Pogotowie ratunkowe potrzebuje pomocy
Brak lekarzy w karetkach specjalistycznych zarzuca pogotowiu Najwyższa Izba Kontroli. Związkowcy twierdzą, że firma jest źle zarządzana. Wicemarszałek województwa, któremu podlega stacja twierdzi, że ta wychodzi z kryzysu.
Na podstawie kontroli dwóch zespołów NIK stwierdził, że w niemal, co dziesiątej karetce wysyłanej do osób wymagających specjalistycznej pomocy nie było lekarza. Pracownicy pogotowia twierdzą, że w stacji panuje bałagan, brakuje odzieży dla ratowników i zdarzają się kradzieże paliwa. Nie chcieli jednak o tym mówić oficjalnie. Dyrekcja stacji również nie chciała w poniedziałek rozmawiać z reporterem Pulsu Dnia.
Sprawujący opiekę nad pogotowiem wicemarszałek województwa twierdzi, że z oficjalnymi sygnałami o nieprawidłowościach się nie spotkał. Jeżeli przyjdzie anonim, że ktoś podobno ukradł komuś paliwo, czy zegarek, lub go opluł to nie stanowi podstawy by wszcząć procedurę - mówi Leszek Wojtasiak, z-ca marszałka woj. wielkopolskiego.
Najwyższa Izba Kontroli sprawdzając tylko dwa poznańskie zespoły pogotowia wykazała, że w 123 przypadkach zespół specjalistyczny wyjeżdżał bez koniecznego w takiej karetce lekarza, w 30 przypadkach skład zespołu był mniejszy niż 3 osoby uprawnione do wykonywania czynności ratunkowych, a w 16 przypadkach nie można było ustalić składu zespołu.
Wiadomo, że obecnie poznańskie pogotowie nie musi walczyć o nowy kontrakt. Wojewoda i NFZ zdecydował o przedłużeniu obecnej umowy. Wcześniej władze województwa miały pomysł połączenia stacji w Poznaniu z konińską. Taki podmiot miałby walczyć o nowy kontrakt.

