blog background
 
Jelonek w podróży: Portugalia po studencku
portugalia, erasmus, covilha, studia, uam, zagranica, erasmus+, wymiana, studenci, studencki, wakacje, podróże, podróżowanie, tanie,tanio, wyjazd, erasmusi, universidad da beira interior, portugal, travels, esn, erasmus students network, studia za granicą
metka_epoznan
Teatr w wersji Portugalskiej
ok
3
not ok
0
liczba odsłon: 352

Jako miłośniczka kultury we wszelkiej formie nie mogłam odmówić sobie pójścia do portugalskiego teatru.

Wyboru sporego nie mieliśmy, bo w Covilhii aktywnie działający jest w zasadzie jeden teatr (z dwóch, które zdążyłam tu odkryć) – Teatro Municipal, czyli teatr miejski. W czerwcu kilka spektakli/koncertów było w promocyjnej cenie – za 2 euro – więc postanowiliśmy pójść trochę się „odchamić” w studenckiej cenie. Zadowolona, że w końcu zażyję odrobinę kultury kupiłam bilety. Cóż nie byłam wtedy jeszcze świadoma, że dopiero po wizycie w teatrze przeżyję prawdziwy SZOK KULTUROWY.

Spektakl, a właściwie koncert, na który się wybraliśmy w zasadzie był galą z okazji 50-lecia grupy pod nazwą Rancho Folclórico e Etnográfico do Refúgio. Jest to zespół folklorystyczny, więc spodziewałam się tańca ludowego i tradycyjnych pieśni – słusznie. Biorąc pod uwagę fakt, że chociażby Wielkopolanie występują na świetnym poziomie, a podczas wolontariatu w Bułgarii byłam na międzynarodowym festiwalu tańców ludowych, który bardzo mi się podobał, liczyłam na przyjemny dla ucha i oka występ. Cóż… ponownie moje oczekiwania zderzyły się z rzeczywistością. Ale o tym za moment.

Podobnie było z samym budynkiem teatru, który z zewnątrz jest okazały. To co widać przez przeszklone drzwi mogłoby wskazywać na to, że i wewnątrz jest całkiem przyzwoity. Bez szaleństw, wiadomo, że nie jest to Opera Wiedeńska, ale będzie ładnie, schludnie i z klasą. I tym razem się przeliczyłam. Tuż po przekroczeniu progu teatru zobaczyłam wybitne „naturalne malowidła ścienne” – czyli ogromnego grzyba i odpadający tynk. Trzeba przyznać, że nieźle kontrastował z wiszącym obok kryształowym żyrandolem. 


Miałam jednak nadzieję, że po wejściu na widownię pozytywnie się zdziwię. Szybko się przekonałam, że naiwnie liczyłam na odrobinę teatralnej dostojności. Siedzenia były ponumerowane bez żadnego sensu – sami Portugalczycy nie mogli się w tym wszystkim połapać. I tak na przykład obok siedzenia numer 14 było siedzenie numer 6. Wyglądało to tak, jakby ktoś tak po prostu zamontował je tam bezwiednie, nie zważając na jakąkolwiek kolejność czy logikę. Ot taka zbieranina siedzeń, każde z innej parafii. Panie z obsługi zaczęły więc sadzać widzów tam, gdzie im się to podobało, uprzednio jednak sprawdzając siedzenia. I tu portugalska myśl technologiczna jest na tak zaawansowanym poziomie, że trudno czasem w to uwierzyć. Część siedzeń była zarwana i podparta… CEGŁAMI. 


Inne w całości były wyrwane/zdemontowane i w ich miejsce wsadzono zwykłe krzesła (jakby nie patrzeć siedzenie na krześle było bezpieczniejsze, niż na fotelu podpartym cegłami). 


Ściany tradycyjne zdobiła mozaika grzybna i odpadający tynk. Podłoga to obecnie zbitka obdartych desek. Niewątpliwie ten teatr już dawno ma za sobą lata świetności. Choć biorąc pod uwagę teatralne toalety  - zagrzybiałe, pełne insektów, z przeciekającą rurą, wyłożone szpitalnymi, białymi płytkami, gdzie złowrogo migała stara jażeniówka – możnaby tu nakręcić jakiś dobry thriller albo inną mroczną, hollywoodzką produkcję.

No ale nie dla budynku w końcu chodzi się do teatru, przejdźmy więc do części artystycznej. Występ rozpoczął się bagatelka 50MINUT PO PLANOWANYM ROZPOCZĘCIU. Portugalczycy jak zawsze mają swój „czas”, więc spodziewałam się spóźnienia, ale nie o tyle. Gala miała rozpocząć się o 21:30, a o 22:20 dopiero zgaszono światła. Kolejne 10 minut (i to bez przesady, z zegarkiem w ręku) zespół ustawiał się na scenie. Skoro im po 50 latach tyle zajmuje organizacja, to może za kolejne 50 dojdą do perfekcji. Po tak długim ustawianiu się na scenie zaśpiewali AŻ trzy utwory. Choć z drugiej strony na szczęście tylko trzy, bo nie wiem, czy ktoś byłby w stanie zdzierżyć dłużej ten występ.


Mówiąc wprost, część pierwsza dedykowana była chyba dla związku głuchoniemych. Każdy z nas chyba spotkał się kiedyś z tym typem „kościelnej śpiewaczki”, która nie wiedzieć czemu siada zawsze w ławce za nam i nieziemsko wyje, zagłuszając nawet księdza. Niestety zespół Rancho Folclórico e Etnográfico do Refúgio składał się z samych takich wyjców, choć jedna Pani, muszę przyznać, była wyjątkowo nie do zdarcia i nie do zdzierżenia. Zresztą - sami posłuchajcie (nagranie pod linkiem poniżej). ;)

http://tnij.xyz/5k2

Niektóre tańce wyglądały tak, jakby wszyscy nałykali się LSD i niewiele miało to wspólnego z ludycznością. Na koniec zastanawiałam się, czy gromkie brawa są wyrazem radości z tego, że zespół w końcu schodzi ze sceny, czy wyrazem uznania. Nawet po tym, gdy zasłonięto kurtynę babcia nie do zdarcia nieziemsko piłowała a’capella, aż w końcu (jak mogę się domyślać) albo ktoś jej wyrwał mikrofon za sceną, albo po prostu go wyłączył. Zresztą w tym momencie na widowni rozległ się śmiech, więc chyba jednak widzowie klaskali z uprzejmości. :P

Druga część była znacznie lepsza, choć również zaskakująca. Tym razem scenę zawojowali lokalni śpiewacy Fado (czyli tradycyjnych, melancholijnych pieśni portugalskich). Pani dyrektor teatru oficjalnie otworzyła drugą część gali wraz z burmistrzem Covilhii. Na scenie ustawiono stół, przy którym siedzieli śpiewacy  - trzech mężczyzn i jedna kobieta. I choć występ był tym razem przyjemny dla ucha, muszę przyznać, że dawno nie widziałam, żeby ktoś tak zabawiał się na scenie. Podczas pierwszej piosenki Pani dyrektor przyszła na scenę z butelką wina i kieliszkami i zaczęła polewać czerwony trunek występującym. Rozochoceni śpiewacy niekiedy wręcz nie chcieli podejść do mikrofonu, tłumacząc to tym, że przy stole jest bardzo przyjemnie, a wino jest wyborne. Trochę jak u ciotki na imieninach. Po trzecim winie wypitym przez artystów na scenie miałam dosyć, bo koncert zamienił się w swego rodzaju karaoke rodem z rodzinnej imprezy. Z tym, że pili tylko śpiewający. :D

Portugalska publiczność zresztą też do najuprzejmiejszej nie należy – przez cały czas ktoś wchodził na widownię i z niej wychodził. Były i takie asy, które w czasie występu głośno rozmawiały przez telefon – jak babcia siedząca przede mną. I to nie przez chwilę, ale przez 5, 10 min, krzycząc przy tym do słuchawki, że słabo słyszy. Inni nagrywali filmiki z cały czas włączoną lampą błyskową. Jeszcze inni wrzeszczeli w czasie występu, witając się ze znajomymi, którzy po 2 godzinach od rozpoczęcia koncertu weszli na drugi koniec widowni. Klimat był raczej jarmarczny, niż teatralny. Zupełnie inny niż ten, który znam – tutaj chyba teatr stracił swoją pewną odświętność. Ba, ludzie przychodzą do niego w brudnych dresach… oczywiście nie wszyscy, były też eleganckie starsze Panie, które swoim tapirem na włosach przysłaniały widok na scenę ;).


Druga przerwa była o 1 w nocy – i jak się okazało, występ miał trwać kolejne trzy, a może pięć godzin. Ja wymiękłam i postanowiłam z K. przejść się na spacer. Gdy w drodze powrotnej mijaliśmy teatr około 2 w nocy – występ wciąż trwał w najlepsze. Mają rozmach!

O ile sama Portugalia nie jest dla mnie zupełnie inna, niż to, co znam z Polski, teatr okazał się być tutaj najbardziej „egzotyczny”. Ba, za tę komedię zapłaciłam tylko 2 euro. ;)

 
WASZE KOMENTARZE
DODAJ KOMENTARZ | Jesteś niezalogowany, Twój nick będzie poprzedzony ~zaloguj | zarejestruj
Liczba znaków do wykorzystania: 1000
codeimgNie jesteś anonimowy, Twoje IP zapisujemy w naszej bazie danych. Dodając komentarz akceptujesz Regulamin Forum
Do poprawnego działania mechanizmu dodawania komentarzy wymagane jest włączenie obsługi ciasteczek.