blog background
 
Krzysztof Mączkowski: Ezoteryczny Poznań
kultura, społeczeństwo, środowisko
metka_epoznan
Imponujący Nowy Jork
ok
4
not ok
0
liczba odsłon: 245

Jeden z moich serdecznych znajomych, gdy ujrzał w moich rękach prawie tysiącstronicową opowieść o Nowym Jorku, poprosił o czterdziestostronicową recenzję, uznając, że mu to w zupełności wystarczy.

„Nowy Jork” Edwarda Rutherfurda ma w rzeczywistości stron 980 i rzeczywiście jest dziełem imponującym, nie tylko z tego powodu. To książka, która opisuje setki lat miasta, które rodziło się i tworzyło wraz z kolejnymi falami imigrantów przybywających do Ameryki lata temu. Nowy Jork wyłaniający się z kart książki to miasto wielkich wzlotów i wielkich  upadków, przez które przechodziły gwałtowne wichry historii. Wraz z historią Nowego Jorku książka opowiada o równie gwałtownych losach rodzin Masterów, Van Dycków, Kellerów, O’Donellów i wielu, wielu innych.

Niewątpliwym walorem książki jest wpisanie powieści w ramy historii miasta, albo – jak kto woli – wpisanie historii miasta w formułę powieści – oba światy przewijają się i wspaniale uzupełniają i wzbogacają. To historia nie tylko opisywanych rodzin, osób fikcyjnych i postaci historycznych, nie tylko miasta będącego historycznie w rękach Holendrów, Anglików, Francuzów, Amerykanów; to nie tylko kawał historii Stanów Zjednoczonych – wszak Wschodnie Wybrzeże jest zalążkiem amerykańskiego państwa – ale także cząstka historii świata. Na historii Nowego Jorku odbijały się wszelkie światowe konflikty, ustalenia i decyzje, które zapadały na dalekich królewskich dworach.

Była to nie tylko historia polityki i wojen, ale i historia myśli, mód, obyczajów, zwyczajów i zmian w kulturach poszczególnych nacji – wszystkie one stanowią dziś o wielkości Nowego Jorku. I wszystko to zostało wplecione w karty tej niezwykłej powieści. Historia miasta, jak wspomniałem, jest opisywana przez pryzmat losów opisywanych rodzin – historia znacząca, wspaniała, ale i jednocześnie tragiczna i obfitująca w nieszczęścia.

Przez „Nowy Jork” przewijają się bunty i powstania, walki i wojny, rasizm, nietolerancja, nienawiść i zawiść, antysemityzm, ale jednocześnie i miłość, i wielkie i wspaniałe odruchy serca, serdeczność, przyjaźń, lojalność, idee napędzające ludzkość do rozwoju. W „Nowym Jorku” słychać strzały muszkietów i karabinów, odgłosy wojen francusko-angielskich, angielsko-amerykańskich, ale czuć żar wielkich pożarów miasta, cienie wznoszonych wieżowców i widać ogrom przebudowywanych dzielnic.

Wydawałoby się, że zamysł połączenia losów kilku rodzin z dynamiczną historią miasta jest karkołomny, że któryś z tych wątków wypadnie nienaturalnie, zabrzmi fałszywie, sztucznie. Nie znam innych książek Rutherfurda, ale to, co zrobił w „Nowym Jorku” zasługuje na najwyższe uznanie. Powieść wciąga od pierwszych stron i stres związany ze zmierzeniem się z potężną księgą szybko mija.

Czytelnik poddaje się leniwemu spływowi canoe na pierwszych stronach książki i wciąga się w treść coraz bardziej. Z czasem biegnie ulicami Nowego Jorku z ludźmi buntującymi się wobec władzy królewskiej, stoi przerażony widokiem spadających ludzi z World Trade Center, zamyśla się nad sporami politycznymi członków poszczególnych rodzin i zastanawia się jak on zareagowałby w tamtych czasach i wobec takich wyzwań.

Mimo 980 stron książka nie nudzi ani stronę, w żadnym momencie nie pojawia się pokusa przerzucenia kilku stron bliżej końca – każda prezentowana historia wciąga bardzo mocno.

Historia Nowego Jorku to wielkie znaczące postaci historyczne, ale to rzesze anonimowych z europejskiego punktu widzenia fabrykantów, myśliwych, kupców, urzędników, pisarzy, żołnierzy i myślicieli. Wszytko to zostało ujęte pięknym językiem Edwarda Rutherfurda, który nie zniża lotu ani przez chwilę. Mój zachwyt nad tą książka to też zapewne zasługa Elżbiety Smoleńskiej, która tę książkę przetłumaczyła zachowując jej przepiękny obraz.

W „Nowym Jorku” pojawia się od samego początku motyw indiańskiego wampumu, choć absolutnie nie dominuje w powieści. Jego „obecność” przejawia się dyskretnie, ale wspaniale łączy losy bohaterów opowieści. Nie jest to jednak opowieść o Indianach, choć są obecni na kartach książki jako dumni władcy krainy przed przybyciem Europejczyków, ale i Mohawkowie, legendarni budowniczy XX-wiecznych wysokościowców w mieście.

W swoich literackich wędrówkach po Ameryce zazwyczaj dość konsekwentnie omijałem Wschodnie Wybrzeże, jak i sam Nowy Jork. Znacznie lepiej czułem się na Równinach, w Pasie Kukurydzy, na Środkowych Zachodzie, czy lasach Kanady. I nie pamiętam co dokładnie skłoniło mnie do sięgnięcia po „Nowy Jork”. Może to było kilka stron przejrzanych na dworcu kolejowym w Warszawie, a może jakaś miła recenzja lub zapowiedź. Nie pamiętam, ale w żadnej mierze nie żałuję tego, że zdecydowałem się przemierzać rzeki, mokradła, ulice Nowego Amsterdamu, który z czasem stał się Nowym Jorkiem – od 1664 r. po atak na wieże WTC w 2001 r.

Czytanie „Nowego Jorku” zajęło mi miesiąc, wpadałem w czytelniczy ciąg, który codziennie kończył się o 2. – 3. w nocy. Czym bliżej końca książki byłem, tym bardziej żałowałem, że opowieść ta nie ma dwóch lub więcej tysięcy stron albo kilku tomów.

Teraz, po książce Rutherfurda, nabrałem ochoty, by naocznie przyjrzeć się angielskim, holenderskim, ale i indiańskim śladom Nowego Jorku. Rutherfurd wzbudził we mnie ciepłe uczucie do miasta, które w swoich planach – bo mam nadzieję, że kiedyś do Ameryki zawitam – dość konsekwentnie pomijałem. Teraz wiem, że muszę wziąć i tę opcję pod uwagę. 

Na kartach „Nowego Jorku” odbija się duch „wielkiej Ameryki”, widać przywiązanie bohaterów do „swojego miasta” niezależnie od narodowości, przebija duma z historii kraju, który wielkość Nowego Jorku wzmocnił.

Drogi Marku, że odwołam się do przyjaciela wspomnianego na początku, nie tylko nie napiszę czterdziestostronicowej recenzji, ale będę próbował Cię zachęcić do przeczytania książki w całości.

 

Edward Rutherfurd

Nowy Jork. Powieść

Wydawnictwo Czarna Owca, 2015

 

 

 

 

WASZE KOMENTARZE
Autor bloga wyłączył możliwość komentowania tego wpisu
avatar
KRZYSZTOF MĄCZKOWSKI
kmaczkowski.epoznan.pl
RSSsend_message
ARCHIWUM WPISÓW
Smród (wielko)polski (7 lis 2017)
Wyspa Żółwia (3 lis 2017)
Dennis Banks z dalekiego ludu Anishinabe 1937 - 2017 (31 paź 2017)
Mówisz, że dasz sobie radę sam...? (27 wrz 2017)
Zabić nienawiść w sobie (29 sie 2017)
Jerzyki, miejskie ptaki (18 lip 2017)
Wizjonerzy z Sieci (30 maj 2017)
Sienkiewicz po amerykańsku... (26 maj 2017)
Woda jest życiem (23 maj 2017)
Unia Europejska jako jedno wielkie "merde" (19 maj 2017)
Eco-szydera (12 maj 2017)
Tango na prerii (9 maj 2017)
Byliśmy głupi (5 maj 2017)
Wspólne "święta majowe"? (2 maj 2017)
Nadzieja, Początek i Nowa Droga (21 kwi 2017)
Dezercja nauki i kultury ze swej misji (18 kwi 2017)
Wczoraj. Dziś. Jutro. (7 kwi 2017)
Nie dewastujmy Starego Miasta w Poznaniu i Puszczy Białowieskiej! (24 mar 2017)
Dwie narracje dwóch społeczeństw (21 mar 2017)
Nie będą drzewa pluć nam w twarz! (14 mar 2017)
Jak się zachować w Dzień Kobiet? :) (8 mar 2017)
Każde życie jest święte (3 mar 2017)
Postanowienie noworoczne 2017 (2 sty 2017)
Pokój trwał tylko chwilę (27 gru 2016)
Poznań bez smogu. Czy to możliwe? (23 lis 2016)
Dramat Obozu Świętej Skały (5 lis 2016)
Za ciasne gacie deweloperów (25 paź 2016)
Ile rezygnacji w "spotkaniach bez przyszłości", a ile nadziei? (21 paź 2016)
Środowisko i zdrowie - naczynia połączone (20 wrz 2016)
Dziedzictwo Sierpnia'80 (1 wrz 2016)
Zazdroszczę poetom... (9 sie 2016)
Świat po Nienackim istnieje (8 lip 2016)
60. rocznica Poznańskiego Czerwca'56. Antylekcja patriotyzmu (1 lip 2016)
Poznań był pierwszy... (28 cze 2016)
Mój 4 czerwca 1989 (3 cze 2016)
Ślepe ścieżki edukacji ekologicznej (20 maj 2016)
Była rzeka, nie ma rzeki... I nadal jej nie ma... (27 kwi 2016)
Prosty wybór (19 kwi 2016)
Gdzie ten Chrzest??? (16 kwi 2016)
Dwanaście srok za ogon (12 kwi 2016)
Imponujący Nowy Jork (31 mar 2016)
Ech, cywilizacja schodzi na psy ... (29 mar 2016)
Historii nie oszukamy... (25 mar 2016)
Była rzeka, nie ma rzeki... (22 mar 2016)
"Oj, Poznań, Poznań, ja was nie poznaję!" (16 mar 2016)
Nie ma wspólnoty... (12 mar 2016)
Do czego służy las? (1 mar 2016)
Jak nie kochać książek? (23 lut 2016)
Niewolnicze gnomy elektroniki (16 lut 2016)
Ekologia też czeka na dobrą zmianę (12 lut 2016)
Woda (5 lut 2016)
Przekleństwo XXI wieku (2 lut 2016)
Miasto, ciekawostka ... przyrodnicza (12 sty 2016)
Dobrego Nowego Roku! (5 sty 2016)
Czas pamięci o masakrze nad Wounded Knee (29 gru 2015)
Krytycznie o blogach książkowych (15 gru 2015)
Jeśli dokarmiać, to mądrze (11 gru 2015)
Bardziej znani Komancze (3 gru 2015)
Polityka jak narkotyk (1 gru 2015)
Nowe wyzwania w ochronie środowiska (13 lis 2015)
Biało-czerwono-brunatna (10 lis 2015)
Po opadnięciu bitewnego kurzu ... (3 lis 2015)
Papieskie "TAK" dla Ziemi (11 wrz 2015)
Święto demokracji? Wolne żarty... (7 wrz 2015)
Piszę do Was, ludzie "Solidarności"...! (28 sie 2015)
Detroit - przestroga dla polskich miast. (25 sie 2015)
Cały świat się chwali, a my...? (21 sie 2015)
Specjaliści od Syryjczyków (28 lip 2015)
Polskie psucia (21 lip 2015)
Boso, na palcach i w jeden dzień (17 lip 2015)
"Przyroda nigdy nie zawiedzie ludu, który ochrania jej pierwotne piękno" (14 lip 2015)
Gorzka Tequila (10 lip 2015)
Rude jest złote (7 lip 2015)
Kultura ma się dobrze (24 cze 2015)
Szybkość i hałas (12 cze 2015)
Racja PiS i racja PO (26 maj 2015)
Trujemy się sami... (19 maj 2015)
"Polska A", "Polska B" i inne bzdury (12 maj 2015)
Powoli tracę cierpliwość... (6 maj 2015)
Chcecie naprawy Rzeczypospolitej? (29 kwi 2015)
Miasto jako przestrzeń przyrodnicza. (7 kwi 2015)
Miasta (31 mar 2015)
Grabaż 30 - Grabaż 50 (16 mar 2015)
Sprawa odkrywki wymaga szybkich decyzji (19 lut 2015)
Poznań zamknięty (20 sty 2015)
Trudne sąsiedztwo (5 sty 2015)
Niezwykłości wpadające z drzwiami bez pukania… (2 sty 2015)
Dlaczego należy pamiętać o masakrze w Wounded Knee? (29 gru 2014)
Piszczące Piszczele w Pidżamie Porno (19 gru 2014)
Popadłem w nałóg. Poważka. (16 gru 2014)
Umarł król, niech żyje król (11 gru 2014)
Czy Pan Samochodzik jest drewniany? (4 gru 2014)
W Poznaniu przeciąg zmian (1 gru 2014)
Ekologiczne priorytety dla Poznania 2014-2018 (28 lis 2014)
Yamato. Bicie serca Matki Ziemi. (25 lis 2014)
Polska śmierdzi... (21 lis 2014)
Poznański poligon samorządowy (18 lis 2014)
Przybieżeli do Betlejem Maria Czubaszek, Nergal i szefostwo Empiku (14 lis 2014)
O indiańskim bieganiu - rozmowa (3 lis 2014)
Popatrz w niebo! (29 paź 2014)
Po co ta ekologia? (17 wrz 2014)
Książki, które ... (13 wrz 2014)
Szarości i kolory Pine Ridge (19 sie 2014)
Indiańska droga po asfalcie (14 sie 2014)
Czy "oszołom" może być partnerem? (23 lip 2014)
Tymona Tymańskiego AD HD (18 lip 2014)
O Macieju, co rozmawiać potrafi... (11 lip 2014)
Jak nie zmienić wakacji w koszmar (1 lip 2014)
Dwa zdziwienia (24 cze 2014)
Shakin' Stevens vs. Limahl (13 cze 2014)
Zamieszanie wokół "deklaracji wiary" (10 cze 2014)
Nie zapominajmy o dziedzictwie "Solidarności" (3 cze 2014)
Eurowybory jako casting do kiepskiego kabaretu (23 maj 2014)
Polscy (i poznańscy) indianiści (22 kwi 2014)
Śmieci w mediach (4 mar 2014)
Jestem Polakiem i kocham polską przyrodę (6 lut 2014)
Dziękuję! (31 sty 2014)
No uśmiechnij się...! (24 sty 2014)
Poznańska wojna o Studium (10 sty 2014)
Nie ma wolności bez czytania (3 sty 2014)
Dobrego i pięknego Nowego Roku 2014 (31 gru 2013)
Pamięć o Wounded Knee nadal krwawi... (29 gru 2013)
10 procent (28 gru 2013)
Bóg się rodzi, a ludzie klną na korki... (23 gru 2013)
Opowiadanie kolejowe (17 gru 2013)
Potrzebny nowy okrągły stół odpadowy (26 lis 2013)
Tragedia lekceważeniem pisana (19 lis 2013)
Krótki przewodnik po wielkopolskim funduszu ochrony środowiska (13 wrz 2013)
Do nadwiślańskich i nadwarciańskich kowbojów (20 sie 2013)
Ekologia to nie wstecznictwo (13 sie 2013)
Klimatyczny szczyt prowokacji (9 sie 2013)
Indiańskie PowWow to też ... polska tradycja (2 sie 2013)
Szaj szubidu szaj szubidu szaj ............ (19 lip 2013)
A na plaży w dzień plażowy... (16 lip 2013)
Pedofil w "Głosie" (18 cze 2013)
Dobry czas na obserwacje ptaków. Z pomocą "Ptaków" Collinsa (12 cze 2013)
Kościół kontra Poznań. O co tym razem? (31 maj 2013)
Jacy są Poznaniacy? W odpowiedzi Wojciechowi Krukowi (24 maj 2013)
Wydane w Poznaniu: Oczy Wuja Sama (21 maj 2013)
Jeszcze raz o gospodarce odpadami (16 maj 2013)
Gospodarka odpadami kosztuje. Jak wszystko. (13 maj 2013)
Warta Poznania warta (9 maj 2013)
Dzień dobry Poznaniu! (8 maj 2013)
Zdjęcie: Sebastian Urbański