blog background
 
kokojumbo: Pieskim okiem
poznań, polska, polityka, studenci, uniwersytet, felieton, ciekawostki, wydarzenia
metka_epoznan
Zmartwychwstanie
ok
7
not ok
6
liczba odsłon: 951

Z okazji świąt, czyli okresu, w którym My, lewacko-masońskie świnie odpoczywamy na koszt „prawdziwych polaków”, życzę wszystkim wszystkiego najlepszego i załączam prezent. Czyli opowiadanie.

Zmartwychwstanie

Pu… Puszczaj śmieciu – krzyczał gruby wąsaty facet na przednim siedzeniu swojego starego mercedesa. Tylko jego ciężko zakrwawione dłonie oddzielały stalową linkę, od gardła. Zakapturzony, dziwnie zachowujący się bydlak już na postoju wzbudził w nim podejrzenia. Nie mógł uwierzyć, że był tak naiwny, by pozwolić mu usiąść za sobą. Zwłaszcza, że klient chciał jechać na jedną z ciasnych uliczek łazarza.

Gruby wiedział, poranione dłonie nie wytrzymają ani chwili dłużej. Poddał się, stalowa linka dotarła do strumienia życia.

***

Klakson zawył pod naciskiem wielkiego brzucha. Andrzej gwałtownie podskoczył na skórzanym fotelu swojej taksówki. Prawa ręka natychmiast zaczęła badać szyję.

- Pierdolony – warknął na prezent z pierwszej komunii świętej. Łańcuszek z wizerunkiem Matki Boskiej musiał najwyraźniej zaczepić się o  tapicerkę i podduszał go pod czas drzemki. Nagle ktoś zapukał w szybę.

- Endrju wszystko w porządku?

Andrzej uchylił szybę.

- W porządku.

Przy taksówce stał Kula. Andrzej go nie lubił. Wszędzie tam, gdzie pojawił się Stefan Makowski zanikał wszelki ruch. Jedni mówili, że ksywę „Kula” dostał przez swój niewątpliwy talent do odstraszania klientów. Endrju wiedział jak było naprawdę. Makowski złamał, kiedyś nogę, a że higiena nie była jego mocną stroną, dorobił się grzyba. Grzyb jak to grzyb, śmierdzi. Śmierdział też cały wóz Stefana.

- Robiłeś wczoraj nockę? – zapytał Kula – Musiałeś, bo widziałem Cię na Głogowskiej.

- Poszczęściło mi się. Woziłem pijane małolaty, takie wiesz, gówniarze po dorobkiewiczach. Im się wydaje, że jak srają forsą, to już są wielkie paniska.

- Ta, syf. A wiesz, że tam trupy znaleźli?

- Trupy?! Gdzie?

- Tam gdzie przejeżdżałeś, Głogowska 86. Na czwartym piętrze. Babeczkę i chłopa ktoś zaszlachtował. Ona to podobno za bardzo nie cierpiała, ale tego drugiego… Drugiego, to po całym mieszkaniu psychol rozrzucił.

- Kula kurwa, zapierdalasz w prosektorium na drugim etacie? Skąd wiesz takie rzeczy?

- Mój syn jest starszym posterunkowym – powiedział z dumą w głosie Makowski.

- Gratuluję – ironicznie parskną Andrzej – przejadę się, może w centrum większy ruch – ruszył tak gwałtownie, że Kula prawie się przewrócił.

Gdy tylko kolega po fachu znikną za zakrętem, jak za dotknięciem magicznej różdżki taksiarz złapał kurs. Matka z dzieckiem, do tego bachor chory i jadą do szpitala. Cała droga minęła mu na odmawianiu zdrowasiek, by się gówniarz na tapicerkę nie zrzygał. W dodatku, kobiet wyglądała jak kiepska krzyżówka spychacza z ogrzycą.

- Nigdy więcej – odetchnął gdy wysiedli.

- Dzień dobry panu – powiedział pierwszy z dwójki mężczyzn wsiadających do jego auta – Czy mógłby Pan mnie i Patryka zawieźć do ememki? – tylko tyle wystarczyło taksówkarzowi by wiedzieć z kim ma do czynienia. Pedały, to zmora Poznania, są wszędzie i się nie kryją. Szczególnie obrzydliwie robi się w nocy, gdy biedny człowiek zmuszony jest do oglądania tych zboczeńców jak zabawiają się ze sobą na tylnym siedzeniu. Andrzej najchętniej nie brał by tych wybryków natury. Ale dają ogromne napiwki. Tym razem, za krótki piętnastozłotowy kurs, dostał dodatkowo prawie dziesięć złoty.

Gdy tylko wysadził delikwentów pod galerią, odezwał się głos dyspozytorki Basi.

- Andrzej, policja prosi byś zajechał na komendę.

- Co, dlaczego?

- Nie powiedzieli. Masz się pytać o podinspektora Grzelaka.

- No… dobra – powiedział mocno zdenerwowany.

Co za dzień, najpierw Kula, potem te homosie i jeszcze szkieły. Tylko głos pięknej Basi sprawił, że nie rzucił bluzgiem w CB radio.

W jego pamięci odżył obraz z walentynkowej potańcówki trzy lata temu, którą urządziła firma. Dyspozytorka, ubrana w niebieską sukienkę, skakała po nim na zapleczu budy stróża nocnego. Cóż to była za noc!

Ale Baśka ma męża. Andrzej też był kiedyś żonaty. Swojej żony nie kochał, a pobrali się gdy miał 21 lat, bo jej się wydawało, że jest w ciąży. Głupia cipa. Pare lat żyli jak pies z kotem. Ona chciała rozwodu. Ale jemu, katolikowi z dziada, pradziada nigdy nawet nie przyszła taka myśl do głowy. Szczęśliwie dla niego, pewnego dnia zastał ją leżącą w kuchni. Lekarze stwierdzili wylew krwi do mózgu. Od tego czasu mężczyzna skakał z kwiatka na kwiatek, nie wiążąc się na dłużej niż miesiąc. Baśkę więc lubił bardzo, bo liczył na powtórkę z powabną czterdziestolatką.

Myśli te, tak nim zawładnęły, iż nawet się nie spostrzegł kiedy minęła mu droga na komendę. W wielkim białym holu czekała na petentów recepcjonistka w cywilnych ciuchach.

- Andrzej Toruński do podinspektora Grzelaka. – warknął.

- Dzień dobry, Pan podinspektor Grzelak pokój 189, na drugim piętrze.

- Dzięki – powiedział z przekąsem – stara prukwo – dodając pod nosem.

Gabinet Grzelaka nie zaskakiwał. Może nie było już gołych bab na każdej wolnej przestrzeni, ale przeżarta rdzą szafka i przedpotopowy komputer trzymały stary klimat. Nawet smród był ten sam co trzydzieści lat temu, gdy w podobnym pomieszczeniu obrywał pałą za ulotkę Solidarności.

- Witam Panie Toruński, proszę usiąść.

Podinspektor na jotę nie odchodził od stereotypu. Kwadratowa szczęka doskonale komponowała się z fryzurą na zapałkę.

- Dla kogo dobry, dla tego dobry. Ja pieniądze tracę. Moglibyście tych pedałów łapać, a nie porządnych Polaków nękać.

- Spokojnie Panie Andrzeju. Wezwaliśmy Pana, bo zachodzi uzasadnione podejrzenie, że zwłoki znalezione wczoraj w nocy w kamienicy przy ulicy Głogowskiej są z Panem związane.

Andrzejowi zrobiło się gorąco, głośno przełknął ślinę.

- Ja… Ja nie… - zająknął się.

- Spokojnie – Policjant wstał i poklepał swego gościa po plecach – wiem, że dużo Pan kiedyś przeszedł…

- Co?! Z czym mi pan tu wyjeżdżasz?! Nie wiem, co wam ten kutas Makowski nagadał ale ja tam wczoraj tylko przejeżdżałem! Nikogo nie zabiłem! Co za skandal! – Podinspektor mu nie przerywał, usiadł na biurku i jakoś tak dziwnie się patrzył. Andrzejowi przemknęła przez głowę myśl, że to może być homoś.

- Wiemy, że to nie mógł być Pan. – powiedział Grzelak gdy tylko taksówkarz przestał się wydzierać – Ofiary leżały w mieszkaniu tydzień. Jeszcze długo nic byśmy o tym nie wiedzieli, gdyby nie włamanie. Na razie nie udało nam się ustalić kto jest sprawcą ale dzięki niemu sąsiedzi znaleźli ciała.

- Co ja mam z tym wspólnego – warknął taksiarz – Myśli pan, że się włamałem do tego mieszkania?

- Nie Panie Andrzeju. Nie wezwałem Pana w charakterze oskarżonego…

- To po co? – wszedł Grzelakowi w zdanie.

- Zarówno kobieta jak i mężczyzna byli przed śmiercią duszeni stalową linką.

Andrzej bezwiednie chwycił się za obrzydliwą bliznę na szyi.

- Tak, dobrze się Pan domyśla. Uważamy, że zbrodnię popełnił ten sam napastnik, który dwa lata temu próbował Pana zabić.

- Nie no, to są kurwa jaja. Jakiś skurwysyn biega sobie po ulicach, a wy, zamiast go łapać, to sobie popijacie kawkę na posterunku. Za co ja podatki płace?

- Pani Andrzeju, niech się Pan uspokoi. Chciałbym, by obejrzał Pan te fotografie. – podał mu dwa zdjęcia. Jedno kobiety po pięćdziesiątce, wyraźnie było widać, że to menelka. Druga, przedstawiała faceta mniej, więcej po trzydziestce.

- Zna ich Pan?

- Pierwszy raz na oczy widzę.

Policjant znów przez chwilę przyglądał się badawczo pytanemu.

- To Krystyna Pietrzak i Sławomir Filar. Nadal nic?

- Powtarzam, nigdy nie widziałem tych ludzi. Mogę już iść?

- Tak Panie Andrzeju. Choć możemy jeszcze Pana wezwać, by wyjaśnić pare rzeczy. To moja wizytówka, gdyby się Panu przypomniały jakieś szczegóły z tamtej feralnej nocy.

- Wszystko już wam powiedziałem – powiedział taryfiarz wstając. I gdy już sięgał za klamkę Grzelak znów się odezwał.

- A mogę zapytać, kim jest Pan Makowski?

Andrzej zesztywniał.

- Kto?

- Makowski, mówił Pan, że coś o Panu rozpowiada?

- A Stefan. To dziwny typ, przyleciał do mnie z rana i gadał, że podobno tego chłopaka strasznie zmasakrowano.

- Ciekawe.

- Powinniście mu się przyjrzeć. Ciągle tylko stoi na postojach, odstrasza smrodem klientów i gada o tym swoim synku psi… policjancie.

- Dobrze dziękuję. Jest Pan wolny.

Rozdrażniony Andrzej wiedział, że dziś już nie zarobi. Pocieszała go myśl, że Kula też będzie miał spierdolony wieczór. W tak słodko-gorzkim humorze udał się do domu. W sen zapadł gdy tylko usiadł na fotelu, w ubraniu, nie zdejmując butów.

***

Rozległo się energiczne pukanie.

- Sławek jesteś tam?

Znów pukanie.

- Sławek otwórz, wiem, że tam jesteś. Otwórz, bo wyważę drzwi!

Zapadła cisza. Huk! próchniejące drzwi nie stanowiły dużej przeszkody dla starszego mężczyzny.

- Kryśka, gdzie on jest? – W szerokim korytarzu kamienicznego mieszkania u progu drzwi salonu siedziała ze spuszczoną głową, oparta o ścianę kobieta. Mężczyzna podszedł do niej, podniósł jej głowę i mechanicznie odskoczył. Gardło Kryśki było przerżnięte, narzędziem zbrodni był prawdopodobnie nóż. Nóż bowiem, tkwił wbity w klatkę piersiową i wyraźnie nie był to pojedynczy coś.

- Sławek! – wydusił z siebie zdenerwowany mężczyzna. Wbiegł do pierwszego z otwartych pomieszczeń, była to kuchnia.

Widok, który na niego spadł, był wręcz absurdalny. Całe ściany umazane we krwi, na kuchennej ławie leżała bez wątpienia ludzka stopa. Jednak mężczyznę zainteresowała stara kuchenka mikrofalowa. Na uchylonych drzwiczkach morderca zostawił krwawą wizytówkę. Słowo „CWEL” napisane krwią. Włamywacz poczuł jak zbiera mu się na wymioty. Gdy rozchylił drzwiczki mikrofalówki, szok zwalił go z nóg.

- Sła… Sła… - bełkotał, łzy napłynęły mu do oczu. Poczuł coś pod prawą ręką. To metalowa linka, na obu jej końcach znajdowały się drewniane rączki.

Usłyszał krzyk na klatce schodowej. Zaciągnął kaptur na głowę. Ostrożnie wychylił się za progu kuchni. Ktoś krzyknął ale nie było nikogo na piętrze. Niewiele myśląc, wybiegł na klatkę schodową i gdy dotarł na ulicę, uspokoił się.

 

***

Andrzeja obudził pulsujący ból kończyn i szyi. Nie bardzo rozumiał co się dzieje, bo choć już nie spał i miał otwarte oczy, to ciągle było ciemno. Chciał przetrzeć powieki i wtedy dotarło do niego, że jest skrępowany. Mało tego, narzędziem unieruchomienia po raz wtóry w jego życiu stała się stalowa linka. Wiedział już, nieprzenikniony mrok, to opaska na oczy. Pocieszał się tylko, że nadal jest w swoim domu.

- Już nie śpisz Andrzejku – Odezwał się zimny męski głos.

- Co? Kim jesteś? – Andrzej próbował wykonać jakiś ruch ale wszelkie starania wieńczone były powolnym rozcinaniem skóry.

- Nie szarp się, bo mi się za szybko wykrwawisz.

- Wypuść mnie!

- Nie ma mowy. Jedyne co mogę Ci zaproponować, to szybka śmierć. Ale tylko jeśli mi wytłumaczysz, dlaczego zaszlachtowałeś moje dziecko – głos mężczyzny był stalowy, jak więzy, które oplatały taksówkarza. Nie czuło się w nim nawet żalu po stracie dziecka.

- Nikogo nie zaszlachtowałem chory pojebie!

- Zła odpowiedź – Andrzej poczuł, że coś bardzo gorącego zbliża się do jego twarzy. Ogromny ból, swąd spalonej skóry. Taryfiarz jeszcze nigdy nie krzyczał tak głośno. Nawet tamtej nocy, gdy prawie się wykrwawił.

Nagle ustało.

- Czego ty chcesz – wycharczał.

- Nie podoba Ci się żelazko? Chcę wiedzieć, czemu głowa mojego syna leżała w mikrofali?

- Jaka głowa, ja… ja nic nie wiem – mówił płaczący z bólu taksiarz.

- Głowa Sławka. Nie wmówisz mi, że nie pamiętasz człowieka, którego poćwiartowałeś.

- Kim ty jesteś – głos Andrzeja zmienił się, stał się prawie równie zimny jak głos jego oprawcy.

- Nie dobrze.

Rozżarzone żelazko dotknęło drugiego policzka. Znów ten ból, znów ten krzyk.

- Makowski otwieraj policja! Wiemy, że tam jesteś.

Na chwilę cały świat Andrzeja zatrzymał się. Ból ustał, żelazko musiało być daleko, bo nie wyczuwał nawet jego ciepła.

- Kula, to Ty? – zapytał taryfiarz.

- Stul pysk! – syknął głos, już jakby bardziej znajomy.

- Stefan wypuść go, on nie mógł zabić twojego syna! – krzyknął podinspektor Grzelak.

- To on, to musi być on! Znalazłem w jego szafie sygnet Sławka! – Odpowiedział Kula łamiącym się głosem.

- Kula ja…

- Milcz!

- Dostałem ten sygnet od klienta, nie miał czym zapłacić! – Gdy padło ostatnie wykrzyczane słowo, Andrzej otrzymał solidnego sierpowego pod lewe oko.

- Stefan posłuchaj, wszystko sprawdziliśmy. Andrzej Toruński był w czasie morderstwa w pracy, miał kurs na Różany potok. Wiózł trzy studentki prawa. Każda z nich to potwierdziła.

- Ale… Przecież mój syn…

Andrzej usłyszał jak na podłogę spada coś ciężkiego. Prawie w tym samym momencie nastąpiła eksplozja. Po chwili odsłonięto mu oczy. Siedział przywiązany do swojego fotela, w swoim salonie. Na podłodze przed jego nogami policjanci skuwali Stefana Makowskiego nazywanego „Kulą”.

Podinspektor Grzelak podszedł do taksówkarza.

- Wszystko w porządku?

- A wygląda na „w porządku”? – odszczeknął Andrzej.

- Już po wszystkim, ale nie mogę Pana uwolnić. Już jedzie pogotowie, sanitariusze się tym zajmą. Pan rozumie, żeby nie pogorszyć sytuacji.

- Ta, jasne.

- To on, to musi być on! – rozległ się krzyk Kuli, którego właśnie wyprowadzano – znalazłem drut, to był on!

- Skąd pan wiedział, że ten psychol tu jest?

- Od momentu, gdy powiedział pan, że Stefan Makowski podał szczegóły zbrodni, zaczęliśmy go sprawdzać. Okazało się, że jego syn, nigdy nie był policjantem. Swojego ojca poznał trzy miesiące temu. Od tamtej pory wyłudzał od Makowskiego pieniądze, wmawiając mu swoją chorobę nowotworową. Domyśla się Pan jak się nazywał?

- Sławomir Filar?

- Ma Pan niezłą pamięć. Jego konkubina, ta pięćdziesięcioletnia, prowadziła pamiętnik. Po nieudanej terapii w AA tylko to jej zostało. Wpisy są nie regularne, ale gdy już pisała, to ze szczegółami. Niech Pan sobie wyobrazi, wiemy nawet, że Sławomir Filar to ten sam człowiek, który Pana napadł dwa lata temu. A w poprzednim tygodniu, faktycznie zastawił gdzieś sygnet.

Andrzej kolejny raz poczuł, że policjant przygląda mu się badawczo.

- Panie inspektorze, pan wie, że tego kursu ze studentkami nigdy nie było. Ja tego dnia w ogóle nie pracowałem.

- Wiem. Ale gdybym tego nie powiedział, pewnie teraz byśmy nie rozmawiali. Mogę spytać gdzie Pan był tydzień temu, z czystej zawodowej ciekawości?

- Tu byłem, na tym przeklętym fotelu.

- Swoją drogą, to niesamowita ironia losu, że ten sygnet trafił właśnie do Pana.

- Ta, cholernie się uśmiałem.

 

***

Następnego ranka Andrzej obudził się w szpitalu. Był ciepły wiosenny poranek. Opatrunki trochę go drażniły, ale cieszył się, że już po wszystkim. Nie rozumiał tylko, czemu przy jego łóżku siedzi policjant. Czyżby Kuli udało się uciec?

Na salę wszedł podinspektor Grzelak.

- Dzień dobry.

- Dlaczego on tu siedzi? Chyba nie uciekł wam ten psychol?

- Spokojnie Pani Andrzeju – powiedział Grzelak, odgryzł solidny kawał jabłka i kontynuował – My już wszystko wiemy.

Koniec

 

Księżycowy terrorysta „Tajemnica” http://www.youtube.com/watch?v=j2iKH_0E8qw
 
WASZE KOMENTARZE[1]
~istari: too long didn't read..
dodano: Piątek, 2013.03.29 16:56, IP:188.33.35.XXX
ok
3
not ok
0
odpowiedz|usuń
~aistar: ~istari: too long didn't read.....
DARTH SMIERSZ
dodano: Piątek, 2013.03.29 18:49, IP:94.126.178.XXX
ok
2
not ok
0
odpowiedz|usuń
~szelbembe: iiiiiiibn szakagulagh!!! śmierć przeciwnikom kóz!
dodano: Niedziela, 2013.03.31 11:15, IP:88.199.147.XXX
ok
0
not ok
0
odpowiedz|usuń
~Zaprawdę, : 1000 lat nawracali nas ogniem i mieczem, obdzierali ze skóry, zabierali ostatnią koszulę, a wszystko niby w imię miłości? wierzę Boga, ale nie potrafię uwierzyć w dobre intencje watykańskich najeźdźców, którzy dbają tylko i wyłącznie o swoje interesy! Boga noszę we własnym sercu i nie potrzebuję armii obleśnych pośredników, aby z Nim porozmawiać!
dodano: Niedziela, 2013.03.31 12:21, IP:83.20.34.XXX
ok
1
not ok
3
odpowiedz|usuń
DODAJ KOMENTARZ | Jesteś niezalogowany, Twój nick będzie poprzedzony ~zaloguj | zarejestruj
Liczba znaków do wykorzystania: 1000
Nie jesteś anonimowy, Twoje IP zapisujemy w naszej bazie danych. Dodając komentarz akceptujesz Regulamin Forum
Do poprawnego działania mechanizmu dodawania komentarzy wymagane jest włączenie obsługi ciasteczek.
avatar
KOKOJUMBO
kokojumbo.epoznan.pl
RSSsend_message
głos kundla szaraka, w hałasie dzisiejszego świata.
ARCHIWUM WPISÓW
Bóg, honor, podsłuchy (21 cze 2014)
Jestem debilem ekonomicznym (14 cze 2014)
Koniec studenckiego seksu ! Czyli rozmowa z seksuologiem Zbigniewem Izdebskim (11 cze 2014)
Butem w morde ! (4 cze 2014)
Marysio Królowo Polsky! (30 maj 2014)
Morderstwo, prostytucja i transwestyci w centrum Poznania ! ! ! (14 kwi 2014)
Egzorcyzmy Jarosława K. (12 kwi 2014)
Wolność to być sobą ! Wywiad z Andżeliką Borys (22 mar 2014)
Wiedźmin – czyli recenzja Kamieni na szaniec (9 mar 2014)
Raus, raus Protasiewicz ! (5 mar 2014)
Prawicowi są nieudacznikami ! (28 lut 2014)
Chcesz dostać w ryj ?! (29 sty 2014)
Poznański kazachstan - wiwiad z przyszłą Miss Egzotica o braku tolerancji w Poznaniu ! (25 sty 2014)
Polska siatkówka jest do bani ! (22 sty 2014)
Od Poczobuta do bohatera - rozmowa z Andrzejem Poczobutem ! (18 sty 2014)
Słoiki Owsiaka (15 sty 2014)
Koniec Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy ! ! ! (10 sty 2014)
Dupa rządzi światem (4 gru 2013)
Katecheza – czyli przypowieść o tym jak Być i Mieć (22 lis 2013)
Destrukcja cywilizacji chrześcijańskiej - Wywiad z Markiem Jurkiem (20 lis 2013)
Make rogal not war - najpiękniejsze hasło w Polsce (16 lis 2013)
Nie rzucą ziemi, skąd ich smród ! (9 lis 2013)
Pol(e)and, kraj biegunów – czyli rozmowa z podróżnikiem Markiem Kamińskim (6 lis 2013)
Cukierek albo psikus mała k… - Tylko dla dorosłych ! ! ! (31 paź 2013)
S*** na Wojewódzkiego, R***** Owsiaka! (23 paź 2013)
Hipisi atakują! Wywiad z Jerzym Jernasem twórcą Wyścigu Jaszczurów (19 paź 2013)
Cegła w ziemniakach (16 paź 2013)
Kefir czy żurek? Czyli wywiad z Marcinem Mellerem (11 paź 2013)
Małpy uciekły z ZOO! (4 paź 2013)
Cień Lecha, Jezus w gębie (31 sie 2013)
Wojna polsko-meksykańska pod flagą wstydo-chamową (24 sie 2013)
Woda urzędowa (16 sie 2013)
My dzieci PW (9 sie 2013)
Matka Turczynka od pieluch (29 cze 2013)
Potwór - czyli państwem zarządzanie (14 cze 2013)
Torty i potwory (7 cze 2013)
100 tyś. facetów w jednej kobiecie (31 maj 2013)
Bo do poloneza trzeba dwojga, czy ten świat homofobem jest? (17 maj 2013)
Mięso po Grillu (11 maj 2013)
Biedni, bierni, zacofani w rodzinie zakochani (3 maj 2013)
Uśmiechnij się (26 kwi 2013)
Po prostu Życie (19 kwi 2013)
Ślepy i głuchy (12 kwi 2013)
Duma polaka (sic!) (5 kwi 2013)
Zmartwychwstanie (29 mar 2013)
Papież ch**, sałatki szkoda (22 mar 2013)
Prawdziwa twarz porno (15 mar 2013)
Sztuka wysoka nie zejdzie do rynsztoka (8 mar 2013)
Plaga plagiatów (1 mar 2013)
Koniokrady (22 lut 2013)
Viva la zawodówka! (1 lut 2013)
Tępe słupy (25 sty 2013)
Rektor nie krowa, każdemu dać nie musi (18 sty 2013)
Federalizm, w górę ręce kto jest z nami ! (11 sty 2013)
Coś się kończy, coś się zaczyna (3 sty 2013)
Opowieść wigilijna (20 gru 2012)
Sen o Victorii (13 gru 2012)
Tajemnica porannych morderstw (6 gru 2012)
Król Janusz Korwin I Mikke (29 lis 2012)
Seksmisja (22 lis 2012)
Wojciechowska na Malcie (15 lis 2012)
Zdjęcie: jovanka