak 'inne preferencje'.

Aniela B. była sąsiadką Pluty. Wieczorem, 27 lutego 1973 wyszła z domu, by jeszcze przed snem skorzystać z zewnętrznej toalety, sławojki. W drodze do drewnianej budki usłyszała jednak niepokojące głosy dochodzące z obory. Postanowiła to sprawdzić. Uchylając drzwi od budynku gospodarczego, ujrzała scenę, której z pewnością się nie spodziewała. Na gorącym uczynku przyłapała Józefa na współżyciu z jedną z owiec. Na swoje nieszczęście kobieta zaczęła grozić Plucie, że o całym zdarzeniu poinformuje mieszkańców wsi. Józef w obawie przed ujawnieniem jego zboczonych zapędów postanowił działać. Tego wieczora w Marianowie narodziła się bestia, której w późniejszych latach obawiała się cała Wielkopolska.

Narodziny bestii

Józef pod wpływem impulsu postanawia zabić Anielę. Kobieta w pierwszej kolejności zostaje uderzona w głowę tępym przedmiotem, a następnie uduszona przez sprawcę gołymi rękoma. Morderca musiał pozbyć się zwłok. Zaciąga ciało do pobliskiego brzegu Warty i wrzuca je w głęboki nurt rzeki. Józef, cały rozemocjonowany wraca do domu. Kładzie się do łóżka i próbuje zasnąć. Jest to jego ostatnia noc w tym domu.

Mąż Anieli zaniepokojony długą nieobecnością małżonki postanawia wyjść z domu i ją odszukać. Tuż przed oborą, na świeżym śniegu odnajduje ślady po niedawnej szamotaninie. Trop ciągniętego ciała prowadzi do rzeki.

Po przybyciu milicji sprawy toczą się błyskawicznie. Michał Larek, autor podcastu Zabójcze opowieści - "Józef Pluta. Wampir z Marianowa", szczegółowo opisuje proces dedukcyjny funkcjonariuszy. Pluta jest ich pierwszym podejrzanym w sprawie. Udają się do jego domu, gdzie na strychu odnajdują przemoczone buty. Domniemany dowód tego, że Pluta musiał wejść do Warty wraz ze zwłokami, by ułatwić im szybszy spływ razem z nurtem rzeki. Po odnalezieniu butów, u Józefa dochodzi do załamania. Przyznaje się on do winy i ze szczegółami opisuje, jak doszło do morderstwa. Za ten czyn Pluta zostaje skazany przez Sąd Wojewódzki w Poznaniu na karę 12 lat pozbawienia wolności.

Epizod szpitalny

Pluta jest jednak sprytny. W czasie pobytu w więzieniu udaje psychicznie chorego. Dzięki jego działaniom po dwóch latach ciężkiego pobytu za kratami (jako seksualny degenerat był gnębiony przez współwięźniów), trafia na pewien czas na obserwację do szpitala psychiatrycznego w Obrzycach. Placówka jest istnym wybawieniem dla Pluty.

Józef bardzo szybko zdobywa zaufanie personelu. Po krótkim czasie ma na tyle dużo swobody, że może bez najmniejszego problemu opuszczać mury zakładu na weekend, znikać bez słowa i wracać po kilku dniach nieobecności. W późniejszym czasie psychiatra, który sprawuje nad nim nadzór, postanawia wykorzystać ciesielskie umiejętności Józefa. Wykorzystuje go jako darmową siłę roboczą przy budowie swojego domu w Suchym Lesie pod Poznaniem. Do końca roku 1977, czas mija Plucie wręcz beztrosko. W szpitalu jest rozpieszczany przez personel, a w czasie budowy domu lekarza nocuje i stołuje się u swojego gospodarza, przy okazji poznając okolicę i sąsiadów.

Pech sprawia, że sielankowe życie Józefa kończy się w roku 1979. Lekarz informuje podopiecznego, że czas jego pobytu w szpitalu dobiega końca i niebawem morderca będzie musiał powrócić do więzienia, by dokończyć tam swój wyrok. Józef, mając w pamięci prześladowania w zakładzie karnym, nie chce wracać za kraty. Postanawia uciec.

Siekierezada

W nocy z 9 na 10 września 1979 roku Pluta ucieka ze szpitala i udaje się w swoje rodzinne strony. Następnego dnia wieczorem dociera do miejscowości Pąchy, małej osady w głębi lasu, gdzie nawet dzisiaj trudno o zasięg sieci komórkowej.

Niewielkie gospodarstwo zamieszkuje tutaj Teresa S. wraz z rodziną. Józef poznał kobietę jeszcze w czasie swojego pobytu w szpitalu. Adres jej domu odnaleziono w notesie, który Pluta miał zawsze ze sobą. Rodzina, nieświadoma zagrożenia przyjmuje mordercę pod swój dach. Spożywają wspólną kolację.

Do dzisiaj nieznana jest przyczyna, "iskra zapalna", która uruchomiła dalszy ciąg nieszczęśliwych zdarzeń mających miejsce tego wieczora. Znane są jednak skutki.

Następnego ranka, Teresę S. milicja odnalazła w kuchni. Nawet dla funkcjonariuszy widok był przerażający. Kobieta na swoim ciele posiadała liczne rany rąbane, a jej głowa została zmasakrowana. To nie było jednak jedyne znalezisko milicjantów. W pokoju obok znajdowały się kolejne dwa ciała. Męża Teresy, Jana oraz ich trzynastoletniej córki. Z opisu miejsca zbrodni dowiedzieć możemy się, że nawet śledczy nie mieli okazji spotkać się do tej pory z tak brutalnym zabójstwem. Ślady krwi oraz pierza z poduszek były obecne dosłownie wszędzie. Nawet na suficie. Według późniejszych ustaleń milicji, Pluta po zamordowaniu mężczyzny oraz córki, zgwałcił dziewczynkę. Na koniec Józef udał się do stodoły. W czasie okrutnego morderstwa przebywał tam niczego nieświadomy senior rodziny - Wojciech J. Pluta przy pomocy siekiery ciesielskiej rozpołowił czaszkę osiemdziesięciolatka.

W czasie mojej wizyty na miejscu zdarzenia i po rozmowie z sąsiadami udało mi się ustalić, że nie był to koniec tragicznych wydarzeń związanych z tym domem. Najstarszy syn małżeństwa, w we wrześniu 1979 roku przebywał w wojsku. Po zwolnieniu ze służby powrócił do domu rodzinnego i zamieszkał w nim. Zamknięty między czterema ścianami, w miejscu, gdzie zginęła cała jego rodzina, po upływie dwóch lat popadł w depresję i postanowił odebrać sobie życie.

Widmo strachu nad Wielkopolską

Wiadomości o przerażającym morderstwie szybko dotarła do mediów. Sprawa nabierała rozgłosu. I tym razem organy ścigania nie pozostawały w tyle. Trzynastego września został wystawiony i opublikowany list gończy za Józefem Plutą. Prasa okrzyknęła mordercę mianem Wampira z Marianowa. Spirala strachu nakręcała się, a wokół Pluty zaczęły narastać coraz to nowsze legendy. Jako wieloletni pracownik leśny dobrze znał teren i potrafił skutecznie się ukrywać. Ten fakt był przyczynkiem do powstania teorii, jakoby Pluta był komandosem z wojskowym przeszkoleniem. Potrafił świetnie władać nożem i był skłonny zabić każdą osobę, która stanęła mu na drodze.

Psychoza wśród mieszkańców województw Zielonogórskiego, Gorzowskiego i Wielkopolskiego sięgnęła zenitu, gdy publicznie poinformowano o dokonaniu kolejnej zbrodni. Pod koniec października Pluta dotarł do Suchego Lasu. W nocy zakradł się do sąsiadów lekarza, u którego pracował wcześniej przy budowie domu. Doszło tam do kolejnej krwawej rzeźni przy pomocy siekierki, którą Pluta tak wprawnie się posługiwał. Zmarła jedna osoba. Pozostałe trzy ofiary z ciężkimi obrażeniami trafiły do szpitala, jedna z nich zmarła w szpitalu.

Nie było dnia bez doniesień, że ktoś zaobserwował Plutę. Widywano go w okolicach Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego (tak powstała teoria jakoby Wampir przez jakiś czas ukrywał się w systemach umocnień), pojawiał się w wioskach, skąd wykradał pożywienie oraz mleko.

Ludzie się bali. Po zmroku ulice pustoszały, a dzieci straszono wierszykami o mordercy z siekierą. Nikt nie mógł czuć się bezpiecznie, gdyż Wampir mógł pojawić się w każdym miejscu o każdej porze. Milicyjne komunikaty w radiu i telewizji ukazywały się niemal cały dzień.

Obława zakończona śmiercią

W końcu nadszedł moment, gdy los odwrócił się od Pluty. Dnia 29 października 1979 roku trzech rolników zauważyło Wampira na skraju zagajnika tuż przy miejscowości Karna. Natychmiast powiadomiono milicję. Rozpoczęła się obława. Funkcjonariusze MO wraz z oddziałami ZOMO oraz miejscowymi rolnikami uzbrojonymi w siekiery i widły otoczyli las. Pętla wokół ukrywającego się Pluty zacisnęła się ciasno.

Wampira ukrywającego się w koronach drzew dostrzegł jeden z milicjantów. Wymierzył w jego kierunku broń i kazał zejść, lecz ten nie reagował. Spróbowano wejść na sąsiednie drzewo i strącić w jakiś sposób Józefa na ziemie, jednak plotka o tym, że Pluta świetnie rzuca nożem, kazała wszystkim zachowywać szczególną ostrożność. W końcu postanowiono ściąć drzewo wraz z mężczyzną siedzącym na jego czubku.

Pluta wiedział, że to koniec. Nie chciał wrócić do więzienia. Oficjalny raport mówi o tym, że Wampir postanowił sam odebrać sobie życie, wieszając się przy pomocy rzemienia na gałęzi, na której się ukrywał. Skórzany rzemień nie utrzymał jednak wagi ciała, zerwał się, powodując upadek Pluty z wysokości. Józef zmarł z powodu obrażeń czaszki, roztrzaskując ją przy zderzeniu z ziemią.

Jest też inna teoria. Według niektórych, funkcjonariusze i rolnicy dokonali samosądu na Plucie, a następnie upozorowali samobójstwo mordercy.

Niezależnie od tego, w jaki osób zginął Pluta, jego historia kończy się tragicznie. Mimo że od wydarzeń z jesieni 1979 roku dzieli nas równo 41 lat, to legenda Wampira z Marianowa nadal pozostaje żywa wśród wielu mieszkańców województwa wielkopolskiego i lubuskiego.

Reklama

Najczęściej czytane w tym tygodniu

Dziś w Poznaniu

17℃
12℃
Poziom opadów:
0.5 mm
Wiatr do:
12 km
Stan powietrza
PM2.5
25.82 μg/m3
Dobry
Zobacz pogodę na jutro