Reklama
Reklama

Majówka od kilku lat kojarzy się z Pucharem Polski. Dla kibiców Kolejorza to bolesne wspomnienie

Drużyna Kolejorza z finału w 2017 roku | fot. Paweł Rosolski

2 maja to od sezonu 2013/14 stała data rozgrywania finału Pucharu Polski na Stadionie Narodowym.

6 lat temu Zawisza Bydgoszcz pokonał w rzutach karnych Zagłębie Lubin. Trzy kolejne finały to już bardzo ważne daty dla fanów Lecha Poznań - drużyna ze stolicy Wielkopolski jechała do stolicy z wielkimi nadziejami, chcąc zdobyć trofeum, które po raz ostatni pojawiło się w gablocie w 2009 roku.

Finał w sezonie 2014/15 to starcie z Legią Warszawa. W barwach Kolejorza oglądaliśmy wówczas Marcina Kamińskiego, Dawida Kownackiego, Karola Linettego czy Kaspra Hamalainena.

Kolejorz zaczął odważnie, w poprzeczkę trafił Barry Douglas, niezłą okazję zmarnował Kownacki, ale w końcu bramka padła: po dośrodkowaniu z rzutu wolnego piłkę do własnej siatki skierował Tomasz Jodłowiec.

Lech nadal miał przewagę, nie udało się jednak powiększyć różnicy bramkowej. Gola po rzucie rożnym zdobyła za to Legia, więc do przerwy mieliśmy 1:1.

W drugiej połowie lepiej prezentowali się już Wojskowi, co zaowocowała bramką Marka Saganowskiego, która ostatecznie okazała się rozstrzygająca.

Rok później doszło do rewanżu. Oba zespoły były bardzo zmotywowane, co przełożyło się na twardą walkę, ale niekoniecznie piękne widowisko sportowe - w pierwszej połowie oglądaliśmy zaledwie jeden celny strzał.

W drugiej połowie zaczęło pachnieć dogrywką, w końcu jednak nadszedł decydujący moment: Legia wykonywała rzut rożny, po małym zamieszaniu piłka trafiła w okolice linii bocznej. Naciskany przez Guilherme Karol Linetty chciał ją wybić, ale wyszło mu z tego dośrodkowanie na 5. metr, które efektownym strzałem na bramkę zamienił Prijović.

Końcówka spotkania to m.in. długa przerwa spowodowana gęstym dymem z rac. Bramki jednak nie padły, więc Legia drugi raz z rzędu pokonała Kolejorza.

Lech awansował do finału również w 2017 roku. Tym razem po drugiej stronie barykady znalazła się Arka Gdynia, więc kibice w Poznaniu liczyli na zdobycie pucharu. Rzeczywistość znów okazała się bolesna.

W pierwszej połowie nie oglądaliśmy bramek. Lechici mieli więcej okazji, celnie uderzali, ale na wysokości zadania stawał Pavels Steinbors, golkiper gdynian.

Po zmianie stron Lech atakował, bił jednak głową w gdyński mur, a Arka nastawiona była wyłącznie na kontrataki.

Tuż przed ostatnim gwizdkiem doszło do wydarzenia, które do dzisiaj wspominane jest przez osoby wspominane z Kolejorzem. Futbolówkę odzyskał w środku pola Maciej Makuszewski, pognał prawą stroną i świetnie wyłożył ją na 11. metr. Tam był niepilnowany Radosław Majewski, ale fatalnie się pomylił i uderzył obok bramki.

W dogrywce Arka kontynuowała obronę bramki, a mający problemy w ataku Lech nie był w stanie sforsować jej defensywy.

Dramat Kolejorza rozegrał się w drugiej części dogrywki. Najpierw obrońcy nie upilnowali Rafała Siemaszki, a chwilę później Luka Zarandia zdołał przebiec z piłką niemal pół boiska i pokonać Jasmina Buricia. Bramka na 1:2 autorstwa Łukasza Trałki nie miała już znaczenia.

W dwóch kolejnych edycjach Lech nie awansował do finału. W trwających rozgrywkach wciąż ma na to szansę - w ćwierćfinale Kolejorza czeka starcie z pierwszoligową Stalą Mielec. Mecz ma odbyć się 27 maja.

Jeśli uda się dokończyć sezon 2019/20, wówczas finał prawdopodobnie nie odbędzie się na Stadionie Narodowym. Rozgrywanie meczu na tym obiekcie bez udziału publiczności nie będzie miało sensu.


Reklama

Najczęściej czytane w tym tygodniu

Dziś w Poznaniu

19℃
8℃
Poziom opadów:
0 mm
Wiatr do:
13 km
Stan powietrza
PM2.5
18.33 μg/m3
Dobry
Zobacz pogodę na jutro