blog background
 
Waldemar Witkowski: Waldemar Witkowski
Poznań spółdzielczość Lewica polityka samorząd
metka_epoznan
Rozbrat ze zdrowym rozsądkiem
ok
44
not ok
5
liczba odsłon: 420

Sytuacja frontowa. Do szpitala polowego trafiają  ciężko ranni żołnierze. Jest ich tylu, że personel lekarski musi dokonywać selekcji, którym pomóc w pierwszej kolejności. Dochodzi czasem do dramatycznych sytuacji, bo należy wybrać między dwoma pacjentami w bardzo ciężkim stanie, kierując do operacji tylko jednego z nich. Wówczas panuje zasada, że na stół trafia ten, który ma większe szanse przeżycia.

 

Jako człowiek Lewicy jestem bardzo wyczulony na drugiego człowieka; jako prezes spółdzielni mieszkaniowej też nie tracę tej wrażliwości. Tutaj wprawdzie muszę operować szerszą perspektywą, mając na uwadze dobro ogółu spółdzielców i każdego z osobna. Nie zapominam jednak pomagać tym, którzy proszą o pomoc, ułatwiam wyjście z kłopotów tym, którzy je mają, z przychylnością traktuję wszelkie inicjatywy ze strony mieszkańców. Także tych, którzy mają zaległości płatnicze.

 

Zdarzają się jednak sytuacje, gdy ktoś przez wiele lat nie płaci czynszu, nie wychodzi z żadnymi propozycjami rozłożenia zadłużenia na raty, a do spółdzielni dodatkowo docierają na niego skargi od sąsiadów. W takiej sytuacji wszystkie koszty ponoszą inni spółdzielcy. Jako prezes nie mam wyjścia i muszę interweniować.

 

Proszę zastanowić się, ile miesięcy musielibyście Państwo nie płacić swojego czynszu, by dług urósł do wysokości 190 tysięcy złotych? Lokator przekroczył Rubikon, zmuszając radę nadzorczą spółdzielni do ostatecznego kroku, czyli wydania decyzji o rozpoczęciu procedury eksmisji. Sąd to usankcjonował. Wśród trzech osób zamieszkujących ów lokal była jedna niepełnosprawna, toteż ustaliliśmy z prezesem ZKZL, że zostanie tej rodzinie przydzielony lokal socjalny na Jeżycach.

 

Anarchiści z Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów słusznie zauważyli, że pierwsze przydzielone mieszkanie socjalne było nieprzystosowane do funkcjonowania osoby niepełnosprawnej, dlatego też finalnie dłużnik znalazł się w innym lokalu. Interwencja anarchistów jednak na tym się nie skończyła. Zaczęto atakować mnie personalnie.

 

Nie rozumiem ludzi, którzy nie widzą przyczyny, a jedynie skutek. Gdyby ludzie z Rozbratu nie byli dziećmi, a dojrzałymi społecznie i emocjonalnie obywatelami, to pomogliby lokatorowi dużo wcześniej. W spółdzielni są jeszcze inni mieszkańcy mający problem z płatnościami czynszu. Proponuję anarchistom, by zaczęli pracować w spółdzielni np. w charakterze dozorców, oddając 60% swojego wynagrodzenia na pokrycie długu lokatorów. Wtedy zacznę postrzegać ich jako dojrzałych, dorosłych ludzi.

A jeśli nie? No cóż, dziś jest 1 czerwca i życzę wszystkim dużo uśmiechu.

WASZE KOMENTARZE
Autor bloga wyłączył możliwość komentowania tego wpisu
Zdjęcie: fot. Malwina Marciniak